- Bułgaria. - Odpowiedziałem po chwili namysłu. - Powinnaś sobie wszystko poukładać. Miasto może poczekać. - Zacząłem gładzić ją po włosach. Uniosła brwi w geście zdziwienia. - Nie jesteś tutaj po to, by zbawić świat. Musisz patrzeć też na siebie.
- Przecież patrzę. - Mruknęła. - Tylko...
- Będzie dobrze. - Zapewniłem ją. - Musisz się przespać. Jutro długa droga przed nami.
- Wiem.
- Hej... - Odgarnąłem jej niesforny kosmyk z twarzy. - Nie bój się. Będę przy tobie. Wszyscy będziemy.
- Musimy tam jechać?
- Tak. - Powiedziałem hardo, przytulając ją do siebie. - Powinnaś się jeszcze przespać.
- Yhym. - Mruknęła. Po chwili oddech jej się uspokoił i odpłynęła w sen.
- Śpisz?- Spytał ktoś nade mną. Podniosłem się lekko. Anastazja wpatrywała się we mnie pytająco.
- Nie. - Pokręciłem głową, wstając powoli, by nie obudzić Katherine.
- Chciałam tylko porozmawiać. - Powiedziała dziewczyna cicho. Po chwili stałem koło niej.
- To się przejdźmy. - Zaproponowałem, idąc przed siebie.
- Jesteście ze sobą blisko. - Zauważyła, kiedy odeszliśmy od obozowiska. - Miło ją znowu widzieć...
- Czemu zniknęłaś?- Spytałem, spoglądając na nią kątem oka.
- Ach... Więc ci już opowiedziała?- Zaczęła głaskać konia po pysku. Nawet nie zauważyłem, kiedy podszedł.
- Przed tym, jak przyszłaś. - Wyjaśniłem. - Więc...?
- Miałam swoje powody. A teraz słuchaj mnie uważnie. Wiem, że wybieramy się teraz do Bułgarii. - Odwróciła się twarzą do mnie. - Kathy... Ona naprawdę to wszystko przeżyła. Będą się tam działy dziwne rzeczy. Musisz być wtedy przy niej. - Dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Nie zamierzam jej zostawić.
- Zobaczymy na miejscu, ile twoje słowa są warte. - Powiedziała z lekkim uśmiechem, po czym odeszła. Wróciłem do obozowiska i położyłem się z powrotem koło Katherine. Pocałowałem ją w czoło, po czym sam zasnąłem.
sobota, 8 listopada 2014
Rozdział 9
środa, 5 listopada 2014
Rozdział 8
- Gdzie najpierw? - spytałam cicho
- To znaczy?
- Do Hiszpanii czy Bułgarii?
niedziela, 5 października 2014
Rozdział 7
- Anastasia? - Wykrztusił w końcu jeden z braci.Dopiero po chwili rozpoznałem dziewczynę, którą widziałem jakieś dziesięć minut temu na fotografii.
- Kto?- Zdziwiła się Sabine, przecierając oczy. Za dziewczyną z lasu wyszedł biało-szary koń, nie odstępując jej na krok.
- Cześć Khaty... - Zaczęła Ann'a, przyglądając się wampirzycy, która błyskawicznie zerwała się na nogi.
- To ty? - Spytała cicho, podchodząc do niej powoli. Cały obóz przyglądał się temu w napiętej ciszy.
- Nie. Caryca Katarzyna. - Zaśmiała się cicho dziewczyna, przytulając siostrę. Katherine odwzajemniła to trochę niepewnie.
- Gdzie byłaś przez cały ten czas? - Spytał Stefano.
- Zaraz wam wszystko opowiem, ale najpierw muszę porozmawiać z Kathy. - Dziewczyna uśmiechnęła się do siostry. Po chwili obie zniknęły za drzewami. Koń ruszył za nimi. Wszyscy zaczęli zalewać pytaniami dwóch braci, nadal wpatrujących się w miejsce, gdzie przed chwilą zniknęły dziewczyny. Przyłożyłem palce do ust i zagwizdałem głośno.
- Ała... Mogłeś ostrzec. - Poskarżyła się Sabine, stojąca najbliżej.
- Dzięki. - Stefano skinął mi głową. Odpowiedziałem tym samym, opierając się o drzewo. - Anastasia to nasza siostra, która zniknęła sto lat temu. - Głos lekko mu się załamał. - A teraz...
- Rozumiemy. - Przerwała mu Lena. Rosalie potwierdziła to skinieniem głowy. W tym momencie z lasu wróciły dziewczyny.
sobota, 4 października 2014
Rozdział 6
- A to kto? - spytał Gabriel patrząc na osobę po środku
- To Anastasja - powiedziałam ze smutkiem i nadzieją w głosie
Chłopak przyjrzał mi się uważnie. Zobaczyłam pytanie w jego oczach.
- Pewnej nocy po prostu zniknęła - wyjaśniłam i spojrzałam na księżyc - Wieczorem rozeszłyśmy się do pokoi, a rano jak przyszłam jej nie było. Nie widziałam jej od stu lat. Chodź mam wrażenie, że czasem jest niedaleko i obserwuje. Czeka na coś. Tylko nie wiem na co.
Poczułam jak jedna, samotna łza spływa po moim policzku.
- Chodźmy już - szepnął cicho Gabriel
Zeskoczyłam z drzewa i poczekałam, aż on zejdzie. Objął mnie w pasie ramieniem i rozejrzał się, jakby szukał drogi. Uśmiechnęłam się do niego lekko i ruszyłam na wschód. Po paru minutach dotarliśmy do obozu. Tam automatycznie rozejrzałam się sprawdzając gdzie kto jest. Z rozczuleniem zobaczyłam, że Damon i Stefan położyli się pod drzewem metr od siebie. Gabriel odszedł w stronę swojej siostry, a ja z gracją opadłam na ziemię między nimi. Damon uśmiechnął się z zadowoleniem i przekrzywił głowę wyraźnie oczekując, że zaśpiewam im kołysankę jak wtedy gdy byli mali.
- Nie jesteście na to za starzy? - spytałam ze złośliwy uśmiechem
- A da się być na to za starym? - odszepnął
Przewróciłam oczami zauważając, że nasza rozmowa przyciągnęła wszystkie spojrzenia. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam śpiewać.
- To kołysanka, którą śpiewaliśmy w naszej rodzinie - wyjaśniłam - A oni są ode mnie młodsi
Mignęło mi za nimi między drzewami coś białego. Jakby skrzydło i podświadomie wbiłam wzrok w tamto miejsce. Po chwili z cienia wynurzyła się dziewczyna.
sobota, 13 września 2014
Rozdział 5
- Katherine. - Wyszeptałem cicho, kładąc jej rękę na ramieniu. Zamknęła mały, srebrny przedmiot w dłoni.
- To ty. - Odetchnęła z ulgą, ocierając łzy z policzków.
- Przesuniesz się trochę? - Spytałem. - Zaraz spadnę.
- Jasne. - Zrobiła mi miejsce. Usiadłem koło niej.
- Co to? - Spytałem, kiedy bawiła się delikatnym łańcuszkiem w dłoni. Bez słowa otworzyła go, pokazując małą fotografię. Chyba. Nie widziałem za dobrze w ciemnościach. Zapaliłem mały płomień na palcu. To nie było zdjęcie. To był portret. Były nie nim trzy osoby, których nie poznawałem.
- Kto to? - Spytałem, dotykając delikatnego papieru.
niedziela, 7 września 2014
Rozdział 4
- To bez znaczenia
- Musi wreszcie pogodzić się z tym, że oni zginęli - zawołał Damon ponownie pojawiając się przed nami
- Kto? - spytał Gabriel, a ja zamarłam
- Nie rozmawiajmy o nich - zaskowyczałam
- Ale o kim?
- Gabrieli pro...
- O rodzicach - przerwał mi mój brat - Wracamy do domu
- Czyli gdzie? - spytał ciekawie chłopak
- Nigdzie nie wracam! - wydarłam się
- A kto ci niby każe gdzieś wracać? - usłyszałam głos Sabine
Z płonącymi wściekłością oczami spojrzałam na grupę. Driada cofnęła się odruchowo. Stefan wyszedł zza niej i położył mi rękę na ramieniu.
- Uspokuj się - szepnął
- Uspokuj się? - powtórzyłam z niedowierzaniem w głosie - Uspokuj się?! To nie ty, ani Damon spędziliście z nimi ponad 400 lat! To nie wy wyczuliście krew! To nie wy znaleźliście ich ciała! Zrobiłam to ja! To nie ty broniłeś wszystkich dzieci Państwa Petrovych! Nie ty usiłowałeś ich uratować!
Wykrzyczałam wszystko i po chwili zniknęłam wśród drzew.
- Katherina! - wrzasnął za mną Gabriel
Rozdział 3
- Ja... To po prostu zły sen. - Powiedziała drżącym głosem dziewczyna, opierając się o pień drzewa. - Wspomnienie... - Szepnęła tak cicho, że ledwo to usłyszałem.
- Może powinnaś wrócić... - Zaczęła postać za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem Deamona.
- Nie wrócę tam. - Warknęła wampirzyca, posyłając mu mordercze spojrzenie.
- Zawsze byłaś uparta. - Stwierdził wampir, odwracając się na pięcie. Katherine tylko mruknęła coś w odpowiedzi, wtulając się we mnie jeszcze bardziej. Dopiero teraz zauważyłem, że nie ma w obozie prawie nikogo oprócz naszej trójki.
- Poszli się przejść. - Odpowiedział wampir, nawet się nie odwracając.
- Skąd on to... - Zacząłem, ale wampirzyca mi przerwała.
- Potrafi czytać w myślach, jeśli myślisz o czymś wystarczająco mocno. - Wyjaśniła, wstając z ziemi. - Przejdziemy się?
- Jasne. - Również się podniosłem, po czym objąłem ją ramieniem.
sobota, 6 września 2014
Rozdział 2
- Kocie wiesz... - zaczął Stefan
Uśmiechnęłam się pod nosem z tego "kocie", po czym w sekundę przygwoździłam do drzewa.
- Nigdzie nie jadę - syknęłam cicho - Nie wracam tam
Pędem wróciłam do reszty i usadowiłam się na rozłożystej gałęzi drzewa, pod którym spał Gabriel. Z rozbawieniem stwierdziłam, że nikt tego nie zauważył. Położyłam się na plecach, bliżej konara i rozluźniłam mięśnie. Otuliłam się skrzydłami i po chwili zasnęłam.
*Jakieś 150 lat temu*
Wracałam do domu. Bracia jechali po moich bokach.
- Co im powiemy? - spytałam wtedy
- Prawdę - stwierdził Stefan
- Jak zareagują? - zaskamlał Damon
- Stop! - wrzasnęłam
Konie zatrzymały się, chłopcy spojrzeli na mnie zdumionym wzrokiem
- Krew. Czuję krew, w wy? - wykrztusiłam
Zaczęli węszyć.
- Tak - powiedzieli równo
- Z domu, zapach dochodzi z naszego domu - dodał Damon
Z miejsca zagalopowałam i po 5 minutach przejechałam przez bramę. Zeskoczyłam, gdy Obsydian jeszcze jechał i z przerażeniem wpadłam do gospody. Kierując się węchem wbiegłam do bawialni. Tam był najmocniejszy zapach krwi. Krzyknęłam i upadłam na kolana. Zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki biegnących braci. Po chwili znalazłam się w ramionach Stefana...
Obudziłam się z krzykiem i zachwiałam się na gałęzi.
- Kath? - wrzasnął Gabriel, widocznie obudził się wcześniej
Zeskoczyłam i przerażona po wspomnieniu prawie upadłam. Oparłam się o chłopaka, który podszedł do mnie wcześniej i objął.
sobota, 30 sierpnia 2014
Rozdział 1
- Więc to ta wróżka? - Spytała w końcu Sabine, przyglądając się dziewczynie.
- Mam imię. - Odpowiedziała dziewczyna, mierząc moją siostrę wzrokiem.
- Dobra, dobra. Pogadacie sobie potem. - Zaczął Max. - Gdzie teraz lecimy?
- Do Hiszpanii. - Odpowiedziałem, przypominając sobie nasz plan. - Tam o ile się nie mylę jest...
- Wilkołak. - Szepnęła Katherine, spuszczając spojrzenie na ziemię.
- Powinniśmy się jeszcze tutaj zatrzymać do jutra. - Zaczął drugi z braci wampirzycy. - Wszyscy potrzebujemy dłuższego odpoczynku.
- Przejdę się. - Poinformowała Kat, ruszając w las. Chciałem ruszyć za nią, jednak przytrzymała mnie Sabi.
- Może lepiej będzie, jak zostanie na chwilę sama. - Szepnęła mi do ucha, ruchem głowy wskazując na jedno z drzew. - A ty powinieneś się przespać. Wyglądasz, jak trup.
- No dzięki. - Odpowiedziałem, tłumiąc ziewnięcie.
- No już. - Popchnęła mnie lekko. Z ulgą położyłem się na ziemi. Podłożyłem sobie plecak pod głowę i po chwili zapadłem w sen.
Rozdział 40
W odpowiedzi posłałam mu mordercze spojrzenie i podeszłam do stojących dalej Gabriela, Maxa i Sabine.
- Gdzie teraz? - spytałam
Smok ruszył z biegiem rzeki. Po chwili usłyszałam pisk Leny, automatycznie spojrzałam w kierunku głosu i ujrzałam najadę, która wpatrywała się w wampiry idące za mną. Po chwili zza dziewczyny wyszła Ewaelyn, w towarzystwie właśnie wróżki. Spojrzałam na nią przenikliwie. Wysoka i szczupła brunetka w kremowo-fioletowej sukni i fioletowymi skrzydłami. Nieznajoma przeleciała przez nas wzrokiem, które na dłużej zostało na Gabrielu i ponownie na dłużej, na Stefanie, oba spojrzenia mnie zdenerwowały, co z kolei wywołało u mnie ostrzegawcze warknięcie. Damon, chyba jedyny świadomy dlaczego to zrobiłam parsknął śmiechem. Elfka uśmiechnęła się również rozbawiona i chyba trochę zdziwiona.
piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział 39
- Tak wyszło. - Wzruszyła ramionami. - Deamon. Złaź ze mnie. - Zaśmiała się, spychając z siebie wampira. Katherine wstała i otrzepała ubranie. Spojrzała na mnie, uśmiechając się lekko.
sobota, 28 czerwca 2014
Rozdział 38
- Che cosa è successo? - spytałam (Co się stało?)
Gabriel i Max spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Mi sono imbattuto un albero - burknął zmieszany (Wpadłem na drzewo)
- Dovè il reso? - (A gdzie reszta?)
- Erano fuori di una fata - (Zostali z wróżką)
- Fiary? - spytała zszokowana - (Wrożką?)
- Per fortuna abbiamo trovato. E dove sei sparito? - (Prze przypadek znaleźliśmy. A wy gdzie znikneliście?)
- Siamo andati al lago - (Poszliśmy nas jezioro)
- E che cosa stavi facendo? - spytał z kpiącym uśmieszkiem (I co tam robiliście?)
Zamilkłam zmieszana, na co smok wybuchnął śmiechem.
- O co chodzi? - zaczął mag - Nic nie zrozumiałem
- Ustaliliśmy, że znaleźli wróżkę. Lecimy?
- Niby jak? - wtrącił Damon
Max zamiast odpowiedzieć zmienił się w smoka, a ja rozłożyłam skrzydła. Wampiry zagwizdały cicho. Starszy nagle uśmiechnął się irytująco i pobiegł, oczywiście jak wampir, w moją stronę. Wpadł na mnie, przy czym strasznie huknęło i potoczyliśmy się z górki, chichocząc. Wpadliśmy w kupkę liści, a ja leżałam pod nim
- Teraz na zabawy ci się zebrało? - spytałam ze śmiechem
- Dawno się nie widzieliśmy - uśmiechnął się odsłaniając zęby
- Jezu! - zawył Gabriel stając nad nami
- Nie - odparłam nadal się śmiejąc - To tylko moi bracia
Cały włoski zawdzięczamy Google Tłumaczowi ;)
Rozdział 37
- Lou? - spytałem szeptem, przyśpieszając kroku. Katherine węszyła przez chwilę w powietrzu.
- Nie. Chyba. Ten zapach jest inny... Chyba już wiem kto to - uśmiechnęła się pod nosem.
- Kto?
- Zobaczysz. To nie Lou. - odpowiedziała. Nagle rozległ się krzyk Sabine.
- Jesteś pewna? - spytałem, biegnąc w stronę obozowiska. Kiedy wybiegliśmy na polanę, jeden z wampirów skakał na jednej nodze, trzymając się za drugą, co wyglądało komicznie. Wzrokiem jednak szukałem Sabine. Stała przy jednym z drzew, trzymając coś w ręce i próbując się odgonić od drugiego.
- Hej! Zostaw ją! - zawołałem jak idiota.Coś mocno pociągnęło mnie w tył i przygniotło do drzewa. Przed sobą ujrzałem twarz wampira.
- Bo mi go jeszcze pokaleczysz Damon - podeszła do niego Katherine, kładąc mu rękę na ramieniu. Chłopak z niechęcią mnie puścił. Rozmasowałem bolące ręce. Nawet się nie pytałem, skąd się znają, tylko podbiegłem do Sabine, która była w lekkim szoku. Jeśli nie zamierzają nas zabić, to znaczy, że są dobrzy.
- Wszystko okej? - spytałem, kucając przy siostrze.
- Przestraszyli mnie - odpowiedziała.
- Gdzie reszta?
- Poszła was szukać. Przepadliście jak kamień w wodę. - Dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Ał... Masz twardy palec. - powiedziałem, wstając.
- I twarde buty - mruknął ktoś za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem drugiego wampira. Już miał coś dopowiedzieć, kiedy z gracją słonia na polanę wpadł Max. Miał pełno liści i innych gałęzi we włosach. Klnął jak szewc po włosku. Dopiero po chwili zorientował się, że wszyscy na niego patrzą. Wampir koło mnie zagwizdał z zachwytem.
- No tego, to ja nie słyszałem. - odparł z uśmiechem.
Rozdział 36
- Musimy? - jęknął
Uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Będą się martwić
- O nas? - uniósł brew
- Sabine na pewno będzie się o ciebie martwić
- Jasne, szczególnie gdy jest z Maksem, to na pewno będzie się o mnie martwić
Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko. Wstaliśmy i usłyszeliśmy szelest z pobliskich krzaków.
- Może to oni? - spytał mag
- Nie sądzisz, że zamiast się śmiać Evaelyn, by się na nas wydarła? - odparłam - Lepiej już chodźmy
Weszliśmy szybkim krokiem do lasu, szerokim łukiem omijając tamte krzaki. Wsłuchałam się w otaczający nas las. Szybkie, wampirze kroki, dwóch osób, które ku mojemu zdziwieniu minęły nas i pobiegły prosto. Prosto, w kierunku obozu. Przyśpieszyłam.
- Co się stało? - spytał zaskoczony moim zachowaniem Gabriel
- Wampiry - szepnęłam
czwartek, 26 czerwca 2014
Rozdział 35
- Chyba powinniśmy iść - zamruczałem, chwytając ją za rękę.
- Ale... - spojrzała w stronę drzew. Wyszeptałem odpowiednie zaklęcie.
- Nie widać nas.Obiecuję. - ruszyłem do brzegu. Szybko ubrałem się, stojąc na zimnym piasku. Zdjąłem z siebie zaklęcie i patrzyłem jak Katherine powoli wychodzi z wody. Poczekałem aż się ubierze i usiadłem na ziemi. Wampirzyca przysiadła koło mnie, opierając mi głowę na ramieniu.
- Pięknie tutaj - wyszeptała, spoglądając na mnie.
- Tak - wyszeptałem, pochylając się w jej stronę. Jej włosy lśniły w świetle pełni. - Kocham cię - pocałowałem ją namiętnie.
Rozdzial 34
- A co mam zaśpiewać? - spytałam i spojrzałam mu w oczy
- Co chcesz - szepnął
środa, 11 czerwca 2014
Rozdział 33
- Dzięki. - odpowiedziała z uśmiechem. Zdjąłem ubrania i również wszedłem do wody. Powoli podszedłem do Ktherine, myjącej skrzydła.
- Skąd one się właściwie wzięły? - wyszeptałem, dotykając delikatnie piór.
- Kiedyś się ich wyrzekłam. - wampirzyca odwróciła się w moją stronę - Przyzwałam je ponownie, by ratować...
- Widziałem - przerwałem jej. Zapadła cisza - Jak sądzisz? Uda nam się?
- Nie mamy wyjścia - szepnęła, wpatrując się w jezioro. Ja za to patrzyłem jej głęboko w oczy.
- Zaśpiewasz coś jeszcze? - spytałem cicho, lekko dotykając jej policzka.
sobota, 24 maja 2014
Rozdzial 32
- Jest okej - wmawiałam sobie
Wzięłam rozbieg i podskoczyłam w górę, łomocząc skrzydłami. Zawisnęłam jakiś metr nad ziemią. Spojrzałam na pióra i skrzywiła się nie znacznie. Rozejrzałam się i wylądowałam na ziemi, po czym ruszyłam w stronę jeziora.
***
Zdjęłam ubrania i powoli weszłam do zimnej wody. Zaczęłam myć pióra śpiewając cicho.
czwartek, 22 maja 2014
Rozdział 31
- Okej? - zawołałem, próbując przekrzyczeć wiatr. Pokazała uniesiony kciuk w górę. Najwyraźniej była w zbyt dużym szoku by cokolwiek powiedzieć. Następnie przeniosłem wzrok na Katherine. Leciała, ale wydawało się, że każdy ruch czarnymi skrzydłami wywoływał ból.
- Nic jej nie będzie - zapewniła mnie Evaelyn. Mimo to co jakiś czas rzucałem okiem na lecącą postać. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, zauważyliśmy jakiś ląd.
- To już Brazylia? - spytałem, wskazując na niego. Sabine przyglądnęła mu się z zainteresowaniem.
- Chyba tak - odpowiedziała, przekrzywiając lekko głowę.
- W końcu - odetchnąłem z ulgą. Katherine cały czas wiernie leciała niedaleko nas. W końcu zaczęliśmy się powoli zniżać. Po jakiejś godzinie wylądowaliśmy w środku Amazonii. Jakiś kawałek dalej wylądowała wampirzyca.
- Gdzie tak dokładnie będziemy szukać wróżki? - spytałem, zataczając się lekko. Żołądek fiknął mi niezłego koziołka.
- Powinna być gdzieś niedaleko Amazonki. - rozglądnęła się Evaelyn - Lepiej pójdę po Katherine - powiedziała elfka i zniknęła za drzewami. Po chwili przyszedł Max w ludzkiej postaci. Usiadłem pod jakimś drzewem, zapadając w płytki sen.
poniedziałek, 19 maja 2014
Rozdział 30
- Bo wpadłaś do stawu pełnego najad, które chciały cię utopić? - odpowiedziała elfka z uniesioną brwią
Prychnęłam i ostrożnie stanęłam.
- Katherine! Siadaj! - krzyknęła
- Nie - odparłam z zadowoleniem
Złapała mnie za nogę i pociągnęła w dół. Krzyknęłam cicho, gdy zsunęłam się z grzbietu smoka. Wbiłam palce w łuski.
- Evaelyn! - wrzasnęłam zła podciągając się - Możesz mnie nie zrzucać?
- Możesz nie stać? - spytała przymilnie
- Mogę robić co chce - fuknęłam
Znów stanęłam, ale przeskoczyłam nad zdziwioną na mój widok Sabine i przerażonym Gabrielem. Odwróciłam się i pokazałam elfce język. Podeszłam do ucha Maxa. Zaczęliśmy cicho rozmawiać. Dobrze, że smoki posługują się telepatią. Usłyszałam krzyk więc spojrzałam za siebie w chwili, gdy Lena spadła ze smoka. Momentalnie pojawiłam się w miejscu, z którego spadła i usiłowałam złapać ją za rękę. Nie udało się.
- Cholera!
Rzuciłam okiem w stronę słońca, chyliło się ku zachodowi. Może być, chodź wlałabym noc... Z akompaniamentem krzyków chyba wszystkich pasażerów, zeskoczyłam krzycząc.
niedziela, 18 maja 2014
Rozdział 29
Patrzyłem na powoli zmieniającą się Lenę. Po chwili jednak podszedłem do Katherine, by choć trochę spróbować ją rozgrzać.
- Trzymaj. - podałem jej bluzę, którą założyłem przed wyjściem. Wzięła ją ode mnie i nałożyła na ramiona - Nie boisz się, że się przeziębisz czy coś?
- Jestem wampirem - spojrzała na mnie jak na głupiego.
- Nic? Zero? Nawet najmniejsze przeziębiąko?
- Nie. - uśmiechnęła się - Jak w ogóle się tu dostaliście?
- Max nas zabrał - wtrąciła się Sabine. Wampirzyca przeniosła wzrok na smoka.
- I nie mogłeś wcześniej nam tego powiedzieć?! - Krzyknęła na niego.
- Nie pytaliście. - odparował - I nie było by czego zrobić z końmi.
- One same wracają - zauważyła Evaelyn - A myślisz, że po co puściłam je luzem? Mają wrócić do Rumunii a my lecimy do Brazylii.
- Ale... Moje rzeczy... - Zaczęła wampirzyca.
- Mamy je. - uspokoiła ją moja siostra - Lecimy?
- Ja jestem gotowy - powiedział Max.
- Nigdy nie leciałam na smoku - powiedziała sama do siebie Lena.
- Nie jest tak fajnie jak myślisz - spojrzałem na nimfę wodną.
- Od zawsze miałeś chorobę lokomocyją - wtrąciła się Sabine.
- Stop! - Zawołał Max - Nie chcę wiedzieć, co dzieje się na moim grzbiecie. Nigdy. To jak? Lecimy?
- Yhym - skinęła głową Katherine. Chłopak znikł w krzakach.
- Jak lecimy? - Spytałem.
- Sabine, ty, Katherine, ja i Lena - zaproponowała Evaelyn. Sabi zaczęła coś mówić, jednak przerwało jej pojawienie się Maxa pod postacią smoka. Ostrożnie wsiedliśmy na jego grzbiet, by nie poranić sobie dłoni ani nóg o ostre łuski. Przez ciało smoka przeszła fala energii i wystartowaliśmy. Mocno objąłem siostrę, by czasami nie spaść. Rozpoczęliśmy długi lot w stronę Brazylii.
sobota, 17 maja 2014
Rozdział 28
- Gdzie znowu?
- Do Francji. Wracam za parę godzin! Chce zobaczyć ile jeszcze zostało drogi! - po chwili jeszcze dodałam ciszej - Może sama znajdę tą Nimfę
- Co? - zawołał za mną Gabriel, ale już biegłam w stronę lasu
- Nimfa powinna być w jakimś stawie, albo jeziorze - wymamrotałam
Skoczyłam na drzewo najbliżej stawu i z góry spojrzałam w wodę. Z westchnieniem oplotłam nogi wokół gałęzi i opuściłam się głową w dół.
- Jest tam kto?
Na dnie błysnęło jakieś światełko.
- Lena?
Na drugim końcu stawu rozbrzmiał śpiew, którejś z najad. Usiadłam prosto i odbiłam się od kory przeskakując wdzięcznie na inne drzewo. Dźwięk przemieścił się w inną stronę.
- Lena nie chce mi się z tobą ganiać - jęknęłam wracając na poprzednie miejsce
Najada zaśmiała się i jej twarz pojawiła się parę milimetrów pod powieszchnią wody.
- Chodź bliżej, ale nie za blisko.
Opuściłam się głową w dół.
- Pamiętasz co ci kiedyś mówiłam o przepowiedni? - spytałam
- Tak, jestem już potrzebna?
- Tak
- A jest ktoś poza nami?
- Tak, mag, elfka, nimfa leśna - najada się skrzywiła - i smok.
- Jest nas już szóstka - wyszeptała
- Jeszce tylko wróżka i wilkołak - tu ja się skrzywiłam
- No proszę! Wisisz głową w dół jak nietoperz! - zawołał znienacka Max wchodząc na małą polankę z grupą.
Krzyknęłam i tak niechcący, lekko zmniejszyłam siłę splotu nóg. Wszystkie najady natychmiast skorzystały. Z wody wystrzeliło kilka par rąk. Złapały mnie za ramiona i wciągnęły ze śmiechem do wody. Znów krzyknęłam. W wodzie się zakotłowało.
- Jeszcze nigdy nie złapałam wampira! - zawołała radośnie jedna
Usłyszałam krzyk, któregoś z chłopców. Spojrzałam w górę. Nie złapały nikogo. Zaraz potem usłyszałam plusk i zobaczyłam jak Lena wyskakuje z wody na skałę. Usiłowała wypatrzeć mnie w kupie rąk, nóg i ogonów. Spojrzałam na Sabine, która wytrzeszczała oczy na syrenę.
- Katherina?! - krzyknęła najada
Udało mi się na chwile wypłynąć na powierzchnię i zaczerpnąć oddechu. Oczywiście, zaraz zostałam wciągnięta pod wodę. Nimfa wskoczyła do wody pomagając mi. Złapała mnie za rękę i wyskoczyła na brzeg.
- Nigdy więcej - wydyszałam - Nigdy więcej nie zbliżę się do tego stawu
Woda spływała mi po włosach i ubraniu. Kątem oka zobaczyłam błysk towarzyszący przemianie najady.
piątek, 16 maja 2014
Rozdział 27
- Rozchodź ją trochę - poleciła Evaelyn. Skinąłem głową, zataczając spokojne kółka. Kiedy wszyscy byli gotowi, ruszyliśmy spokojnym kłusem. Nie chcieliśmy na razie przemęczać koni. Katherine ledwo truchtała koło mnie.
- Powiesz mi coś ? - spytała cicho.
- A o co chodzi?
- Ta dziewczyna w białym płaszczu - zaczęła powoli - ona ciebie jakby znała. I ty ją także.
- Tylko mi się wydawało... To było dość daleko - zacząłem się plątać - Ale wydawało mi się, że to była Wynter...
- Ta wasza kuzynka? - upewniła się wampirzyca.
- Tak - odpowiedziałem - Ale mogło mi się wydawać. To było dość daleko.
- Miejmy nadzieję, że już nigdy nie będę musiała oglądać twarzy tego paskudnego czarownika.
- Ja także - wzdrygałem się na to wspomnienie - Najwyraźniej im na nas zależy.
- Jeśli zabraknie choć jednej osoby, plan nie wypali.
- Kiepsko - mruknąłem tylko, przyśpieszając do galopu a następnie do cwału. Znowu stanowiłem harmonię z koniem. Uniosłem się lekko w strzemionach, kuląc ramiona. Serce bije mocniej, oddech przyśpiesza... Jechaliśmy jeszcze przez jakieś trzy - cztery godziny.
- Zatrzymamy się? - podjechałem do Evaelyn, wskazując na domek na polanie. Wyglądał na całkiem zadbany, ale jednocześnie opustoszały. Ktoś, kto tam mieszkał, musiał odejść całkiem niedawno.
- Dobry pomysł. Konie się już zmęczyły - zwolniliśmy i powoli ruszyliśmy w stronę chatki - Dasz radę sprawdzić czy...
- Jest czysto - odpowiedziałem, zanim dokończyła - żadnych uroków ani nic. Właściciel ruszył stąd na wschód jakieś dwa lata temu i jak dotąd nie wrócił - elfka spojrzała na mnie zdziwiona - No co? Mam dobre zaklęcia.
- Nic, nic - powiedziała z lekkim uśmiechem. Zostawiliśmy konie na polanie.
- Rozsiodłam je - zaproponowałem. Max wylądował kawałek dalej i Sabine zaproponowała, że go przyprowadzi. Zostałem więc sam, pogrążony w ciszy. Popatrzyłem na spocone konie. Znalazłem studnie niedaleko w lesie i nabrałem wody do starego wiadra a następnie napoiłem zwierzęta. Potem zacząłem wycierać je suchą trawą.
- Zawsze kochałeś zwierzęta - powiedział ktoś za mną. Odwróciłem się. Wynter stała oparta o drzewo, przyglądając mi się uważnie. Włosy rozplotła i teraz spokojnie powiewały na wietrze. Nadal była ubrana w ten biały płaszcz. Na nogach miała porządne, skórzane buty a przy pasku nóż myśliwski.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie zabić - powiedziałem, uśmiechając się lekko.
- Nie teraz - odpowiedziała uśmiechem - Jeszcze nie teraz...
- No dzięki - wróciłem do wycierania Primrose. Usłyszałem kroki zbliżającej się Wynter.
- Uważaj, jak dobierasz sobie przyjaciół - powiedziała tylko, stojąc praktycznie za mną. Odwróciłem głowę na tyle, by spojrzeć na nią kątem oka.
- Mógłbym powiedzieć to samo - chciała coś odpowiedzieć, jednak z lasu wyłonił się ten czarodziej. Wynter mocniej zacisnęła szczęki i stanęła pewniej. Z drwiącym uśmieszkiem mężczyzna podszedł do nas.
- To niby ten mag? - spytał, taksując mnie wzrokiem - Jakoś nie wygląda...
- Gabriel! - rozpoznałem głos Sabi, dobiegający z mojej prawej. Odwróciłem się do siostry.
- Do zobaczenia - wyszeptała Wynter i zniknęła... Tak po prostu.
- Nic ci nie jest? Jezu! Gabriel! - Sabine trajkotała jak najęta.
- Nic mi nie jest. Wynter... Ona...
- Mówiłam ci, że jest zła! - wykrzyknęła triumfalnie.
- Przyszła porozmawiać - warknąłem, wracając do Primrose - I jak widzisz, jestem cały.
- Ale mogłeś nie być - wtrącił się Max.
- To moja kuzynka i znam ją lepiej niż ty - wytknąłem Sabine - Ty zawsze uważałaś ją za gorszą od siebie. Nigdy nie chciałaś jej do siebie dopuścić. Uważałaś ją za dziwaka - odwróciłem się do niej plecami - Zawsze ją wyśmiewałaś, przedrzeźniałaś i obgadywałaś. - Każde słowo było dla niej jak bicz. Niemal widziałem jak się w sobie kuli - Nienawidziłaś jej i...
- Dość - przerwał mi Max, otaczając moją siostrę ramieniem. Jednak ona hardo wpatrywała się we mnie.
- Też nie byłeś lepszy. Zawsze sądziłeś, że...
- Oboje macie przestać - znikąd pojawiła się Evaelyn - Albo osobiście was zaknebluje. Marsz do domu. Max. Ty nie. Muszę coś z tobą obgadać. - oboje z Sabi ruszyliśmy obrażeni do domu.
- Co jest? - Katherine spojrzała na nas zdziwiona. Siostra bez słowa weszła po schodach na piętro. Opowiedziałem wampirzycy o spotkaniu z Wynter, cały czas powtarzając, że nic mi nie zrobiła i że nie jestem głupi.
- Jeśli coś by się stało, to bym ich zabiła - warknęła dziewczyna - Opowiesz mi wszystko dokładnie potem. Muszę zapolować.
- Dobrze - skinąłem głową i usiadłem przy kominku, kombinując jak go rozpalić.
czwartek, 15 maja 2014
Rozdział 26
- To nic, zaraz przestanie - wyszeptałam, po czym dodałam głośniej - Musimy się zbierać
- Teraz? - spytała Sabine
- Teraz. Mam powiedzieć co się stało, czy zachować to dla siebie?
- Mów - powiedzieli jednocześnie
- Czarownicy znają różne zaklęcia - przerwałam na chwilę - Wampiry szybko się regenerują, czyli złamania oraz rany na ciele goją się bardzo szybko. Czarownice i czarownicy znają czary, które powodują eksplodowanie naczyń krwionośnych u wampira, a że szybko zdrowiejemy można tak beż końca - powiedziałam bezbarwnym głosem
Patrzyli na mnie zszokowani.
- Wampiry mają i słabości i różne zdolności - ciągnęłam - Słabości: oderwanie lub odcięcie głowy, ogień lub światło słoneczne, wyrwanie serca, ugryzienie wilkołaka, kolek jeśli trafi w serce prowadzą do śmierci. Werbena, drewno, urządzenie jakiegoś szarlatana - tu prychnięcie Evaelyn - czary są uciążliwe i powodują ból, ale nie zabijają. Złamanie karku nie jest śmiertelne, czyni nieprzytomnym na kilka godzin. Trzeba nas zaprosić, żebyśmy mogli wejść do czyjegoś domu. Albo jeśli brak nam krwi w organizmie powoduje to jego wysuszenie, zmumifikowanie i skostnienie. Wampir jest w stanie bezruchu, ale żyje. Za to mamy różne zdolności: nieśmiertelność, szybką regenerację, szybkość, siłę, mamy dobrze rozwinięte zmysły, kontrolujemy emocje i sny, niektórzy potrafią też kontrolować zwierzęta, oraz zdolność perswazji. No to wszystko.
Dalej na mnie patrzyli.
- Mogę się o coś spytać? - zapytał Max
- Jasne
- Dlaczego mówił do ciebie "panienko"?
Roześmiałam się.
- Opowiadam ci o wampirach, a ty chcesz wiedzieć dlaczego mówił do mnie "panienko"?
- Tak...
- Byłam arystokratką w XV wieku. Jeszcze jakieś pytania?
Rozdział 25
- Kat... - zacząłem łagodnie, kładąc jej rękę na ramieniu - Już poszli - przykucnąłem koło niej. Po jej policzkach płynęły łzy. Ostrożnie pomogłem jej usiąść. Nadal krzywiła się z bólu - Już po wszystkim - wyszeptałem, przytulając ją.
Rozdział 24
- Jest nas więcej niż myślicie - syknął Lou i krzyknął gdy Max przyłożył mu do ciała roślinę
- Kolejny czarownik? Kto was wysyła?
- Znajomy panienki
- On? - wskazałam na kuzyna
- Nie - odpowiedział zniesmaczony - Znajomy panienki, z rodzinnych stron
- Aron? - szepnęłam
- Och oczywiście panienko
- Przestań już, nie ten wiek - warknęłam łapiąc mężczyznę za szyję
Nagle poczułam straszny ból głowy. Wrzasnęłam przeraźliwie chwytając się za głowę i upadając na kolana.
- Przestań! DOŚĆ! - zaszlochałam wijąc się po ziemi
środa, 14 maja 2014
Rozdział 23
Skrzywiłem się, kiedy krzyk wampira przeciął powietrze. Sabine ukryła twarz w koszulce Max'a.
- Druga szansa - powiedziała cicho Katherine - Powiedz, albo...
- Wal się - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Sam chciałeś - ponownie przyłożyła roślinę do jego ciała. Lou zaczął wydzierać się na pół lasu i szarpać mocniej niż ostatnio. W miejscu, gdzie kwiat dotknął jego skóry , pozostawiał paskudne rany.
- Max. Przytrzymaj go - poleciła chłopakowi wampirzyca. Spojrzał niepewnie na Sabine.
- Siostra - zacząłem cicho, rozkładając ramiona - chodź - od razu podbiegła do mnie, mało co nie przewracając. Objąłem ją mocno, głaszcząc powoli po plecach.
- Niech to się skończy - szepnęła.
- Spokojnie...
- Lou. I tak wyciągnę z ciebie to, co chcę. - zaczęła powoli Katherine, machając rośliną nad jego twarzą - A ty niepotrzebnie cierpisz. Po prostu powiedz... - Pochyliła się nad nim.
- Zapomnij - splunął jej w twarz. Z wyrazem irytacji wytarła ślinę i bez skrupułów przyłożyła roślinę do twarzy wampira. Nagle, wokół nich zapłonął pierścień ognia. Katherine z krzykiem zerwała się z ziemi. Na szczęście Evaelyn zdołała go szybko ugasić.
- Co jest?- wyszeptałem, rozglądając się dookoła. Na linii drzew stała ubrana na czarno postać w płaszczu.
- Zostaw go, albo spłonoesz - zacznęła mówić cicho.
- Katherine - powiedziałem, nie odrywając wzroku od postaci.
- Czego? - warknęła.
- Przestań. Chyba, że chcesz się sfajczyć - Lou zaśmiał się triumfalnie.
- Jest nas więcej, niż myślisz. - wycharczał - Dużo więcej.
- Zamknij się - warknął Max.
Rozdział 22
- Myśli - elfka wzruszyła ramionami
- O czym?
- Skąd mam wiedzieć?
Westchnęłam i zamknęłam oczy. Wsłuchałam się w naturę. W odgłosy przyrody, śpiew ptaków, szelest liści... Usłyszałam kroki biegnącego wampira. Wbiegającego niepostrzeżenie na polane. Szum, gdy Max go zauważył i się podniósł. Cały ten czas siedziałam spokojnie, nie poruszając się, mając zamknięte oczy. W chwili, gdy skoczył w moją stronę wyskoczyłam w górę otwierając oczy i złapałam go za gardło przyszpilając do ziemi.
- Za długo się żyje? Co Lou? - spytałam
- Jakim cudem mnie usłyszałaś? - syknął
- Słchałam. Czego jeszcze od nas chcesz?
- Myślisz, że ci powiem? - uśmiechnął się zarozumiale
- Evaelyn? - zwróciłam się do elfki - Masz może werbenę?
- Nie zrobisz tego - syknął
- Założymy się?
Usiadłam mu okrakiem na piersi.
- Daj mi to tak, by roślina nie dotknęła skóry
- Po co ci to? - spytał Gabriel wchodząc na polane
- Przylazł. Dzięki - powiedziałam odbierając ostrożnie zioło - Jeszcze raz. Czego od nasz chcesz?
- Wal się
Z lekkim uśmiechem przyłożyłam werbenę do jego skóry. Wrzasnął rozdzierająco, miotając się.
Rozdział 21
- Nie rozkładaj się. - powiedziała elfka, wstając - Musisz ćwiczyć.
- Ćwiczyć? - spytałem z niedowierzaniem w głosie. Sabine zaśmiała się cicho.
- Pokarzę ci parę ćwiczeń na koncentracje - odetchnąłem z ulgą - Ale parę ćwiczeń by ci nie zaszkodziło leniu jeden.
- No dzięki - mruknąłem, kierując się za elfką w odległy kąt polany. Usiedliśmy na ziemi po turecku.
- Ważne jest to, byś osiągnął wewnętrzny spokój. - pouczyła mnie. Kiwnąłem lekko głową - Stać się harmonią z otoczeniem. Częścią natury. Nie licz, że wyjdzie ci to za pierwszym razem.
- Okej - skinąłem głową i zamknąłem oczy. Zacząłem oddychać głęboko, wsłuchując się w odgłosy lasu. Nic. Zero. Spod przymrużonej powieki zerknąłem na Evaelyn. Wydawała się odprężona i wypoczęta. Westchnąłem, ponownie pogrążając się w własnych ciemnościach. Próbowałem cokolwiek zrobić. Naprawdę. Ale się nie dało.
- Starczy na dzisiaj - westchnęła elfka - I jak poszło?
- Beznadziejnie. Jak mam się wsłuchać w otaczająca mnie naturę?
- Nie wyjdzie ci to za pierwszym razem. - pouczyła mnie ponownie - Spróbuj wysłyszeć ćwierkające cicho ptaki, trzask gałązki... Wszystko, co cię otacza.
- Aha... - odpowiedziałem tylko, wracając do przyjaciół.
- To jest ciężkie tylko na początku. Jak ci się raz uda, każdy kolejny raz będzie szybszy i łatwiejszy - skinąłem tylko głową - I jeszcze jedno. Musisz uważać na miejsce. Nie chciałbyś medytować z duchami. Jakiś cichy jesteś...
- Myślę - odpowiedziałem po prostu.
- To aż niemożliwe - zaśmiała się cicho i przysiadła koło Katherine - Siadasz?
- Przejdę się - mruknąłem, kierując się w stronę lasu.
wtorek, 13 maja 2014
Rozdział 20
- Ale dlaczego on przeszedł na drugą stronę? - spytał Max przytulając Sabine
- Nie wiem, przypuszczam, że chciał mi zrobić nazłość - wzruszyłam ramionami
- I chce cię zabić?! - wykrzyknęła elfka
- Tak
- To chore - stwierdziła
Roześmiałam się szyderczo.
- Wiem. Kto zadziera z Katherine Petrovą prędzej czy później przegra - przeciągnęłam się zadowolona - To tylko kwestia czasu
poniedziałek, 12 maja 2014
Rozdział 19
- Co?! - Zawołała Sabine, mało co nie spadając z konia.
- Nieźle - zagwizdałem cicho.
- Ale nic mnie to nie obchodzi - mruknęła Katherine.
- Też mamy taką czarną owcę - zastanowiła się moja siostra.
- Ile razy mam ci powtarzać, że Wynter nie chciała cię wepchnąć do tej studni? - Wzniosłem oczy do nieba.
- Ale to zrobiła.
- Kiedy ty jej odpuścisz?- warnąłem.
- Raczej nigdy. Wepchnęła mnie do studni!
- A ty mnie chciałaś wysłać paczką - przypomniałem jej.
- Dość! - Zawołała Evaelyn - Gorzej niż z dziećmi...
Przez resztę drogi, aż do postoju, siedzieliśmy cicho.
- Zatrzymamy się tutaj - zarządziła ellfka. Zsunąłem się ostrożnie na ziemię. Poluzowałem Primrose popręg by miała lżej i zdjąłem ogłwie. Max wybiegł po chwili z lasu.
- Katherine. Chyba czas by im wszystko wyjaśnić. Do końca - Evaelyn powiedziała z naciskiem na dwa ostatnie słowa.
- Ech...- westchnęła wampirzyca - Jak widać muszę. Naszym zadaniem będzie chronienie mistrza, jedbak nie wszystkim podobają się jego "rządy" i przeszli na stronę goblinów. W tym Lou.
- I mówisz to dopiero teraz?! - Zawołała Sabi.
- Sabine. Robiła to, by nas chronić - zaczęła spokojnym tonem Evaelyn - Im mniej wiecie tym lepiej dla was.
- Wiadomo, kto dokładnie?- spytałem, patrząc na Katherine.
Rozdział 18
- A czego od ciebie chce?
- Nie chcesz wiedzieć - uśmiechnęłam się szeroko - Ustalmy, że... mieliśmy kłopoty w dzieciństwie. Jak zamierzamy w 5 mieścić się na 3 koniach?
- Nie widzę problemu - powiedziała Evaelyn - Ja, Sabi i Gabriel jedziemy, a ty i Max biegniecie, chyba że chce lecieć
Mag, aż się zakrztusił.
- Mają biec?
- Ja polece! - zawołał smok i poszedł gdzieś w krzaki
- Co ty robisz? - spytało któreś z towarzystwa
- Zmieniam się w smoka - odkrzykną i nagle nad naszymi głowami pojawiła się postać lecącego czarnego smoka
Konie ruszyły cwałem, a ja szybko pobiegłam dorównując im kroku i starając się ich nie przeganiać
- Jak ty to robisz? - spytał chłopak
- Gabrielu, jestem wampirem, więc jestem szybka - rzuciłam mu rozbawione spojrzenie
- Kłopoty w dzieciństwie? - driada uniosła brew
- Mam gdzieś, że jest moim kuzynem! - wybuchnęłam przyśpieszając
Rozdział 17
Zwinąłem się w kłębek na łóżku.
- Dobranoc - mruknąłem tylko i zasnąłem.
***
Rano obudził mnie jakiś hałas. Walenie w drzwi.
- Już, już - mruknęła Katherine, przekręcając klucz w drzwiach - Co?
- Jak się czuje? - rozpoznałem głos Sabine.
- Jeszcze śpi - odpowiedziała wampirzyca.
- Już nie - mruknąłem, podpierając się na łokciach - Która godzina?
- Dochodzi dziewiąta - odpowiedziała moja siostra - Wszyscy już wstali...
- Powiedz, że zaraz przyjdziemy - odparła Katherine i zamknęła drzwi - Jak się czujesz?
- Całkiem dobrze - odpowiedziałem, wstając na nogi - Ale i tak marzę już o powrocie do domu. I mam parę pytań.
- Zgaduję - westchnęła - Przepraszam, za to wszystko.
- Nic się nie stało. - uśmiechnąłem się lekko i ją pocałowałem - Chodźmy. Wolę nie dawać im czasu do myślenia. Jeszcze nas zostawią.
- Najwyżej - wymruczała.
- Obiecuję, że w Francji nie zrobię sobie krzywdy - uśmiechnąłem się ponownie, wychodząc na korytarz. Wszyscy czekali na nas przed hotelem.
- Zanim pojedziemy, chcę wiedzieć kim był ten wampir z wczoraj i czego od ciebie chciał - zaczęła Sabine. Zerknąłem niepewnie na Katherine.
Rozdział 16
- Pij - nakazałam
- Coo ty robisz? - spytała zdziwiona driada
- Leczę go - warknęłam zerkając na jego szyję
Po chwili zabrałam rękę, na której rana już się zasklepiała.
- Lepiej? - spytałam czule
- Boi mnie głowa.
- To normalne - zapewniłam szybko
- Co to zrobiłaś?
- Dałam ci swojej krwi - odwróciłam wzrok - Uleczyłam cie
Spojrzałam na kasę, przy której powinien lezeć Lou.
- Zniknął - szepnął smok
- Max pomóż mu wstać - powiedziałam siląc sie na spokojny ton - I odprowadź do hotelu
- A ty? - spytał Gabriel
- Zaraz do was dojdę - obiecałam
- Połóżcie go tu - rozkazałam, gdy skończyłam uspokajać Evaelyn
Z jękiem chłopak upadł na poduszki w 3 pokoju.
Rozdział 15
- Miło cię widzieć - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Nie mogę powiedzieć tego samego - odpowiedziała, mocno zaciskając pięści. Posłał jej szarmancki uśmiech, wchodząc powoli do środka.
- Zawsze taka byłaś. Miałaś słabość do przegranych - rzucił nam pogardliwe spojrzenie. Musiałem mocno przytrzymać koszulkę Max'a by nie rzucił się na wampira. Ściągnąłem go ponownie na sofkę.
- Zamknij się. - warknęła Katherine - Zdrajca.
- Cichutko - podszedł do niej, zanim zdążyłem mrugnąć i chwycił za szyję. W jej oczach pojawił się czerwony blask. Razem z Max'em zerwaliśmy się z miejsc - Zostańcie tam, gdzie jesteście, albo skręcę jej kark.
- Kłamie - zawołała wampirzyca, chwytając rękę Lou, zaciskającą się na jej gardle - Ale za to znalazłaś sobie pupilka. - odgarnął jej kosmyk z twarzy - Ciekawe który to? - Wyszeptał, przyglądając się nam uważnie. Zatrzymał wzrok na Max'ie, jednak po chwili przeniósł go na mnie. Uśmiechnął się zwycięsko. Błysnęły kły i po chwili stał przede mną. Odepchnął smoka, który wpadł na Sabi. Mocno odgiął moją głowę, odsłaniając szyję.
- Trochę zaboli - powiedział tylko, gryząc mnie błyskawicznie. Krzyknąłem, wyginając plecy w łuk. To jakby ktoś raził mnie prądem. Wykrzyczałem pierwsze zaklęcie, które przyszło mi do głowy. Wampir przeleciał przez cały sklep, z impetem uderzając w kasę. Sklepikarka dobiła go patelnią. Wolałem nie wiedzieć, skąd ją ma.
- Gabriel! - zawołała Katherine, podbiegając do mnie. Przyłożyłem rękę do zranienia i poczułem krew.
- Cholera - mruknąłem tylko, siadając - Dlaczego wszystko co złe, przytrafia się mi? - wymamrotałem.
niedziela, 11 maja 2014
Rozdział 14
- Podoba się? - spytałam
Okręciłam się.
Zatkało go, to pewne. Max szturchnął go w bok z psotnym uśmiechem.
- Katherine?! - usłyszałam z drzwi sklepu, więc obróciłam się do źródła dźwięku
- Lou - warknęłam na widok chłopaka
sobota, 10 maja 2014
Rozdział 13
- Bal maskowy powiadasz... - zamyśliłem się.
- Yhy...- skinęła głową dziewczyna.
- Evaelyn?- spojrzałem pytająco na elfkę.
- A idźcie sobie gdzie się wam podoba - machnęła tylko ręką i wróciła do pokoju.
- To co?- spytała wyczekująco Sabi - Idziemy?
- Tak - odpowiedziała Katherine, chwytając mnie za rękę - Znam fajny sklep niedaleko stąd. A maski można kupić po drodze.
- To chodźcie! - zawołała szczęśliwa Sabi. Razem z wampirzycą szły z przodu i chyba w końcu zbalazły wspólny temat. Ja razem z Max'em wlokłem się na tyłach.
- Tobie też się nie chce? - Spytałem w końcu.
- Nie umiem tańczyć - mruknął w odpowiedzi.
- Kiepsko...- odpowiedziałem tylko. Wolałbym zostać razem z Evaelyn i trochę odpocząć. Szczególnie, że jutro znowu jedziemy konno. W końcu doszliśmy do sklepu, o którym mówiła Katherine. Wydawał się dość skromny. Przez wielkie szyby można było jednak zobaczyć niezwykle bogate wnętrze. Różnego rodzaju suknie oraz garnitury w wszystkich krojach i kolorach. Od progu przywitał nas cichy dzwonek. Zza lady wychyliła się uśmiechnięta sprzedawczyni. Zaczęła coś mówić po włosku. Popatrzyłem na Katherine, która uważnie się jej przysłuchiwała. Po chwili odpowiedziała coś szybko na co kobieta tylko skinęła głową.
- Mamy jakieś półgodziny. - powiedziała wampirzyca - Jakby co to ja płacę. Potem najwyżej mi oddacie - machnęła ręką, zagłębiając się w sklep. Ruszyłem za nią, przeglądając garnitury, marynarki... W końcu znalazłem czarne spodnie, zwykłą, białą koszulę oraz ciemnoszarą marynarkę. Poszedłem by wszystko przymierzyć. Na szczęście pasowało. Przebrałem się z powrotem i czekałem. Max też był już gotowy. Dziewczyny jak zwykle przymierzały pełno sukienek. Sabine przymierzała już 4, kiedy z przebieralni wyszła Katherine i dosłownie mnie zatkało...
Rozdział 12
Prychnął
- I jak? - spytał
- Mamy 3 pokój, ale Evaelyn postarała się, by były 2 osobne łóżka zdała od siebie - zachichotałam cicho - Powiem im gdzie teraz jedziemy, okej?
Kiwnął głową. Zastukałam w drzwi po naszej lewej i prawej stronie.Po chwili z pokoju chłopaków wyszli Max i Sabine, a z naszego elfka.
Zgadnijcie gdzie teraz jedziemy
- No? - spytał smok
- Do Francji - rzuciłam im wyzywające spojrzenie, na co Sabine się zarumieniła
- Słyszałam - zaczęła - Że dziś wieczorem będzie bal maskowy
czwartek, 8 maja 2014
Rozdział 11
Rozdział 10
- Jestem!
- Mogę zadać ci pytanie? - spytał
- Jasne
- Ile...
- Ile mam lat? - spytałam, kiwnął głową - Dużo więcej niż ty, a ja mogę zadać ci pytanie?
- Taak...
- Czy to jest Sabine i Max? - wskazałam na całujące się postacie, choć byłam pewna, że tak
Rozdział 9
- Ostatni raz ci mówię, byś sobie poszedł ! - zawoła ze środka Evaelyn. Zerknąłem ponad jego ramieniem. Elfka z jakimś pudełkiem w dłoni, stała przy jednym z dwóch łóżek Sabine siedziała na drugim, przysłuchując się rozmowie a Katherine podpierała jedną ze ścian.
- O co chodzi ? - spytałem, otwierając szerzej drzwi.
- Ten idiota nie chce sobie iść - powiedziała wampirzyca przez zaciśnięte zęby.
- Ej - zawołali oboje z moją siostrą. Max spojrzał na nią, uśmiechając się szeroko.
- Po co ci ten koc ? - spytał chłopak przenosząc na mnie wzrok.
- Zimno jest - odpowiedziałem tylko - Przejdziecie się?
- Ja tu zostanę by w spokoju pomieszać te zioła - burknęła Evaelyn, siadając na łóżko.
- A ja się przejdę - powiedziała Sabi, podchodząc do Maxa i po chwili oboje już szli korytarzem. Popatrzyłem w ślad za nimi.
- Muszę zapolować - Katherine odezwała się zza moich pleców. Odwróciłem się w jej stronę.
- Przejdę się z tobą - zaproponowałem, odkładając koc na łóżko siostry. Wyszliśmy na dwór. Mimo, że słońce chyliło się powoli ku zachodowi, nadal było bardzo ciepło.
- Gdzie teraz ? - spytałem.
- Lepiej zaoszczędzę ci na razie widoków, jak się pożywiam - odpowiedziała.
- I zostawisz mnie samą ? - zdziwiłem się, chwytając ją jednocześnie za rękę
- Możesz iść, jak bardzo chcesz. - spojrzała na mnie wyczekująco. Skinąłem głową. Ruszyliśmy razem ulicami Rzymu.
Rozdział 8
- Ech... - westchnęłam
- Potrzebujesz łóżka? - Max włożył głowę prze drzwi - Nie możesz zmienić się w nietoperza czy coś?
- Max - warknęłam zaczynał działać mi na nerwy - Zrób sobie przysługę i wyjdź stąd!
- Sobie? - uśmiechnął się głupawo - Wole zostać tutaj - mrugnął do Sabine
- Spadaj! - krzyknęła Evaelyn wyciągając ze swojej torby jakieś pudełko z ziołami
- Co robisz? - spytałam zaciekawiona
- Będę mieszać zioła - wzruszyła ramionami
środa, 7 maja 2014
Rozdział 7
Uśmiechnąłem się pod nosem. Objąłem ramieniem Katherine, jednocześnie ją przytulając.
- To jak? - Zwróciłem się do smoka - Idziesz z nami?
- Nawet nie wiem o co chodzi - odpowiedział na chwilę przerywając rozmowę z Sabi - Ale z nią mogę pójść na koniec świata - moja siostra wyraźnie się zarumieniła.
- Nie zgadzam się na niańczenie tej dwójki!- zawołałem od razu.
- Ja też - dodała wampirzyca. Skierowałem wzrok na Evaelyn.
- Nie ma mowy - odpowiedziała kategorycznie - za żadne skarby tego świata.
- Jak w ogóle zamierzamy pojechać do Francji? - Spytałem - Mamy trójkę koni a jak zamienisz się w smoka to na pewno nas wypatrzą - zwróciłem się do chłopaka. Czy cokolwiek obchodziło go oprócz Sabine? - Halo! Możesz na chwilę oderwać się od mojej siostry?
- Jesteście rodzeństwem? - Spytał zaskoczony.
- Nie. Robimy z ciebie durnia - powiedziałem sarkastycznie - Jak w ogółe masz na imię?
- Max - przedstawił się chłopak.
- Sabine, Katherine, Gabriel i Evaelyn - przedstawiła nas pokolei elfka. Szybko opowiedziała o wybranych i tak dalej.
- I że niby on jest magikiem? - Wskazał na mnie. Zaczynał mnie denerwować. Już chciałem coś odpowiedzieć, jednak ubiegła mnie Katherine.
- Tak. A teraz możemy już iść? Zrobiłam się głodna i muszę w końcu porządnie zapolować.
- Znam jeden hotel, w którym możemy się zatrzymać - powiedziała Evaelyn - To tylko kawałem stąd - ruszyliśmy wąskimi włoskimi uliczkami na przedmieścia miasta. Weszliśmy do jakiegoś starego budynki z czerwonej cegły.
- Dwa pokoje - powiedziała elfka, pokazując recepcjoniście jakąś kartę. Popatrzył na nią a potem na nas. Bez słowa podał dwa klucze.
- Jutro zbiórka o dziewiątej przed hotelem - poinformowała Evaelyn - Wy macie ten pokój a ja z dziewczynami naprzeciwko was - podała mi jeden z złotych kluczy. Ruszyłem korytarzem, szukając pokoju 308. Znajdował się na końcu korytarza. Kiedy otworzyłem drzwi zobaczyłem mały pokoik z małżeńskim łóżkiem. Stanąłem jak wryty.
- Co jest? - Max spojrzał mi ponad ramię - Zajmuję łóżko.
- Znowu czeka mnie nocka na ziemi. Serio? - Westchnąłem wchodząc do pokoju. Jedyne co tutaj było to łóżko zajmujące większość pokoju, jakieś biurko, skrawek podłogi i łazienka.
- Idę się umyć, jakby ktoś pytał - powiedziałem tylko, od razu kierując się do klitki z prysznicem.
Rozdział 6
- Chyba moja kolej - powiedziałam niechętnie - Czekajcie
Pobiegłam szybko między kolumnami i do podziemi. Wchodząc usłyszałam szmer i poczułam czyjaś ramie przyciskające mi szyję do ściany. Roześmiałam się cicho
- Co ty robisz? - spytałam zduszonym głosem
- Kim jesteś?
- Kimś komu pomożesz - warknęłam odtrącając jego rękę
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jakim cudem... A zresztą nieważne i tak mnie nie pokonasz
- Chcesz się założyć? - uśmiechnęłam się drapieżnie - Chyba nie wiesz z kim masz do czynienia
- To może mi to powiesz?
Skoczył ku mnie, a ja z westchnieniem i szybkością wampira odsunęłam się.
- Katherine Pierce, wampir
- Jakoś nie kojarzę
- Urodziłam się wiele lat przed tobą - uśmiechnęłam i przygwoździłam go do ściany - Osaczyłam smoka hm... Jednego z wybranych...
Złapałam go za ucho i pociągnęłam tak, by za mną szedł.
- Nie zrobię ci krzywdy - powiedziałam i wyszliśmy za zakrętu - Jestem!
Oczy smoka przesunęły się po każdej osobie zostając chwilę na Gabrielu, a zaraz potem i na stałe spoczęły na Sabine.
- Jak ty to zrobiłaś? - mag podszedł do mnie
- Cóż... Siła i szybkość wampira - puściłam chłopaka, który natychmiast ruszył ku Sabine - Lepiej pilnuj swojej siostry - pocałowałam go w policzek
Rozdział 5
- Ekspresowa lekcja - powiedziałem, obejmując ponownie Katherine.
- Nie zostało nam dużo drogi. Da sobie radę - odpowiedział tylko, dając koniu łydkę. Ruszyliśmy najpierw szybkim kłusem a potem cwałem. Uniosłem się lekko w strzemionach. Jechaliśmy jeszcze jakieś dwie godziny, kiedy w końcu znaleźliśmy się w Włoszech.
- Gdzie dokładniej mieszka ten smok ? - spytałem na jednym z postoi. Konie pasły się spokojnie a my jedliśmy jedzenie, które zabrała ze sobą Evaelyn.
- W Rzymie - odpowiedziała elfka - A dokładniej to przy koloseum.
- Będzie co zwiedzać - uśmiechnąłem się.
- Żadnego zwiedzania. Gobliny nadal mogą nam siedzieć na ogonie.
- Nigdy nie byłam w Rzymie - zamyśliła się Sabine.
- Bo nikt nas nie puszczał - odpowiedziałem, bawiąc się źdźbłem trawy.
- Nigdzie nie wyjeżdżaliście ? - zdziwiła się Katherine, siadając koło mnie. Oparła głowę na moim ramieniu- To musiało być straszne.
- Raz wyjechaliśmy pamiętasz ? - uśmiechnęła się siostra.
- Ja wyjechałem. I nawet nie wyjechałem, bo to ty wpakowałaś mnie do paczki - przypomniałem jej - Miałaś pięć lat a ja trzy. Pamiętam, że chciałaś mnie wysłać do babci, bo miałaś mnie dość.
- Darłeś się dzień i noc - przewróciła oczami. Wszystkie trzy wybuchły głośnym śmiechem.
- Mnie to nie bawi - mruknąłem. Katherine na pocieszenie pocałowała mnie w policzek.
- Musimy jechać - powiedziała, wstając - Chcemy zdążyć przed wieczorem - poczekałem aż wampirzyca wsiądzie po czym usiadłem za nią. Jechaliśmy jeszcze jakieś 3 godziny po czym zaczęło się miasto.
- To teraz na piechotę - Evaelyn zeskoczyła gładko z konia - Poczekają tu na nas - poklepała swojego konia po szyi, puszczając wodze. Również zszedłem na ziemię, przeciągając się szeroko.
- Jezu. Protestuję. Nie wytrzymam podróży jeszcze do Francji. Tyłek mi odpadnie.
- Nie bój się. Katherine chyba się tym zajmie - powiedziała złośliwie elfka.
- No dzięki - powiedziała wampirzyca.
- Idziemy czy nie ? - spytałem, urywając co najmniej nieprzyjemny dla mnie temat.
- Tak - odpowiedziała Sabine - No co? Jestem ciekawa.
- Po prostu chodźmy... - westchnąłem, kierując się w stronę ulicy. Byliśmy na obrzeżach Rzymu. Ruszyliśmy w stronę koloseum. W pewnym momencie podeszła do mnie Katherine.
- Denerwujesz się ? - spytała, chwytając mnie za rękę.
- Troszkę - odpowiedziałem, patrząc przed siebie - A jeśli się nie zgodzi czy coś ?
- Będziemy musieli go przekonać - odpowiedziała. Przez resztę drogi rozmawialiśmy po cichu.
- Gołąbeczki. Jesteśmy na miejscu - przerwała nam w pewnym momencie Evaelyn. Faktycznie staliśmy już przed koloseum.
Rozdział 4
- Kiss! - zacmokałam
Ruszyliśmy najpierw szybkim kłusem, a ja poczułam dłonie Gabriela na swojej talii. Zrównałam się z Evaelyn i ruszyłyśmy cwałem. Sabine krzyknęła.
- Powiec mi. Czy kiedykolwiek jeździłaś konno szybciej niż kłusem?
- No nie...
- Nawet z nim?
- Nie...
- O Boże... - westchnęłam - Czas na szybką lekcje!
- Jaką? - odkrzyknęła
- Nie spadaj z konia i pochyl się!
Rozdział 3
- Już ciemno ? - spytałem rozglądając się dookoła.
- Leż - ktoś położył mnie ponownie na ziemi.
- Sabine ? - zdziwiłem się na widok siostry.
- Nie wiesz. Święty mikołaj - prychnęła - A teraz się tłumacz!
- Nigdy więcej nie jadę z tyłu - jęknąłem tylko. Nadal bolały mnie plecy i nie do końca dobrze widziałem - Gdzie Katherine ?
- Poszła zapolować - odpowiedziała elfka - Powinna niedługo wrócić.
- A teraz się tłumacz - wtrąciła się moja siostra.
- Jutro - zasłoniłem ręką oczy - Muszę się przespać.
- Spałeś ładne 5 godzin - Nie byłem pewny, która z dziewczyna to powiedziała. Nie minęła chwila i zasnąłem. Rano obudziło mnie słońce świecące mi prosto w oczy. Uniosłem odrobinę ciężkie powieki. Wszyscy szykowali się do wyjazdu. Evaelyn razem z Katherine przywiązywały coś do siodeł a Sabine uspokajała Primrose. Klaczka zachowywała się niespokojnie. Przestępowała niepewnie z nogi na nogę, potrząsając łbem. Wstałem powoli, przytrzymując się pnia drzewa. Przeczesałem odrobinę, sterczące kłaki i ruszyłem w jej stronę. Nadal kręciło mi się w głowie i chciało mi się cholernie spać, ale oprócz tego dało się przeżyć.
- Spokojnie malutka - delikatnie dotknąłem pyska klaczy.
- Jezu! Gabriel ! - krzyknęła Sabi. Primrose odskoczyła trochę, jednak szybko złapałem wodze i uspokoiłem klacz.
- Nie strasz mnie więcej - Katherine z szybkością wampira znalazła się przy mnie, przytulając mocno.
- Nie zamierzam - objąłem ją - Daj mi oddychać - uśmiechnąłem się, głaszcząc ją po włosach. Odsunęła się po chwili.
- Dasz radę jechać ?
- Nie mam wyjścia - odpowiedziałem, wskakując na Primrose.
- Jeszcze mi zasłabniesz - prychnęła Sabine - Nie możesz jechać konno. Przynajmniej nie sam.
- To pojedzie ze mną a ty na Primrose - Katherine wzniosła oczy do nieba.
- Nie umiem jeździć - odpowiedziała po prostu.
- Coś jest nie tak ? - spytała Evaelyn, pojawiając się znikąd.
- Podobno nie mogę jechać sam a Sabi nie umie jeździć - opowiedziałem w skrócie. Elfka zamyśliła się na chwilę.
- Kiss idzie na luzaka. Katherine z Gabrielem a ja z Sabine - oznajmiła w końcu - Dalej. Nie mamy całego dnia - Zawołała, odchodząc. Przesunąłem się za siodło, by zrobić miejsce Katherine.
Rozdział 2
Pociągnął mnie ze sobą na ziemi
- Evealyn możesz mu pomóc?
Pokręciła głową.
- Elfy mają dużą moc, ale tu potrzebna jest Driada
- Sabine? - jęknęłam
- Tak. Otworzę portal, a ty się pośpieszysz i ją ty przyprowadzisz
- Ale Gabriel...
- Zajmę się nim
Skinęłam głową, a ona zaczęła nucić swoje zaklęcie. Pochyliłam się nad chłopakiem i pocałowałam go lekko w usta.
- Już
Weszłam w portal. Wylądowałam w salonie.
- Sabine?! Gdzie jesteś?! - krzyknęłam ruszając po schodach
- Tak? - pojawiła się w drzwiach sypialni
- Idziesz ze mną - rozkazałam
- Nie, nie ufam ci
- To raz zaufaj. - warknęłam ciągnąc ja w odpowiednią stronę - Jestem silniejsza - rzuciłam po chwili jej żałosnego wyrywania się i wskoczyłam w portal
- Evealyn! Mam ją!
- O co cho... - przerwała gdy dostrzegła swojego brata - Co mu jest?!
- Trująca strzała - westchnęłam - Musisz mu pomóc
- Ja?!
- Tak. Potrzebna jest magia Nimfy Leśnej, którą jesteś!
wtorek, 6 maja 2014
Rozdział 1
- Powinno ich to na chwilę zatrzymać - chwyciłem Katherine za rękę i pociągnąłem w stronę domku.
- Evaelyn! - zawołała wampirzyca - Zbieramy się!
- Co jest? - Elfka zbiegła z góry.
- Znaleźli nas - odpowiedziała dziewczyna - Musimy jechać.
- Cholera...- mruknęła Evaelyn, zbiegając po schodach - Dasz radę utrzymać zaklęcie? - Zwróciła się do mnie. Skinąłem tylko głową. Wolałem nie wiedzieć, skąd o tym wiedziała. Wybiegliśmy czym prędzej z domu i pobiegliśmy na łąkę. Konie czekały już osiodłane. Szybko wskoczyłem na Primrose. Wydała zadowolone rżenie i zaczęła kręcić spokojne kółka.
- Jedziemy! - Zakomendowa elfka, ruszając z miejsca szybkim kłusem. Potem jechała Katherine a na końcu ja. Przyśpieszyliśmy do wolnego cwału. Równo kiedy wjechaliśmy w las, zaklęcie przestało działać. Grupa goblinów rzuciła się za nami w pogoń. O dziwo byli bardzo szybcy. Albo to my musieliśmy zwolnić przez drzewa? Po paru minutach usłyszałem zwalnianie cięciwy. Strzały upadły parę metrów za nami.
- Musimy przyśpieszyć! -Zawołała Katherine.
- Nie, póki jesteśmy w lesie! - Odkrzyknęła Elfka.
- Siedzą nam na ogonie! - Dodałem jeszcze. Obie dziewczyny odwróciły się jednocześnie.
- Zaraz kończy się las! Jeśli ich zgubimy...- resztę słów Evaelyn porwał wiatr. Po chwili ponownie rozbrzmiały zwalniane cięciwy. Jedna ze strzał musnęła moje ramię. Syknąłem, sprawdzając ranę. Zwykła powierzchowna. Nic mi nie będzie. O dziwo, gobliny zwolniły.
- Chyba odpuszczają! -Uradowała się Katherine.
- To pewnie przez światło - wskazałem na powoli przebijające się promienie. Jechaliśmy jeszcze dobre dwie godziny. Strasznie się spociłem i zaczynało mi brakować tchu. Podjechałem do Evaelyn
- Zatrzymamy się? - Spytałem.
- Jeszcze trochę. Wszystko dobrze?
- Tak - skłamałem, cofając się ponownie na tyły. Po pół godzinie zaczął mi się rozmazywać wzrok. Katherine spojrzała na mnie z rroską i szepnęła coś do elfki. Po chwili dziewczyny zatrzymały konie.
- Zatrzymujemy się - oznajmiła Evaelyn. Wstrzymałem Primrose. Wydawała się ani trochę nie zmęczona. Wręcz przeciwnie. Wyglądała, jakby mogła jeszcze przebiec drugie tyle co teraz. Poklepałem ją po szyji i zszedłem na ziemię. Nogi miałem jak z waty.
- Kiepsko wyglądasz - podeszła do mnie wampirzyca - Na pewno wszystko okej?
- Wyglądasz nieciekawie - potwierdziła Evaelyn - Jesteś ranny czy coś? - Zatrzymała wzrok na rance.
- Nic poważnego - mruknąłem. Oparłem się plecami o drzewo, nie wiedząc ile sił mi starczy na stanie. Dziwne, czarne kropki zaczęły mi latać przed oczami.
- Czy gobliny czasem nie zatruwają strzał? - Spytała się Katherine. Nie usłyszałem odpowiedzi. Kropek robiło się coraz więcej i po chwili zemdlałem.
Rozdział 40
- Przepraszam - wyszeptałam i poszłam do lasu
Prawie natychmiast złapałam jakąś sarnę i się pożywiłam. Wychodząc z pomiędzy drzew zauważyłam chłopaka, gdy wychodził z domu.
- Dzień dobry! - zawołałam wesoło
- Cześć!
Poszłam w jego stronę, gdy uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Za tobą! - krzyknął
Obróciłam się z, bądźmy szczerzy, szybkością wampira po to, by zobaczyć z 30 goblinów.
Rozdział 39
- Szybko wróciłaś - zauważyła tylko wampirzyca, spuszczając nogi na ziemię.
- Bo nie można was na chwilę zostawić samych! - zawołała elfka.
- Przesadzasz - mruknąłem cicho, szukając koszuli. W końcu znalazłem ją niedaleko fotela.
- Bo będziesz spać razem z Primrose - zagroziła mi Evaelyn.
- Poddaję się - uniosłem ręce w geście obronnym - Aby nie było, będziecie spać razem a ja na dole. Przypilnuję kominka i tak dalej...
- Chyba się już prześpię - ziewnęła Katherine - Dobranoc - powiedziała, całując mnie w policzek i po chwili zniknęła na górze.
- Pamiętaj, że jutro wstajemy wcześniej. I tym razem na ciebie nie zaczekamy - powiedziała chłodno elfka, wchodząc powoli po schodach. Poczekałem aż zniknie piętrze, po czym położyłem się na dywanie i zapadłem w sen. Co jakiś czas tylko się budziłem by podtrzymać ogień. Zanim się spostrzegłem, był już ranek.
Rozdział 38
Wyostrzyły mi się wszystkie zmysły. Jęknęłam z rozkoszy. Pocałowałam ponownie Gabriela. Długo, namiętnie... Rękami nadal gładziłam jego tors. Czułam jego dłonie a swoich biodrach. Oparłam palce na brzegu jego koszulki i spojrzałam na niego pytająco. Ledwo zauważalnie kiwnął głową. Zsunęłam z jego ramion koszulę i przejechałam lekko palcem po cienkiej bliźnie na ramieniu. Podniósł mnie lekko i przygwoździł do ściany. Owinęłam nogi wokół jego pasa.
- Co złego jest w sypialniach? - krzyknęła Evealyn wchodząc
poniedziałek, 5 maja 2014
Rozdział 37
- A co jak Evaelyn wróci ? - spytałem, przerywając na chwile pocałunek.
- Trudno - odpowiedziała Katherine, przygryzając lekko moją wargę. Pocałowałem ją namiętnie, zniżając dłonie do jej talii. Ponownie zaczęła jeździć dłońmi po moich plecach, po jakiś czasie przesuwając ręce na klatkę piersiową. Zaczęła penetrować chłodnymi palcami po wszystkich mięśniach, wyćwiczonych przez wiele miesięcy ciężkiej pracy.
- Kocham cię - wyszeptałem, całując ją ponownie w szyję.
Rozdzial 36
- Nie niedaleko, ale...
- To dobrze - wtrącił
- Ale jak chcesz - wymruczałam uwodzicielskim głosem - Mogę się nimi zająć
Pocałowałam go lekko w usta, a on z jękiem przyciągnął mnie ku sobie. Pocałunki z początku lekkie i delikatne, stawały się coraz głębsze i namiętniejsze. Penetrowałam rekami jego plecy. Było to dla mnie całkiem nieznane terytorium. Jego najwyraźniej doprowadzałam tym do szału. Jęczał z ustami przy moich ustach.
Rozdział 35
- Coś z nią nie tak ? - spytałem łagodnie, głaszcząc włosy dziewczyny.
- Nie chcę, byś się martwił - powtórzyła cichutko, wpatrując się w ogień.
- Jeśli mi nie powiesz, będę się martwił jeszcze bardziej - ostrzegłem.
- Skłamałam, mówiąc, że jest potrzebne 7 osób. Jest ich 8. Nimfa Leśna... - wampirzyca odwróciła wzrok.
- I jest nią Sabine ? - zdziwiłem się - Jesteś pewna, że się nie pomyliłaś ? Raz jak poszliśmy do lasu pod namiot to mało co mnie nie ogłuszyła, kiedy zobaczyła pająka. Nadal gorzej słyszę na lewe ucho - uśmiechnąłem się lekko.
- Niestety się nie mylę - odpowiedziała stanowczo, patrząc mi w oczy - Teraz pewnie będziesz się o nią strasznie martwić i...
- Nie mniej niż o ciebie - wtrąciłem się, przesuwając dłoń na jej policzek - Pamiętaj o tym - wyszeptałem i podniosłem się na nogi - Jak sądzisz ? Dużo nam jeszcze zostało do tych Włoch? Bo mój tyłek nie wytrzyma już za długo.
Rozdział 34
- A właśnie. Mogę ci zadać pytanie?
- Taak? - spytałam z ociąganiem
- Słyszałem kawałek waszej rozmowy
Znieruchomiałam.
- I...
- I czego nie mogę wiedzieć?
- Po prostu nie chcę, żebyś się martwił - wyszeptałam cichutko
- O co?
- Nie mogę...
- O co? - powtórzył łagodnie
- O... Sabine
niedziela, 4 maja 2014
Rozdział 33
- I jak? - Spytała Evaelyn, próbując rozpalić w kominku.
- Wyskoczyła przez okno i uciekła - mruknąłem - Daj. Zrobię to - kucnąłem koło niej.
- Serio? - Zdziwiła się elfka - uciekła? Chyba nie ma ochoty z tobą gadać.
- Ile jutro będziemy jechać? - Spytałem, zmieniając temat. Ustawiłem sztabki drewna tak, by tworzyły piramidkę. Dookoła ułożyłem jakieś papiery na rozpałkę - Infernus - wyszeptałem. Po chwili cały pokój zatonął w delikatnym blasku.
- Tyle, ile będzie trzeba. Konie są wytrzymałe, nie bój się. A Primrose lubi czasem pofikać - uśmiechnęła się delikatnie elfka.
- Okej - skinąłem głową, obserwując płomienie. Nagle drzwi otworzyły się i stanęła w nich Katherine.
- Wyskoczyłaś z okna - powiedziałem tylko, nie odrywając wzroku od ognia.
- To byłeś ty? - Zdziwiła się, wchodząc do środka. Usiadła koło mnie, chcąc się trochę ogrzać.
- Nie. Skrzaty - spojrzałem na nią - Pobrudziłaś się - starłem jej resztę krwi z policzka.
- Idę zobaczyć okolicę. Nie rozrabiajcie za dużo - Evaelyn rzuciła złośliwy uśmieszek i wyszła. Zostaliśmy we dwójkę.
Rozdział 32
- Hm... - mruknęłam z promiennym uśmiechem - Może by tak...
Skrzypnęły otwierane drzwi, a ja nie odwracając się wyskoczyłam przez okno nakierowując ciężar ciała na przód butów. Wylądowałam w momencie gdy ten ktoś wyjrzał przez okno(zobaczyłam cień) i korzystając z wampirzej szybkości pomknęłam w las.
Rozdział 31
- Hej malutka - pogłaskałem ją po łbie. Spojrzała na mnie dużym, brązowym okiem, po czym wróciła do skubania trawy. Chyba jednak się nie ruszy. I tak ją dzisiaj trochę przemęczyłem. Jeszcze chwilę obserwowałem te piękne stworzenia i zacząłem wracać do domku.
-...wiem o tym, ty o tym wiesz, ale on nie może - z jednego z pokoi na piętrze rozniósł się głos Katherine. Przystanąłem, wpatrując się w otwarte okno. O czym nie mogę wiedzieć? Po cichu wszedłem do domu, rozglądając się dookoła. Dziewczyny nadal siedziały na piętrze.
- Czemu tak cicho chodzisz? - Spytał ktoś za mną. Odwróciłem się szybko.
- A jakoś tak. Nie chciałem wam przeszkadzać - odpowiedziałem na widok elfki.
- Szybko wróciłeś - zauważyła.
- Poszedłem zobaczyć co z końmi - wzruszyłem ramionami - Katherine jest na góże?
- Tak. Odpoczywa po podróży - Evaelyn obdarzyła mnie uśmiechem.
- To ja się do niej przejdę - rzuciłesz szybko i zacząłem wchodzić po schodach.
środa, 30 kwietnia 2014
Rozdzial 30
- Jak?
- Na koniach - odparłam beztrosko
***
- Gdzie my teraz jesteśmy? - spytałam po 3 godzinach ciągłego cwału
- Eee... Gdzieś w Słowenii - usłyszałam w odpowiedzi - Zatrzymajmy się na chwilę... Może tam?
Wskazywała na mały, opuszczony dom.
- Jasne - odparł chłopak
Weszliśmy do domku. Poza kuchnią i łazienką, były jeszcze dwa pokoje i strych.
- Gabrielu - zaczęła elfka - Możesz na chwilę zostawić nas same?
- Jasne - mrukną, a ja spojrzałam na nią zadziwiona - Idę pochodzić po lesie
Wciągnęła mnie po schodkach i do jednego z pokoi.
- Dlaczego mu nie powiedziałaś?! - krzyknęła zła
- O czym? - spytałam niewinnie
- O 8!
- A co mu miałam powiedzieć?! - teraz i ja krzyczałam - Że istnieje 8 osoba?! Nikt do tej pory jej nie widział! Mam ponad sto lat, a słyszałam o niej raz w życiu! Powiedzieć mu kim jest?! Że jest nią jego siostra?! Że jego siostra jest Nimfą Leśną?!
- Tak!
- Żeby się o nią jeszcze bardziej martwił?! Zrozum, Sabine jest Driadą, wiem o tym i ty o tym wiesz, ale on nie może!
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdzaił 29
- Ktoś jeszcze u ciebie w rodzinie jest magiem ? - spytała, chwytając mnie za rękę. Odruchowo zacząłem gładzić jej dłoń.
- Nie. Ale powiedzmy sobie szczerze, jakoś nie żałuję - skrzywiłem się. Zegar w oddali wybił dziesiątą - Muszę już iść - westchnąłem - Do jutra - pocałowałem ją jeszcze w czoło i wyszedłem. Przeszedłem na koniec ciemnego korytarza, potykając się o stary, czerwony dywan. Wszedłem do swojego pokoju, umyłem się i poszedłem spać. Nic mi się nie śniło. Rano obudziło mnie walenie w drzwi.
- Wstawaj Gabriel ! - usłyszałem głos Evaelyn - Musimy już iść !
- Moment - odkrzyknąłem, zrywając się z łóżka. Walenie w drzwi nie ustawało. Podszedłem do nich, otwierając je zgrabnym ruchem.
- Powiedziałem moment - powiedziałem do elfki, która nadal stała z uniesioną ręką. Zamknąłem drzwi, umyłem się, ubrałem i wyszedłem na korytarz. Stała już tam Katherine z Evaelyn.
- Już jestem. Nie trzeba więcej walić mi w drzwi - zgromiłem elfkę wzrokiem.
- No co ? - wzruszyła ramionami - Dobra, chodźmy.
- Co jej jest ? - spytałem się Katherine.
- Nie wiem ? Może się denerwuje, bo zaspałeś półgodziny ? - spojrzała na mnie. Wzruszyłem ramionami.
- Budzik mi nie zadzwonił. Dobra chodźmy - chwyciłem ją za rękę, idąc za elfką.
Rozdział 28
- Ruszamy r... - Evaelyn przerwała, gdy zauważyła Gabriela - A on co tu robi?
- Coś - odparłam potulnie
- Ruszamy rano, mam nadzieję, że jeszcze będziecie mieć siłę - powiedziała złośliwie i wyszła
- Czy ona... - zaczęłam
- Osądziła nas - stwierdził rozbawiony
- Opowiesz mi o sobie? - spytałam siadają na łóżku - Na razie wiem tylko jak się nazywasz, że jesteś magikiem i masz siostrę Sabine
Usiadł koło mnie.
Rozdział 27
- Jesteś na mnie zła ? - spytałem cicho.
- Czemu miałabym być zła ? - zdziwiła się, odrywając wzrok od książki.
- No bo Sabine... Trochę - zaczynałem się plątać - Jest dość specyficzna - podszedłem do łóżka dziewczyny.
- Jak już to jestem zła na nią - odpowiedziała - Siadaj - wskazała podbródkiem miejsce obok siebie.
- Co czytasz ?
- "Wichrowe Wzgórza" - odpowiedziała, zamykając książkę. Zamyśliłem się na chwilę.
- Chyba nie czytałem - odpowiedziałem po chwili.
- Szkoda - westchnęła Katherine - Teraz do Włoch - uśmiechnęła się pod nosem - Moglibyśmy już tam być, gdyby ktoś...
- Oj daj już spokój - zaśmiałem się - Nie chciałem dobra ? To było nie planowane - zacząłem bawić się jej włosami.
- Tak, tak - chwyciła mnie za rękę i położyła ją sobie na policzku. Zacząłem gładzić jej delikatną skórę kciukiem. Zbliżyłem się do niej odrobinę.
- Masz ładne oczy - zacząłem jak głupi. Uśmiechnęła się delikatnie. Pochyliłem się w jej stronę i pocałowałem ją. Miała niezwykle miękkie usta. Położyła mi jedną rękę na plecach, przyciągając do siebie. Wolną dłoń wplotłem w jej cudowne, ciemne włosy. Masze pocałunki stawały się coraz głębsze i coraz bardziej namiętne. Nagle, ktoś zapukał do drzwi. Oderwałem się od dziewczyny, zrywając się na nogi.
Rozdział 26
Elfka podeszła do niego i go uzdrowiła.
- Proponuję iść do jakiegoś hotelu, bo nam zasłabniesz - powiedziała Evealyn
Czytałam w swoim pokoju "Wichrowe wzgórze", gdy usłyszałam pukanie.
- Wejść! - zawołałam
W drzwiach pojawiła się głowa Gabriela. Machnęłam ręką żeby podszedł bliżej.
piątek, 25 kwietnia 2014
Rozdział 25
- Zabierz ją - syknęła wampirzyca. Chwyciłem oszołomioną siostrę za ramię.
- Chodź - mruknąłem tylko. Bez słowa poszła za mną.
- Co to było ? - spytała w końcu, opierając się o ścianę budynku.
- Spokojnie - dotknąłem jej ramienia.
- Co chcesz z nią teraz zrobić ? - spytała Evaelyn.
- Nie możemy zabrać jej ze sobą - pokręciłem głową - Przepraszam, że to tak długo trwało.
- Dałam radę - machnęła ręką - Katherine nie wydaje się zachwycona...
- Wiem - podrapałem się po karku - Ochrzani mnie.
- fajną sobie dziewczynę znalazłeś - mruknęła Sabi.
- To nie jest moja dziewczyna - odpowiedziałem. Czekaliśmy w ciszy na wampirzycę. W końcu wynurzyła się z tego samego zaułka.
- Mogła nas wydać - warknęła podchodząc do mnie - A wtedy nic nie uratuje Mistrza - dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Wiem - odpowiedziałem - Ale co miałem zrobić ? Zostawić ją ?
- Ja tu jestem - wtrąciła się Sabi.
- Cicho - uciszyliśmy ją we dwójkę.
- Czyli co zamierzasz zrobić ? - spytała wampirzyca, opierając rękę na biodrze.
- Odstawić ją do domu. To zajmie chwilę. Obiecuję.
- Jak tam chcesz - mruknęła - Tylko nie rób czegoś głupiego.
- Okej - chwyciłem siostrę za rękę, zaczynając wypowiadać formułę odpowiedniego zaklęcia. Znowu podróż cieniem. Po chwili byłem w swoim domu.
- Ładnie tutaj - rozejrzała się dookoła Sabi.
- Nie wychodź i nie otwieraj nikomu - powiedziałem tylko, opierając się o ścianę. Znowu kręciło mi się w głowie - Mam nadzieję, że wrócę szybko - w myślach już zaczynałem wypowiadać odpowiednią formułę. Byleby starczyło mi sił.
- Znowu mnie zostawiasz ? - usłyszałem tylko i zacząłem znowu przenosić się do Rumunii. Wylądowałem przecznicę od klubu. I tak nieźle. Poczłapałem do dziewczyna, które chyba nie były w najlepszych humorach.
Rozdzial 24
- Coś nie tak ? - spytał chłopak
- Nie - odparłam słodko - Zastanawiałam się jakiej jest rasy
- Jak to: Jakiej rasy? - spytała
- Jestem Katherine, a ty?
- Sabine
- A ja jestem Evealyn - wtrąciła elfka
- O co chodzi z rasami?
- Ty naprawdę nic nie wiesz? - westchnęłam
- Kiedy ty ja zaakceptujesz? - dopytywał się Gabriel
- Kiedyś na pewno - odparłam - A jeśli chodzi o rasy. Twój brat jest magiem - zwróciłam się niechętnie do młodej - Ale ty nie wykazujesz żadnych tego oznak
- A czym ty jesteście?
- Gabrielu idę zapolować - powiedziałam ignorując pytanie
- Jasne. Musisz codziennie?
- Musisz się do tego przyzwyczaić - zaćwierkałam wesoło idąc w stronę baru
Słyszałam idącą za mną Sabine. Podeszłam do barmana.
- Cześć - powiedział taksując mnie wzrokiem
- Hej. Mógłbyś mi pomóc? - spytałam obierając się o ladę
- W czym?
- Przejdziemy się na chwilę na dwór?
Kiwnął głową i po chwili wychodziliśmy. Mrugnęłam do Gabriela.
- Więc? - spojrzałam na barmana i chwyciłam go za szyję przyciągając ją do warg. Zaczęłam się pożywiać, po czym usłyszałam krzyk Sabine, która przyszła tu za mną. Zaraz potem kroki magika i elfki, bo przybiegli zobaczyć co się dzieje.
Rozdział 23
- Tak ? - spytałem, próbując ją usłyszeć.
- Cześć Gabi - przywitała się siostra - Nie przeszkadzam ?
- Nawet nie - pomachałem szukającej mnie Katherine. Podeszła powoli.
- Coś się stało ? - spytała tuż koło mojego ucha.
- Gabi słuchaj - zaczęła moja siostra - Gdzie mieszkasz ? Bo tata... - głos się jej załamał. W tle usłyszałem walenie w drzwi - On zwariował - załkała moja siostra - Mogę się do ciebie przeprowadzić ?
- Nie ma mnie w domu. Nie mam jak wrócić - poczułem, że trzęsą mi się ręce. Jeśli ten idiota zwany moim ojcem ją skrzywdzi... Będzie żałować.
- Proszę. Powiedz chociaż gdzie. Ja sama znajdę - mówiła szeptem. Pewnie się gdzieś schowała.
- Zaraz będę - odszepnąłem. Wampirzyca położyła mi rękę na ramieniu.
- Co jest ?
- Ojciec zwariował i chyba chce zabić Sabi - odpowiedziałem, szukając wzrokiem Evaelyn - Muszę jej pomóc.
- Nie dasz rady - potrząsnęła moim ramieniem.
- Sam nie. Ale jeśli ktoś mi pomoże ? Może się udać - wmieszałem się ponownie w tłum. W końcu zauważyłem elfkę. Chwyciłem ją za ramię.
- Co ? - próbowała przekrzyczeć muzykę.
- Możesz mi pomóc ? - spytałem.
- A o co chodzi ? - opowiedziałem jej całą historię w mocnym skrócie. Skinęła tylko głową. Wskazała na wyjście z klubu. Na dworze zaczynało już robić się ciemno.
- Otworzę portal. Masz wejść, pomyśleć o swoim domu, wziąć siostrę i wejść ponownie w portal - wyjaśniła mi szybko - Ja rzucę zaklęcie, jednak nie wiem ile czasu wytrzymam. Musisz zrobić to szybko.
- Okej - skinąłem głową. Po chwili przede mną otworzyło się coś na kształt dziury. Wszedłem w nią, wyobrażając sobie po kolei mój stary dom w Irlandii. W końcu wylądowałem w salonie. Wszystko było tak, jak zapamiętałem. Nagle w jednym z pokoi rozległ się wysoki krzyk. Pobiegłem w jego stronę. Stanąłem jak wryty przed wyważonymi drzwiami. Ale to nie to mnie zamurowało. Moja siostra kuliła się w kącie, próbując odgonić się od stojącej nad nią postaci. Cały pokój był zdemolowany. Zasłony zerwane, pościel ściągnięta z łóżka, książki i inne przedmioty leżały rozrzucone po całej podłodze.
- Zostaw ją ! - krzyknąłem od progu, rozpalając ogniki na mojej dłoni.
- Kogo my tu mamy ? - spytał ochrypniętym głosem mój ojciec. Nie mogłem zobaczyć do końca jego twarzy - Syn marnotrawny wrócił...
- Zamknij się - warknąłem - Sabi. Chodź.
- A bierz ją sobie - zawołał ojciec. Siostra szybko zerwała się z ziemi i podbiegła do mnie. Chwyciłem ją za rękę, ciągnąc w stronę portalu.
- Trzymaj się mocno - szepnąłem, wchodząc do środka. Po chwili byliśmy z powrotem w Rumunii. Obie dziewczyny wpatrywały się w moją siostrę.
- Coś nie tak ? - spytałem, otrzepując spodnie.