- Dlatego wolę nie wchodzić ci w drogę - uśmiechnąłem się i oparłem plecami o drzewo.
- Nie rozkładaj się. - powiedziała elfka, wstając - Musisz ćwiczyć.
- Ćwiczyć? - spytałem z niedowierzaniem w głosie. Sabine zaśmiała się cicho.
- Pokarzę ci parę ćwiczeń na koncentracje - odetchnąłem z ulgą - Ale parę ćwiczeń by ci nie zaszkodziło leniu jeden.
- No dzięki - mruknąłem, kierując się za elfką w odległy kąt polany. Usiedliśmy na ziemi po turecku.
- Ważne jest to, byś osiągnął wewnętrzny spokój. - pouczyła mnie. Kiwnąłem lekko głową - Stać się harmonią z otoczeniem. Częścią natury. Nie licz, że wyjdzie ci to za pierwszym razem.
- Okej - skinąłem głową i zamknąłem oczy. Zacząłem oddychać głęboko, wsłuchując się w odgłosy lasu. Nic. Zero. Spod przymrużonej powieki zerknąłem na Evaelyn. Wydawała się odprężona i wypoczęta. Westchnąłem, ponownie pogrążając się w własnych ciemnościach. Próbowałem cokolwiek zrobić. Naprawdę. Ale się nie dało.
- Starczy na dzisiaj - westchnęła elfka - I jak poszło?
- Beznadziejnie. Jak mam się wsłuchać w otaczająca mnie naturę?
- Nie wyjdzie ci to za pierwszym razem. - pouczyła mnie ponownie - Spróbuj wysłyszeć ćwierkające cicho ptaki, trzask gałązki... Wszystko, co cię otacza.
- Aha... - odpowiedziałem tylko, wracając do przyjaciół.
- To jest ciężkie tylko na początku. Jak ci się raz uda, każdy kolejny raz będzie szybszy i łatwiejszy - skinąłem tylko głową - I jeszcze jedno. Musisz uważać na miejsce. Nie chciałbyś medytować z duchami. Jakiś cichy jesteś...
- Myślę - odpowiedziałem po prostu.
- To aż niemożliwe - zaśmiała się cicho i przysiadła koło Katherine - Siadasz?
- Przejdę się - mruknąłem, kierując się w stronę lasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz