środa, 7 maja 2014

Rozdział 5

Zaśmiałem się cicho.
- Ekspresowa lekcja - powiedziałem, obejmując ponownie Katherine.
- Nie zostało nam dużo drogi. Da sobie radę - odpowiedział tylko, dając koniu łydkę. Ruszyliśmy najpierw szybkim kłusem a potem cwałem. Uniosłem się lekko w strzemionach. Jechaliśmy jeszcze jakieś dwie godziny, kiedy w końcu znaleźliśmy się w Włoszech.
- Gdzie dokładniej mieszka ten smok ? - spytałem na jednym z postoi. Konie pasły się spokojnie a my jedliśmy jedzenie, które zabrała ze sobą Evaelyn.
- W Rzymie - odpowiedziała elfka - A dokładniej to przy koloseum.
- Będzie co zwiedzać - uśmiechnąłem się.
- Żadnego zwiedzania. Gobliny nadal mogą nam siedzieć na ogonie.
- Nigdy nie byłam w Rzymie - zamyśliła się Sabine.
- Bo nikt nas nie puszczał - odpowiedziałem, bawiąc się źdźbłem trawy.
- Nigdzie nie wyjeżdżaliście ? - zdziwiła się Katherine, siadając koło mnie. Oparła głowę na moim ramieniu- To musiało być straszne.
- Raz wyjechaliśmy pamiętasz ? - uśmiechnęła się siostra.
- Ja wyjechałem. I nawet nie wyjechałem, bo to ty wpakowałaś mnie do paczki - przypomniałem jej - Miałaś pięć lat a ja trzy. Pamiętam, że chciałaś mnie wysłać do babci, bo miałaś mnie dość.
- Darłeś się dzień i noc - przewróciła oczami. Wszystkie trzy wybuchły głośnym śmiechem.
- Mnie to nie bawi - mruknąłem. Katherine na pocieszenie pocałowała mnie w policzek.
- Musimy jechać - powiedziała, wstając - Chcemy zdążyć przed wieczorem - poczekałem aż wampirzyca wsiądzie po czym usiadłem za nią. Jechaliśmy jeszcze jakieś 3 godziny po czym zaczęło się miasto.
- To teraz na piechotę - Evaelyn zeskoczyła gładko z konia - Poczekają tu na nas - poklepała swojego konia po szyi, puszczając wodze. Również zszedłem na ziemię, przeciągając się szeroko.
- Jezu. Protestuję. Nie wytrzymam podróży jeszcze do Francji. Tyłek mi odpadnie.
- Nie bój się. Katherine chyba się tym zajmie - powiedziała złośliwie elfka.
- No dzięki - powiedziała wampirzyca.
- Idziemy czy nie ? - spytałem, urywając co najmniej nieprzyjemny dla mnie temat.
- Tak - odpowiedziała Sabine - No co? Jestem ciekawa.
- Po prostu chodźmy... - westchnąłem, kierując się w stronę ulicy. Byliśmy na obrzeżach Rzymu. Ruszyliśmy w stronę koloseum. W pewnym momencie podeszła do mnie Katherine.
- Denerwujesz się ? - spytała, chwytając mnie za rękę.
- Troszkę - odpowiedziałem, patrząc przed siebie - A jeśli się nie zgodzi czy coś ?
- Będziemy musieli go przekonać - odpowiedziała. Przez resztę drogi rozmawialiśmy po cichu.
- Gołąbeczki. Jesteśmy na miejscu - przerwała nam w pewnym momencie Evaelyn. Faktycznie staliśmy już przed koloseum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz