Spojrzałem najpierw na Lenę.
- Okej? - zawołałem, próbując przekrzyczeć wiatr. Pokazała uniesiony kciuk w górę. Najwyraźniej była w zbyt dużym szoku by cokolwiek powiedzieć. Następnie przeniosłem wzrok na Katherine. Leciała, ale wydawało się, że każdy ruch czarnymi skrzydłami wywoływał ból.
- Nic jej nie będzie - zapewniła mnie Evaelyn. Mimo to co jakiś czas rzucałem okiem na lecącą postać. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, zauważyliśmy jakiś ląd.
- To już Brazylia? - spytałem, wskazując na niego. Sabine przyglądnęła mu się z zainteresowaniem.
- Chyba tak - odpowiedziała, przekrzywiając lekko głowę.
- W końcu - odetchnąłem z ulgą. Katherine cały czas wiernie leciała niedaleko nas. W końcu zaczęliśmy się powoli zniżać. Po jakiejś godzinie wylądowaliśmy w środku Amazonii. Jakiś kawałek dalej wylądowała wampirzyca.
- Gdzie tak dokładnie będziemy szukać wróżki? - spytałem, zataczając się lekko. Żołądek fiknął mi niezłego koziołka.
- Powinna być gdzieś niedaleko Amazonki. - rozglądnęła się Evaelyn - Lepiej pójdę po Katherine - powiedziała elfka i zniknęła za drzewami. Po chwili przyszedł Max w ludzkiej postaci. Usiadłem pod jakimś drzewem, zapadając w płytki sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz