Skrzywiłem się, kiedy krzyk wampira przeciął powietrze. Sabine ukryła twarz w koszulce Max'a.
- Druga szansa - powiedziała cicho Katherine - Powiedz, albo...
- Wal się - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Sam chciałeś - ponownie przyłożyła roślinę do jego ciała. Lou zaczął wydzierać się na pół lasu i szarpać mocniej niż ostatnio. W miejscu, gdzie kwiat dotknął jego skóry , pozostawiał paskudne rany.
- Max. Przytrzymaj go - poleciła chłopakowi wampirzyca. Spojrzał niepewnie na Sabine.
- Siostra - zacząłem cicho, rozkładając ramiona - chodź - od razu podbiegła do mnie, mało co nie przewracając. Objąłem ją mocno, głaszcząc powoli po plecach.
- Niech to się skończy - szepnęła.
- Spokojnie...
- Lou. I tak wyciągnę z ciebie to, co chcę. - zaczęła powoli Katherine, machając rośliną nad jego twarzą - A ty niepotrzebnie cierpisz. Po prostu powiedz... - Pochyliła się nad nim.
- Zapomnij - splunął jej w twarz. Z wyrazem irytacji wytarła ślinę i bez skrupułów przyłożyła roślinę do twarzy wampira. Nagle, wokół nich zapłonął pierścień ognia. Katherine z krzykiem zerwała się z ziemi. Na szczęście Evaelyn zdołała go szybko ugasić.
- Co jest?- wyszeptałem, rozglądając się dookoła. Na linii drzew stała ubrana na czarno postać w płaszczu.
- Zostaw go, albo spłonoesz - zacznęła mówić cicho.
- Katherine - powiedziałem, nie odrywając wzroku od postaci.
- Czego? - warknęła.
- Przestań. Chyba, że chcesz się sfajczyć - Lou zaśmiał się triumfalnie.
- Jest nas więcej, niż myślisz. - wycharczał - Dużo więcej.
- Zamknij się - warknął Max.
środa, 14 maja 2014
Rozdział 23
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz