Patrzyłem na powoli zmieniającą się Lenę. Po chwili jednak podszedłem do Katherine, by choć trochę spróbować ją rozgrzać.
- Trzymaj. - podałem jej bluzę, którą założyłem przed wyjściem. Wzięła ją ode mnie i nałożyła na ramiona - Nie boisz się, że się przeziębisz czy coś?
- Jestem wampirem - spojrzała na mnie jak na głupiego.
- Nic? Zero? Nawet najmniejsze przeziębiąko?
- Nie. - uśmiechnęła się - Jak w ogóle się tu dostaliście?
- Max nas zabrał - wtrąciła się Sabine. Wampirzyca przeniosła wzrok na smoka.
- I nie mogłeś wcześniej nam tego powiedzieć?! - Krzyknęła na niego.
- Nie pytaliście. - odparował - I nie było by czego zrobić z końmi.
- One same wracają - zauważyła Evaelyn - A myślisz, że po co puściłam je luzem? Mają wrócić do Rumunii a my lecimy do Brazylii.
- Ale... Moje rzeczy... - Zaczęła wampirzyca.
- Mamy je. - uspokoiła ją moja siostra - Lecimy?
- Ja jestem gotowy - powiedział Max.
- Nigdy nie leciałam na smoku - powiedziała sama do siebie Lena.
- Nie jest tak fajnie jak myślisz - spojrzałem na nimfę wodną.
- Od zawsze miałeś chorobę lokomocyją - wtrąciła się Sabine.
- Stop! - Zawołał Max - Nie chcę wiedzieć, co dzieje się na moim grzbiecie. Nigdy. To jak? Lecimy?
- Yhym - skinęła głową Katherine. Chłopak znikł w krzakach.
- Jak lecimy? - Spytałem.
- Sabine, ty, Katherine, ja i Lena - zaproponowała Evaelyn. Sabi zaczęła coś mówić, jednak przerwało jej pojawienie się Maxa pod postacią smoka. Ostrożnie wsiedliśmy na jego grzbiet, by nie poranić sobie dłoni ani nóg o ostre łuski. Przez ciało smoka przeszła fala energii i wystartowaliśmy. Mocno objąłem siostrę, by czasami nie spaść. Rozpoczęliśmy długi lot w stronę Brazylii.
niedziela, 18 maja 2014
Rozdział 29
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz