piątek, 16 maja 2014

Rozdział 27

- Chyba nie. - pokręciłem głową - Lepiej się zbierajmy. Nie chcę znowu na nich wpaść - podszedłem do Primrose. Podciągnąłem popręg i założyłem ogłowie. Włożyłem nogę w strzemię a po chwili siedziałem w siodle.
- Rozchodź ją trochę - poleciła Evaelyn. Skinąłem głową, zataczając spokojne kółka. Kiedy wszyscy byli gotowi, ruszyliśmy spokojnym kłusem. Nie chcieliśmy na razie przemęczać koni. Katherine ledwo truchtała koło mnie.
- Powiesz mi coś ? - spytała cicho.
- A o co chodzi?
- Ta dziewczyna w białym płaszczu - zaczęła powoli - ona ciebie jakby znała. I ty ją także.
- Tylko mi się wydawało... To było dość daleko - zacząłem się plątać - Ale wydawało mi się, że to była Wynter...
- Ta wasza kuzynka? - upewniła się wampirzyca.
- Tak - odpowiedziałem - Ale mogło mi się wydawać. To było dość daleko.
- Miejmy nadzieję, że już nigdy nie będę musiała oglądać twarzy tego paskudnego czarownika.
- Ja także - wzdrygałem się na to wspomnienie - Najwyraźniej im na nas zależy.
- Jeśli zabraknie choć jednej osoby, plan nie wypali.
- Kiepsko - mruknąłem tylko, przyśpieszając do galopu a następnie do cwału. Znowu stanowiłem harmonię z koniem. Uniosłem się lekko w strzemionach, kuląc ramiona. Serce bije mocniej, oddech przyśpiesza... Jechaliśmy jeszcze przez jakieś trzy - cztery godziny.
- Zatrzymamy się? - podjechałem do Evaelyn, wskazując na domek na polanie. Wyglądał na całkiem zadbany, ale jednocześnie opustoszały. Ktoś, kto tam mieszkał, musiał odejść całkiem niedawno.
- Dobry pomysł. Konie się już zmęczyły - zwolniliśmy i powoli ruszyliśmy w stronę chatki - Dasz radę sprawdzić czy...
- Jest czysto - odpowiedziałem, zanim dokończyła - żadnych uroków ani nic. Właściciel ruszył stąd na wschód jakieś dwa lata temu i jak dotąd nie wrócił - elfka spojrzała na mnie zdziwiona - No co? Mam dobre zaklęcia.
- Nic, nic - powiedziała z lekkim uśmiechem.  Zostawiliśmy konie na polanie.
- Rozsiodłam je - zaproponowałem. Max wylądował kawałek dalej i Sabine zaproponowała, że go przyprowadzi. Zostałem więc sam, pogrążony w ciszy. Popatrzyłem na spocone konie. Znalazłem studnie niedaleko w lesie i nabrałem wody do starego wiadra a następnie napoiłem zwierzęta. Potem zacząłem wycierać je suchą trawą.
- Zawsze kochałeś zwierzęta - powiedział ktoś za mną. Odwróciłem się. Wynter stała oparta o drzewo, przyglądając mi się uważnie. Włosy rozplotła i teraz spokojnie powiewały na wietrze. Nadal była ubrana w ten biały płaszcz. Na nogach miała porządne, skórzane buty a przy pasku nóż myśliwski.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie zabić - powiedziałem, uśmiechając się lekko.
- Nie teraz - odpowiedziała uśmiechem - Jeszcze nie teraz...
- No dzięki - wróciłem do wycierania Primrose. Usłyszałem kroki zbliżającej się Wynter.
- Uważaj, jak dobierasz sobie przyjaciół - powiedziała tylko, stojąc praktycznie za mną. Odwróciłem głowę na tyle, by spojrzeć na nią kątem oka.
- Mógłbym powiedzieć to samo - chciała coś odpowiedzieć, jednak z lasu wyłonił się ten czarodziej. Wynter mocniej zacisnęła szczęki i stanęła pewniej. Z drwiącym uśmieszkiem mężczyzna podszedł do nas.
- To niby ten mag? - spytał, taksując mnie wzrokiem - Jakoś nie wygląda...
- Gabriel! - rozpoznałem głos Sabi, dobiegający z mojej prawej. Odwróciłem się do siostry.
- Do zobaczenia - wyszeptała Wynter i zniknęła... Tak po prostu.
- Nic ci nie jest? Jezu! Gabriel! - Sabine trajkotała jak najęta.
- Nic mi nie jest. Wynter... Ona...
- Mówiłam ci, że jest zła! - wykrzyknęła triumfalnie.
- Przyszła porozmawiać - warknąłem, wracając do Primrose - I jak widzisz, jestem cały.
- Ale mogłeś nie być - wtrącił się Max.
- To moja kuzynka i znam ją lepiej niż ty - wytknąłem Sabine - Ty zawsze uważałaś ją za gorszą od siebie. Nigdy nie chciałaś jej do siebie dopuścić. Uważałaś ją za dziwaka - odwróciłem się do niej plecami - Zawsze ją wyśmiewałaś, przedrzeźniałaś i obgadywałaś. - Każde słowo było dla niej jak bicz. Niemal widziałem jak się w sobie kuli - Nienawidziłaś jej i...
- Dość - przerwał mi Max, otaczając moją siostrę ramieniem. Jednak ona hardo wpatrywała się we mnie.
- Też nie byłeś lepszy. Zawsze sądziłeś, że...
- Oboje macie przestać - znikąd pojawiła się Evaelyn - Albo osobiście was zaknebluje. Marsz do domu. Max. Ty nie. Muszę coś z tobą obgadać. - oboje z Sabi ruszyliśmy obrażeni do domu.
- Co jest? - Katherine spojrzała na nas zdziwiona. Siostra bez słowa weszła po schodach na piętro. Opowiedziałem wampirzycy o spotkaniu z Wynter, cały czas powtarzając, że nic mi nie zrobiła i że nie jestem głupi.
- Jeśli coś by się stało, to bym ich zabiła - warknęła dziewczyna - Opowiesz mi wszystko dokładnie potem. Muszę zapolować.
- Dobrze - skinąłem głową i usiadłem przy kominku, kombinując jak go rozpalić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz