- Katherine! - zawołałem, biegnąc w stronę szlochającej wampirzycy.Postać w płaszczu podniosła na mnie spojrzenie swoich zimnych, niebieskich oczu. Uśmiechnęła się drwiąco i zaczęła powoli poruszać ustami. Katherine zwinęła się w kłębek, chyba płacząc.Nagle z lasu wyłoniła się kolejna postać, tym razem jednak ubrana na biało. Długie, rude włosy miała związane w wysoką kitkę. Jednak twarz dziewczyny pozostała w cieniu. Poruszała się z niezwykłą gracją, ledwo dotykając nogami ziemi. Położyła rękę na ramieniu czarownika, szepcząc mu coś do ucha. Przerwał mówienie, patrząc na nią z niedowierzaniem.Dziewczyna stanowczo pokręciła głową, wskazując na mnie palcem. Stałem jak skamieniały, nie wiedząc czego do końca się spodziewać.W tym momencie spostrzegłem jej twarz. Miała duże, szmaragdowe oczy, lekko zadarty nos oraz piegi. Była dobrze zbudowana i dość wysoka. Nawet teraz, pomimo znacznej odległości, mogłem ją rozpoznać. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, obie postacie zniknęły ponownie w lesie. Podbiegłem do Katherine. Nadal leżała skulona.
- Kat... - zacząłem łagodnie, kładąc jej rękę na ramieniu - Już poszli - przykucnąłem koło niej. Po jej policzkach płynęły łzy. Ostrożnie pomogłem jej usiąść. Nadal krzywiła się z bólu - Już po wszystkim - wyszeptałem, przytulając ją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz