Wyszedłem z łazienki szczękając zębami. Owinąłem się szczelniej kocem, który znalazłem w szafie. Max oczywiście gdzieś zniknął. I chyba nawet wiedziałem gdzie. Zabrałem klucz i wyszedłem na korytarz. Stał naprzeciwko mnie, wtykając głowę do pokoju dziewczyn.
- Ostatni raz ci mówię, byś sobie poszedł ! - zawoła ze środka Evaelyn. Zerknąłem ponad jego ramieniem. Elfka z jakimś pudełkiem w dłoni, stała przy jednym z dwóch łóżek Sabine siedziała na drugim, przysłuchując się rozmowie a Katherine podpierała jedną ze ścian.
- O co chodzi ? - spytałem, otwierając szerzej drzwi.
- Ten idiota nie chce sobie iść - powiedziała wampirzyca przez zaciśnięte zęby.
- Ej - zawołali oboje z moją siostrą. Max spojrzał na nią, uśmiechając się szeroko.
- Po co ci ten koc ? - spytał chłopak przenosząc na mnie wzrok.
- Zimno jest - odpowiedziałem tylko - Przejdziecie się?
- Ja tu zostanę by w spokoju pomieszać te zioła - burknęła Evaelyn, siadając na łóżko.
- A ja się przejdę - powiedziała Sabi, podchodząc do Maxa i po chwili oboje już szli korytarzem. Popatrzyłem w ślad za nimi.
- Muszę zapolować - Katherine odezwała się zza moich pleców. Odwróciłem się w jej stronę.
- Przejdę się z tobą - zaproponowałem, odkładając koc na łóżko siostry. Wyszliśmy na dwór. Mimo, że słońce chyliło się powoli ku zachodowi, nadal było bardzo ciepło.
- Gdzie teraz ? - spytałem.
- Lepiej zaoszczędzę ci na razie widoków, jak się pożywiam - odpowiedziała.
- I zostawisz mnie samą ? - zdziwiłem się, chwytając ją jednocześnie za rękę
- Możesz iść, jak bardzo chcesz. - spojrzała na mnie wyczekująco. Skinąłem głową. Ruszyliśmy razem ulicami Rzymu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz