poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 30

- Dlaczego ja muszę siedzieć w środku? - spytałam gdy wznieśliśmy się w powietrze
- Bo wpadłaś do stawu pełnego najad, które chciały cię utopić? - odpowiedziała elfka z uniesioną brwią
Prychnęłam i ostrożnie stanęłam.
- Katherine! Siadaj! - krzyknęła
- Nie - odparłam z zadowoleniem
Złapała mnie za nogę i pociągnęła w dół. Krzyknęłam cicho, gdy zsunęłam się z grzbietu smoka. Wbiłam palce w łuski.
- Evaelyn! - wrzasnęłam zła podciągając się - Możesz mnie nie zrzucać?
- Możesz nie stać? - spytała przymilnie
- Mogę robić co chce - fuknęłam
Znów stanęłam, ale przeskoczyłam nad zdziwioną na mój widok Sabine i przerażonym Gabrielem. Odwróciłam się i pokazałam elfce język. Podeszłam do ucha Maxa. Zaczęliśmy cicho rozmawiać. Dobrze, że smoki posługują się telepatią. Usłyszałam krzyk więc spojrzałam za siebie w chwili, gdy Lena spadła ze smoka. Momentalnie pojawiłam się w miejscu, z którego spadła i usiłowałam złapać ją za rękę. Nie udało się.
- Cholera!
Rzuciłam okiem w stronę słońca, chyliło się ku zachodowi. Może być, chodź wlałabym noc... Z akompaniamentem krzyków chyba wszystkich pasażerów, zeskoczyłam krzycząc.

Gdy noc nastanie, wezwie moc wybrana,
Przemieniona z podróżnika, z najstarszych
Wtem księżyc i gwiazdy wspomogą, a noc naprawi,
Czegóż, wyrzekła się wybrana. 

Złapałam nimfę w ramiona i rozłożyłam skrzydła. Czterometrowe, tak czarne, że błyszczały na błękitno. Poleciałam w górę i posadziłam ją na grzbiecie smoka. Dysząc, lekko poruszyłam skrzydłami. Jęknęłam z bólu, a z oka wyleciała mi łza. Nadal szybowałam nad Maxem. Wysunęłam się trochę na bok. Zaszlochałam. Bolały mnie wszystkie mięśnie skrzydeł. Wszystkie mięśnie i kości. 
- Nie powinnam się ich wyrzekać - szepnęłam

                                                                                                         
 Hi, hi, hi. Na brak weny nie mogę narzekać. Takiego zaklęcia nigdzie nie znajdziecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz