wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 1

Nie czekając ani chwili rzuciłem zaklęcie tarczy.
- Powinno ich to na chwilę zatrzymać - chwyciłem Katherine za rękę i pociągnąłem w stronę domku.
- Evaelyn! - zawołała wampirzyca - Zbieramy się!
- Co jest? - Elfka zbiegła z góry.
- Znaleźli nas - odpowiedziała dziewczyna - Musimy jechać.
- Cholera...- mruknęła Evaelyn,  zbiegając po schodach - Dasz radę utrzymać zaklęcie? - Zwróciła się do mnie. Skinąłem tylko głową. Wolałem nie wiedzieć,  skąd o tym wiedziała. Wybiegliśmy czym prędzej z domu i pobiegliśmy na łąkę. Konie czekały już osiodłane. Szybko wskoczyłem na Primrose. Wydała zadowolone rżenie i zaczęła kręcić spokojne kółka.
- Jedziemy! - Zakomendowa elfka,  ruszając z miejsca szybkim kłusem. Potem jechała Katherine a na końcu ja. Przyśpieszyliśmy do wolnego cwału. Równo kiedy wjechaliśmy w las,  zaklęcie przestało działać. Grupa goblinów rzuciła się za nami w pogoń. O dziwo byli bardzo szybcy. Albo to my musieliśmy zwolnić przez drzewa? Po paru minutach usłyszałem zwalnianie cięciwy. Strzały upadły parę metrów za nami.
- Musimy przyśpieszyć! -Zawołała Katherine. 
- Nie,  póki jesteśmy w lesie! - Odkrzyknęła Elfka.
- Siedzą nam na ogonie! - Dodałem jeszcze. Obie dziewczyny odwróciły się jednocześnie.
- Zaraz kończy się las! Jeśli ich zgubimy...- resztę słów Evaelyn porwał wiatr. Po chwili ponownie rozbrzmiały zwalniane cięciwy. Jedna ze strzał musnęła moje ramię. Syknąłem,  sprawdzając ranę. Zwykła powierzchowna. Nic mi nie będzie. O dziwo,  gobliny zwolniły.
- Chyba odpuszczają! -Uradowała się Katherine.
- To pewnie przez światło - wskazałem na powoli przebijające się promienie. Jechaliśmy jeszcze dobre dwie godziny. Strasznie się spociłem i zaczynało mi brakować tchu. Podjechałem do Evaelyn
- Zatrzymamy się? - Spytałem.
- Jeszcze trochę. Wszystko dobrze?
- Tak - skłamałem,  cofając się ponownie na tyły. Po pół godzinie zaczął mi się rozmazywać wzrok. Katherine spojrzała na mnie z rroską i szepnęła coś do elfki. Po chwili dziewczyny  zatrzymały konie.
- Zatrzymujemy się - oznajmiła Evaelyn. Wstrzymałem Primrose. Wydawała się ani trochę nie zmęczona. Wręcz przeciwnie.  Wyglądała,  jakby mogła jeszcze przebiec drugie tyle co teraz. Poklepałem ją po szyji i zszedłem na ziemię. Nogi miałem jak z waty.
- Kiepsko wyglądasz - podeszła do mnie wampirzyca - Na pewno wszystko okej?
- Wyglądasz nieciekawie - potwierdziła Evaelyn - Jesteś ranny czy coś? - Zatrzymała wzrok na rance.
- Nic poważnego - mruknąłem. Oparłem się plecami o drzewo,  nie wiedząc ile sił mi starczy na stanie. Dziwne, czarne kropki zaczęły mi latać przed oczami.
- Czy gobliny czasem nie zatruwają strzał? - Spytała się Katherine. Nie usłyszałem odpowiedzi. Kropek robiło się coraz więcej i po chwili zemdlałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz