sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdzaił 29

- Nie ma co za dużo opowiadać - zerknąłem na swoje palce. I błagam, nie nazywaj mnie magikiem, bo czuję się wtedy jakbym wyjmował króliki z kapelusza - spojrzałem na nią błagalnie. Uśmiechnęła się szelmowsko- Co by tu jeszcze powiedzieć... Gram na gitarze. Nigdy nie dawaj mi do rąk szkła, bo pewnie je stłucze.
- Ktoś jeszcze u ciebie w rodzinie jest magiem ? - spytała, chwytając mnie za rękę. Odruchowo zacząłem gładzić jej dłoń.
- Nie. Ale powiedzmy sobie szczerze, jakoś nie żałuję - skrzywiłem się. Zegar w oddali wybił dziesiątą - Muszę już iść - westchnąłem - Do jutra - pocałowałem ją jeszcze w czoło i wyszedłem. Przeszedłem na koniec ciemnego korytarza, potykając się o stary, czerwony dywan. Wszedłem do swojego pokoju, umyłem się i poszedłem spać. Nic mi się nie śniło. Rano obudziło mnie walenie w drzwi.
- Wstawaj Gabriel ! - usłyszałem głos Evaelyn - Musimy już iść !
- Moment - odkrzyknąłem, zrywając się z łóżka. Walenie w drzwi nie ustawało. Podszedłem do nich, otwierając je zgrabnym ruchem.
- Powiedziałem moment - powiedziałem do elfki, która nadal stała z uniesioną ręką. Zamknąłem drzwi, umyłem się, ubrałem i wyszedłem na korytarz. Stała już tam Katherine z Evaelyn.
- Już jestem. Nie trzeba więcej walić mi w drzwi - zgromiłem elfkę wzrokiem.
- No co ? - wzruszyła ramionami - Dobra, chodźmy.
- Co jej jest ? - spytałem się Katherine.
- Nie wiem ? Może się denerwuje, bo zaspałeś półgodziny ? - spojrzała na mnie. Wzruszyłem ramionami.
- Budzik mi nie zadzwonił. Dobra chodźmy - chwyciłem ją za rękę, idąc za elfką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz