sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 17

Skinąłem głową. Czekała nas długa podróż.
- Czym w ogóle będziemy jechać ? - spytałem , próbując nadążyć za wampirzycą - Wątpię, byśmy mieli jechać przez pół kontynentu stopem.
- Oczywiście, że nie - biegliśmy dalej przez deszcz - Dużo łatwiej będzie nam podróżować cieniem.
- Czym ?
- Opowiem ci, jak będziemy u Mistrza - powiedziała tylko. W końcu zobaczyłem znajomy budynek z czerwonej cegły. Katherine wyszeptała słowa klucze i bramka otworzyła się z impetem. Wbiegliśmy do domu. Teraz ja też byłem cały mokry.
- To jak z tym transportem ? - dopytywałem.
- Potrzebna jest twoja magiczna moc - zaczęła - Tu masz zaklęcie... - chwyciła jakąś zakurzoną księgę z stolika.
- Nie - przerwałem jej.
- Co nie ? - spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Nie mogę użyć tego zaklęcia. Nie, póki go nie potrenuję. Może nas wtedy wywalić... No wszędzie. Mogę tego nie opanować...
- Pamiętasz wczorajszy wieczór ? - spytała, podchodząc do mnie. Chwyciła mnie za rękę i przejechała kciukiem po cienkiej bliźnie. Przeszedł mnie dreszcz - Zaufałeś mi. Teraz ja zaufam tobie - wyszeptała, podnosząc na mnie wzrok. Wolną dłonią objąłem jej policzek. Otarłem pojedyncza kroplę deszczu, która jeszcze nie spłynęła.
- Spróbuję - wyszeptałem, odsuwając się od niej. Drżącymi rękami sięgnąłem po księgę. Pożółkłe już strony wydawały się tak delikatne, jakby miały rozpaść się pod moimi palcami. Przeczytałem parę razy zaklęcie wypisane wyblakłym już tuszem.Było trudne do wykonania i wymówienia. Jak wszystkie te starocie.
- Okej. Tutaj jest napisane, że musisz mnie chwycić za rękę, jeśli chcesz się przenieść razem ze mną - dziewczyna chwyciła mnie mocno za dłoń. Zacząłem wypowiadać formułę. Czułem jak magia mnie wypełnia. Jednak ta nie była przyjemna. Była ciemniejsza od tej w parku. Przechodziły mnie na zmianę fale gorąca i zimna. Kiedy wypowiadałem ostatnie słowa, czułem, jak opuszczają mnie siły. Wzrok zasnuła mi czarna mgła. Chyba zemdlałem. Nie wiem. W każdym bądź razie, kiedy otworzyłem oczy, leżałem na ziemi. Kawałek dalej również leżała Katherine. Chciałem wstać, jednak ziemia zawirowała mi przed oczami.
- Nic mi nie jest - powiedziała wampirzyca wstając. Podeszła do mnie - Ale o tobie nie mogę tego powiedzieć - odwróciła mnie na plecy. Czułem się kompletnie wyczerpany.
- Gdzie jesteśmy ? - spytała - Bo na Rumunię to mi to nie wygląda.
- Musiało nas wyrzucić wcześniej. Nie miałem dość sił... - skrzywiłem się, czując uporczywe kłucie w piersi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz