- Zamierzasz jeszcze gdzieś mnie zabrać, czy mogę już wracać do siebie ? - spytałem w końcu. Wampirzyca zastanowiła się na chwilę.
- Możesz iść. Jutro też po ciebie przyjdę - mrugnęła zalotnie i odeszła. Przez chwilę patrzyłam za nią, po czym ruszyłem w stronę domu. Odetchnąłem z ulga na widok białego domu w stylu wiktoriańskim. Kiedy go wynajmowałem , nie byłem pewny co do tego całego przepychu. Jednak już po chwili zakochałem się w zdobionych misternie oknach, daszkiem nad drzwiami oraz werandą i rzeźbionych wykończeniach. Wszedłem po skrzypiących lekko schodach na werandę. Odetchnąłem z ulgą, czując świeży zapach drewna. Jednak, kiedy wszedłem do środka, zmarszczyłem brwi. Ktoś tu był. Rzuciłem na siebie zaklęcie obronne i ruszyłem na obchód domu. W kuchni nic. Salon też pusty. Piętro czyste łącznie ze strychem. Piwnica była nadal zabita deskami, więc i tak nikt by tam nie wszedł. Ktokolwiek tu był, wyniósł się. I bardzo dobrze. Przebrałem się w krótkie spodenki do spania oraz biały podkoszulek. Położyłem się do łóżka. Przez chwile jeszcze myślałem, o tym co się dzisiaj stało. Po chwili jednak zapadłem w głęboki, niczym nie zmącony sen. Rano obudziły mnie promienie słońca, padające prosto na moje oczy. Przeciągnąłem się i zszedłem na dół. Wszystko było na swoim miejscu. Zjadłem szybko śniadanie, przebrałem się i ruszyłem do miasta. Nie miałem nic ciekawego na razie do roboty. A musiałem znaleźć sobie pracę. Prze chwilę szwędałem się po ulicach, które powoli zapełniały się ludźmi.Coś przyciągnęło moją uwagę. Był to sklep muzyczny. Sprężystym krokiem ruszyłem w jego stronę.
- To chyba cud - wyszeptałem, widząc tabliczkę, że szukają pracownika. Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Zabrzmiał dzwoneczek, ogłaszający wszem i wobec moje przybycie. Właściciel, wysiwiały już metalowiec w czarnej skórze, spojrzał na mnie.
- Tak ? - spytał odpowiednim sobie basem. Czarne włosy przetykane siwizną opadały na ramiona.
- Ja w sprawie pracy - odpowiedziałem krótko. Zmierzył mnie wzrokiem. Czemu wszyscy to robią ?!
- Umiesz grać na czymś ? - spytał, wstając. Był postawnym mężczyzną, napakowanym z wielkim tatuażem na ramieniu. Skinąłem tylko głową, rozglądając się dookoła.
- Masz jakiś staż ? Pracowałeś gdzieś wcześniej ? - wypytywał dalej.
- Nie... - odpowiedziałem powoli - Choć w wakacje pracowałem w bibliotece.
- Dobra. I tak nie znajdę nikogo lepszego na to miejsce - usiadł ponownie na krześle, które z trudem utrzymywało jego ciężar - Zaczynasz jutro. O 9 chcę cię tu widzieć, albo - przejechał palcem po gardle. Ze stoickim spokojem skinąłem głową, wychodząc ze sklepu. Od razu w oczy rzuciłam mi się postać Katherine. Ciekawe co tutaj robi ? Podszedłem do niej. Stała sama, opierając się o ścianę jakiegoś budynku i kogoś szukała.
- Szukasz kogoś ? - spytałem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz