czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 3

Ostrożnie zapiąłem naszyjnik na łabędziej szyi wampirzycy.
- Gotowe - odsunąłem się o krok. Dziewczyna spojrzała na mnie uważnie, zaczynając na bladozielonym t-shircie, przez przetarte jeansy, na rozpadających się tenisówkach kończąc.
- No co ? - wzruszyłem ramionami - Nie zamierzałem dzisiaj nigdzie iść.
- Nie ważne - wampirzyca zerknęła na zegarek - Gdzie mieszkasz ?
- Nie powiem ci.
- Muszę wiedzieć, czy zdążysz się przebrać - dziewczyna przewróciła oczami.
- Na Alley Street - powiedziałem niechętnie - Poznam chociaż twoje imię ?
- Jak się pośpieszysz, to zdążymy - wyszła z domu, nie odpowiadając na moje pytanie. Westchnąłem ciężko, truchtając za nią. Wyszliśmy na pustą, pogrążoną w mroku ulicę. Musiałem biec, by nadążyć za dziewczyną. W końcu zauważyłem swój dom.
- Czekaj tutaj - powiedziałem, biegnąc do drzwi. Kimkolwiek był ten "mistrz" jakoś nie śpieszyło mi się, by go obrazić. Wbiegłem po kręconych schodach do mojego pokoju, znajdującego się na piętrze białego budynku. Zapaliłem lampkę nocną i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej białą koszulę oraz czarne spodnie. Szybko się w nie przebrałem. Zbiegłem na dół.
- Miałaś czekać na zewnątrz - powiedziałem, widząc siedzącą przy kuchennym stole wampirzycę.
- Myślałam, że zajmie ci to więcej czasu. Ładnie masz tutaj - odpowiedziała, przesuwając powoli wzrokiem po kuchni.
- Idziemy ? Gdziekolwiek chcesz mnie zabrać... - spytałem, kierując się do drzwi.
- Tak. - wstała z gracją, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Otworzyłem drzwi, przepuszczając ją pierwszą. Zamknąłem je i pobiegłem za dziewczyną.
- To tutaj - stanęła przed jakimś rozpadającym się domem, zbudowanym z czerwonej cegły. Większość okiem była zabita deskami a dach zapadł się w kilku miejscach. Jednak ogród dookoła wydawał się zadbany. Otaczające dom, żelazne ogrodzenie nie było pokryte żadną rdzą ani niczym innym. Świeżo skoszona trawa leżała na kupce, niedaleko furtki. Czarne róże przy żwirowanej ścieżce prowadzącej do domu, również zdawały się być niedawno co przycięte. Białe kwiaty rosnące tu i ówdzie dodawały urokowi całemu miejscu.
- Co to właściwie jest ? - spytałem, stając przed furtką. Próbowałem ją otworzyć - Zamknięte. Jesteś pewna, że nie pomyliłaś domów ?
- Po prostu trzeba umieć wejść - uśmiechnęła się szyderczo, podchodząc. Położyła rękę na klamce w kształcie róży i wyszeptała parę słów. Bramka otworzyła się z cichym skrzypnięciem - Idziesz ? - odwróciła się w moją stronę. Skinąłem głową, niepewnie wchodząc na teren posesji. Tutaj też wyczuwałem magię, była jednak ona ciemniejsza od tej w parku. Idealna do czarnej magii. Dziewczyna zapukała do dębowych drzwi. Również się same otworzyły.
- To trochę przerażające - stwierdziłem, przechodząc przez próg.
- Zejście jest w piwnicy - zawołała wampirzyca przez ramię, już schodząc po schodach na dół. Zszedłem za nią do ciemnego pomieszczenia. Podłożyłem sobie rękę pod oczy, jednak nadal jej nie widziałem. Po chwili usłyszałem ciche kliknięcie i na ścianie pojawił się delikatny kontur drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz