czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 5

Wampirzyca zostawiła mnie samą z Mistrzem. Przez chwilę jeszcze mnie obserwował. Stałem niepewnie,  zaplatając ręce za plecami.
- Więc? - Zaczął powoli - Jak tutaj trafiłeś?
- Tydzień temu uciekłem z domu - wzruszyłem ramionami - Nie mam żadnych bliskich za granicą,  więc wprowadziłem się tutaj.
- Yhy - skinął głową - Czy ktoś jeszcze z twojej rodziny ma Moc - wyraźnie wyczuwałem,  że powiedział Moc z wielkiej litery.
- Nie. Tylko ja.
- Pokażesz mi jak czarujesz? - Spytał,  przyglądając mi się uważnie. Wyciągnąłem przed siebie prawą dłoń. Była pokryta różnymi bliznami po licznych znakach i piętnach.
- Infernus - wyszeptałem i na palcach zapaliły się wesołe ogniki. Zacisnąłem dłoń w pięść,  gasząc je.
- Nie boli cię to? - Spytał,  wpatrując się nadal w moją wyciągniętą dłoń. Jego wzrok przypominał kostki lodu. Chłodny i wyrafinowany. Naglący do odpowiedzi.
- Lata praktyki - wzruszyłem ramionami.
- Dobrze Panie Firework. - Odwrócił się do mnie plecami. Skrzywiłem się mimowolnie. Nie lubiłem,  kiedy ktoś zwracał się do mnie po imieniu - Jest Pan pierwszym,  tak młodym i wyćwiczonym magiem w tym mieście od paru wieków. Mam nadzieję,  że wybierze Pan właściwą drogę - odwrócił się ponownie do mnie,  świdrując mnie wzrokiem.
- Tak - wykrztusiłem przez zaciśnięte gardło.
- To wszytsko - machnął ręką w stronę drzwi,  które same się otworzyły - Radzę Panu poszukać Panny Pierce - skinąłem tylko głową i czym prędzej wyniosłem się z tego pokoju. Drzwi same się za mną zamknęły.
- To naprawdę robi się straszne - mruknąłem, kierując się w stronę drzwi. Kiedy znalazłem się w piwnicy,  dookoła znowu panowała ciemność a wrota zniknęły. Zapaliłem ponownie mały płomień na dłoni,  oświetlając sobie schody. W końcu udało mi się wyjść na zewnątrz. Odetchnąłem z ulgą,  wdychając nocne powietrze. Otrzepałem rękę o spodnie,  gasząc ogniki na mojej ręce. Ruszyłem przez pogrążone we śnie miasto w poszukiwaniu Katherine. Ładne imię tak swoją drogą. Rzuciłem zaklęcie szukające,  które jednak niczego nie wykryło. Najwyraźniej nie działało na wampiry. Szkoda. Ruszyłem powoli w stronę parku,  zastanawiając się,  gdzie mogę ją znaleźć, kiedy z jednej z bocznych uliczek rozległ się głośny jęk. Zajrzałem tam niepewnie. Wampirzyca pochylała się nad leżącym na ziemi facetem. Krew spływała mężczyźnie po szyi,  plamiąc koszulkę 
- Katherine - wyszeptałem. Dziewczyna spojrzała na mnie. Jej usta były ciemnoczerwone od krwi. Patrzyła na mnie,  jakby również chciała mnie zabić. Po chwili jednak spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
-I jak poszło? - Spytała.
- Jakoś. Pytał się o parę rzeczy i tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz