Zagłębiliśmy się w las. Cały czas czułem skutki magii. Ciężki oddech, kłucie w piersi...
- Katherine - powiedziałem w końcu - Ja nie dam rady iść dalej - oblizałem suche wargi - To zaklęcie mnie wykończyło. Muszę choć na chwilę odpocząć - usiadłem na jakiś kamieniu. Wampirzyca spojrzała za oddalającą się jaskółką.
- Zaczekaj tutaj - położyła mi rękę na ramieniu - Przyprowadzę pomoc - wyszeptała, biegnąc za ptakiem. Oparłem głowę na dłoniach, zamykając oczy. Nadal byłem zmęczony, jednak oddech stał się spokojniejszy. W jego miejsce przyszły dreszcze. Przetarłem twarz dłonią, raz po raz zamykając i otwierając oczy. Wydawało mi się, że minęły wieki, kiedy zza drzew wyłoniła się postać Katherine. Byłem już na skraju przytomności. Najwyraźniej musiała to zauważyć, bo czym prędzej podbiegła do mnie. Osunąłem się w jej ramiona.
- Jezu. Gabriel - jęknęła, próbując mnie z powrotem posadzić.
- Czekaj - podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Miała dziwne szpiczaste uszy i białe, długie do pasa włosy. Biła od niej łagodność i dobroć. Jednak wyraz jej twarzy wyrażał pewnego rodzaju strach. Położyła mi swoją zimną dłoń na czole - Jest wyczerpany - Głos elfki dochodził jakby z oddali. Mówiła coś jeszcze, jednak jej słowa już do mnie nie docierały. Zemdlałem po raz kolejny.
Ktoś dźgał mnie w nos.
- Kim jest ten pan mamo ? - spytał dziecięcy głosik tuż koło mojego ucha. Otworzyłem oczy. Dziewczynka pisnęła i gdzieś odbiegła. Z trudem podniosłem się na łokciach. Byłem w jakimś pokoju. Wszystko było tutaj z drewna. Leżałem na jakimś łóżku. Jak ja się tutaj do jasnej cholery znalazłem ? Z trudem podniosłem się na nogi. Opierając się o meble, wyszedłem na dwór. Znajdowałem się w jakiejś wiosce elfów. Wspomnienia powróciły wielką falą. Oparłem się o ścianę budynku i zamknąłem oczy.
- Oczyść umysł - mówiłem sobie w myślach. Oddychałem głęboko, powoli porządkując sobie wszystkie wydarzenia. Ktoś dotknął mojego ramienia. Otworzyłem oczy i zobaczyłem poważną twarz Katherine.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz