Westchnąłem ciężko, podnosząc się z krzesła.
- Chętnie bym został, ale muszę zadzwonić do siostry i zrobić parę rzeczy w domu - odpowiedziałem, kierując się do drzwi.
- Szkoda - zasmuciła się wampirzyca. Przez chwilę przyglądałem się jej. Nadal była trochę blada, ale to chyba naturalnie.
- Wrócę wieczorem. Obiecuję ! - zawołałem i wyszedłem na dwór. Świeciło piękne słońce, jednak od wschodu zbliżały się burzowe chmury. Wcisnąłem ręce do kieszeni spodni, powoli kierując się do domu. Po drodze minąłem sklep muzyczny. Właściciel nadal odprowadzał mnie zdziwionym wzrokiem. Na zapleczu był taki syf, że musiałem pomóc sobie magią. Użyłem jednak za silnego zaklęcia i posprzątałem wszystko w mniej niż pięć minut. Spędziłem więc kolejne trzydzieści, patrząc się w sufit. Facet był tak zdziwiony, że szybko skończyłem, że nadal nie mógł w to uwierzyć. Kiedy dotarłem na swoją ulicę, zaczęło kropić. W ostatniej chwili wskoczyłem na werandę.Niebo jak na czyjś znak pociemniało a deszcz wściekle uderzał o rozgrzany asfalt. Zerwał się nieprzyjemny, chłodny wiatr. Czym prędzej wszedłem do środka. Próbowałem zapalić światło, jednak wywaliło korki i nie było prądu. Zapaliłem mały płomyk na mojej dłoni, rozświetlając nieco panujące ciemności. Wszedłem po schodach do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku, obserwując to, co działo się za oknem. Drzewa uginały się prawie do ziemi, deszcz wściekle uderzał o szybę a niebo pociemniało tak, że równie dobrze mogłaby być noc. Wyciągnąłem z szafki telefon i wybrałem numer do Sabi. Odebrała po trzecim sygnale.
- Halo ?
- Cześć Sab - przywitałem się.
- Hej Gabi - odpowiedziała sennym głosem.
- Wszystko dobrze ? - zaniepokoiłem się.
- Tak, tak. Tylko właśnie się obudziłam. Miałam ciężką noc - odpowiedziała bardziej przytomnie - Co tam u ciebie ?
- Całkiem dobrze - oparłem się o ścianę - Urządziłem się, znalazłem pracę... - opowiadałem. Wolałem nie wspominać o Mistrzu ani o Katherine.
- Znaleźć to ty powinieneś dziewczynę - zaśmiał się do słuchawki. Dobrze było słyszeć jej głos. Chciałem coś odpowiedzieć, jednak przerwało mi walenie w drzwi.
- Czekaj. Zadzwonię później. Ktoś do mnie puka - powiedziałem szybko, rozłączając się. Powoli zszedłem na dół. Rzuciłem na siebie zaklęcie ochronne i zapaliłem ogniki na palcach. Drugą ręką gwałtownie otworzyłem drzwi.
- Co tutaj robisz ? - spytałem, patrząc na ociekającą wodą Katherine. Była ubrana w lekką kurtkę, jeansy i jakiś t-shirt. Ciężkie od nadmiaru wody włosy, opadały ciężko na ramiona. Wokół niej tworzyła się kałuża.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz