Odetchnąłem z ulgą. Nic jej nie jest.
- Okej. Powoli - zacząłem - obróć się na plecy - dziewczyna zrobiła to z cichym jękiem. Zerknąłem na tkwiący w jej plecach drewniany kołek. Jedną rękę położyłem jej na plecach a drugą objąłem broń. O ile można to tak nazwać. Szybkim ruchem wyciągnąłem go z jej ciała. Krzyk dziewczyny przeciął wieczorne powietrze. Odrzuciłem kołek w krzaki. Wyszeptałem zaklęcie ochronne, otaczając nas niewidzialną tarczą.
- Już dobrze - położyłem sobie jej głowę na kolanach, głaszcząc ciemne jak heban, ciężkie loki.
- Pomożesz mi wstać ? - spytała cicho. Wydawała mi się taka krucha i drobna. Objąłem ją ręką w pasie, pomagając podnieść się na nogi. Wolną ręką otoczyła moje ramię.
- Prowadź - powiedziałem cicho - Nie pamiętam, gdzie mieszkasz - Wampirzyca przez cały czas instruowała mnie, jak dotrzeć do swojego domu. Nadal była bardzo słaba. Ledwo doszliśmy do odpowiedniej ulicy, kiedy osunęła się na ziemię. Wziąłem ją na ręce, prowadzony jedynie jej cichym głosem. Cholera, cholera, cholera... W końcu doszliśmy do jej domu. Magią otworzyłem drzwi i wniosłem ją do środka. Była bledsza niż zwykle a oczy zdawały się tracić blask. Położyłem Katherine na sofie w bawialni i zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu noża. Jedynym źródłem światła był ogień buchający wesoło w kominku. W końcu znalazłem ostrze. Leżało na szafce, obok jakiegoś kufra. Szybkim ruchem naciąłem swoje przedramię. Podszedłem do dziewczyny.
- Pij - nakazałem, przykładając ranę do jej ust.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz