czwartek, 17 kwietnia 2014

Rodział 1

Chodziłem powoli ulicami miasta. Mieszkałem tutaj od... dwóch dni ? W każdym bądź razie skończyłem się rozpakowywać i postanowiłem się przejść.Słońce zaczynało już zachodzić, barwiąc niebo na pomarańczowo. Odetchnąłem głęboko chłodnym, wieczornym powietrzem. Ucieczka z Irlandii była najlepszym, co mogłem zrobić. Żadnych więcej skrzatów. Rodzina oczywiście nie wierzyła mi, kiedy opowiadałem, że to wróżki wyjadły ciastka. Może kiedy miałem 4 lata. Ale 15 ? To na pewno nie przejdzie. W każdym bądź razie jestem tutaj. W obcym mieście, całkiem sam. Chyba, że gdzieś znajdę moją kuzynkę Wynter. Z tego, co słyszałem, też była magiem. Westchnąłem i przeszedłem przez żelazną bramę parku. Otaczały mnie same wiekowe drzewa. Każde z nich miało swoją własną historię. Podszedłem do jednego z nich, kładąc rękę na pniu. Pod palcami poczułem magię płynącą z ziemi. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem dalej. Na środku parku mieściło się jezioro, które już w połowie zarosło rzęsą wodną. Usiadłem na jakimś zwalonym pniu, patrząc na powoli zapadający mrok. Miałem coś do zrobienia. Jednak musiałem poczekać, aż będzie noc. Szczególnie, że dzisiaj zbliżała się pełnia. Kiedy słońce zaszło a ziemią zapanował mrok, podszedłem do jeziora. Księżyc odbijał się w spokojnej, niczym nie zmąconej tafli. Odetchnąłem głęboko i zaczęłam wypowiadać zaklęcie. Czułem, jak magia mnie wypełnia. Od czubka głowy aż po palce u nóg. Uśmiechnąłem się, czując to. Czysta, niczym nie zanieczyszczona magia. Kiedy wypowiedziałem ostatnie słowa, przede mną ukazał się obraz. Na początku mały, zaczął ogarniać coraz większą część jeziora. W końcu zobaczyłem mój dom. Poczułem ciepło na sercu, kiedy zobaczyłem moją siostrę, siedzącą w fotelu i czytającą książkę.
- Sabi - zawołałem cicho. Rozejrzała się dookoła, szukając źródła dźwięku - Jestem tutaj - W końcu spojrzała na mnie.
- Gabi - uśmiechnęła się na mój widok. Wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętałem. Rude, podobne do mich włosy, opadały łagodną falą na ramiona a brązowe oczy patrzyły z radością. Była strasznie blada. Bledsza niż zwykle.
- Coś sie stało ? - spytałem, marszcząc brwi.
- Tata się wkurzył, że uciekłeś - wyszeptała - Nie ma ich tutaj. Poszli ciebie szukać.
- Nie znajdą mnie. Nie bój się - odpowiedziałem. Siostra jako jedyna wierzyła w to, co mówię. W jednorożce, wróżki i skrzaty.
- Dobrze - skinęła głową. Przez chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Nagle za mną rozległ się trzask łamanej gałązki.
- Muszę kończyć - powiedziałem szybko do Sabi - Zadzwonię - rzuciłem kamieniem w wodę, przerywając czar. Odwróciłem się na pięcie, jednak nikogo nie zauważyłem. Wyczarowałem na dłoni mały płomyk.
- Niezła sztuczka - ktoś wyłonił się z otaczającego mnie mroku. Była to dziewczyna. Ubrana w skórzaną kurtkę i ciemne jeansy. Ciemnobrązowe włosy opadały ciężkimi falami na jej ramiona. Była nieuzbrojona
- Dzięki - odpowiedziałem, nie wiedząc do końca, co mówić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz