Zesztywniałem.
- Lou? - spytałem szeptem, przyśpieszając kroku. Katherine węszyła przez chwilę w powietrzu.
- Nie. Chyba. Ten zapach jest inny... Chyba już wiem kto to - uśmiechnęła się pod nosem.
- Kto?
- Zobaczysz. To nie Lou. - odpowiedziała. Nagle rozległ się krzyk Sabine.
- Jesteś pewna? - spytałem, biegnąc w stronę obozowiska. Kiedy wybiegliśmy na polanę, jeden z wampirów skakał na jednej nodze, trzymając się za drugą, co wyglądało komicznie. Wzrokiem jednak szukałem Sabine. Stała przy jednym z drzew, trzymając coś w ręce i próbując się odgonić od drugiego.
- Hej! Zostaw ją! - zawołałem jak idiota.Coś mocno pociągnęło mnie w tył i przygniotło do drzewa. Przed sobą ujrzałem twarz wampira.
- Bo mi go jeszcze pokaleczysz Damon - podeszła do niego Katherine, kładąc mu rękę na ramieniu. Chłopak z niechęcią mnie puścił. Rozmasowałem bolące ręce. Nawet się nie pytałem, skąd się znają, tylko podbiegłem do Sabine, która była w lekkim szoku. Jeśli nie zamierzają nas zabić, to znaczy, że są dobrzy.
- Wszystko okej? - spytałem, kucając przy siostrze.
- Przestraszyli mnie - odpowiedziała.
- Gdzie reszta?
- Poszła was szukać. Przepadliście jak kamień w wodę. - Dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Ał... Masz twardy palec. - powiedziałem, wstając.
- I twarde buty - mruknął ktoś za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem drugiego wampira. Już miał coś dopowiedzieć, kiedy z gracją słonia na polanę wpadł Max. Miał pełno liści i innych gałęzi we włosach. Klnął jak szewc po włosku. Dopiero po chwili zorientował się, że wszyscy na niego patrzą. Wampir koło mnie zagwizdał z zachwytem.
- No tego, to ja nie słyszałem. - odparł z uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz