sobota, 13 września 2014

Rozdział 5

Zrobiłem najgłupszą rzecz na świecie. Pobiegłem za Katherine. Słyszałem za sobą wołanie Sabine, ale jak zwykle nie zwracałem na nie uwagi. Po jakiś dwudziestu minutach biegu przez krzaczyska zdałem sobie sprawę, jak głupie to było. Zgubiłem się, nie wiedziałem gdzie jestem a na dodatek nie znalazłem wampirzycy. Przystanąłem i oparłem ręce o uda, pochylając się do przodu i próbując nie wypluć sobie płuc. Nagle usłyszałem ciche łkanie. Dochodziło jakby z góry. Spojrzałem na otaczające mnie drzewa. Na jednej gałęzi dostrzegłem jakiś kształt. Zacząłem się na nie wspinać, pomagając sobie trochę czarami. Katherine siedziała do mnie tyłem, oparta o pień. Trzymała coś w dłoniach, przyglądając się temu. Ostrożnie do niej podpełzłem.
- Katherine. - Wyszeptałem cicho, kładąc jej rękę na ramieniu. Zamknęła mały, srebrny przedmiot w dłoni.
- To ty. - Odetchnęła z ulgą, ocierając łzy z policzków.
- Przesuniesz się trochę? - Spytałem. - Zaraz spadnę.
- Jasne. - Zrobiła mi miejsce. Usiadłem koło niej.
- Co to? - Spytałem, kiedy bawiła się delikatnym łańcuszkiem w dłoni. Bez słowa otworzyła go, pokazując małą fotografię. Chyba. Nie widziałem za dobrze w ciemnościach. Zapaliłem mały płomień na palcu. To nie było zdjęcie. To był portret. Były nie nim trzy osoby, których nie poznawałem.
- Kto to? - Spytałem, dotykając delikatnego papieru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz