środa, 30 kwietnia 2014

Rozdzial 30

- Teraz do Włoch - powiedziałam
- Jak?
- Na koniach - odparłam beztrosko

***

- Gdzie my teraz jesteśmy? - spytałam po 3 godzinach ciągłego cwału
- Eee... Gdzieś w Słowenii - usłyszałam w odpowiedzi - Zatrzymajmy się na chwilę... Może tam?
Wskazywała na mały, opuszczony dom.
- Jasne - odparł chłopak
Weszliśmy do domku. Poza kuchnią i łazienką, były jeszcze dwa pokoje i strych.
- Gabrielu - zaczęła elfka - Możesz na chwilę zostawić nas same?
- Jasne - mrukną, a ja spojrzałam na nią zadziwiona - Idę pochodzić po lesie
Wciągnęła mnie po schodkach i do jednego z pokoi.
- Dlaczego mu nie powiedziałaś?! - krzyknęła zła
- O czym? - spytałam niewinnie
- O 8!
- A co mu miałam powiedzieć?! - teraz i ja krzyczałam - Że istnieje 8 osoba?! Nikt do tej pory jej nie widział! Mam ponad sto lat, a słyszałam o niej raz w życiu! Powiedzieć mu kim jest?! Że jest nią jego siostra?! Że jego siostra jest Nimfą Leśną?!
- Tak!
- Żeby się o nią jeszcze bardziej martwił?! Zrozum, Sabine jest Driadą, wiem o tym i ty o tym wiesz, ale on nie może!

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdzaił 29

- Nie ma co za dużo opowiadać - zerknąłem na swoje palce. I błagam, nie nazywaj mnie magikiem, bo czuję się wtedy jakbym wyjmował króliki z kapelusza - spojrzałem na nią błagalnie. Uśmiechnęła się szelmowsko- Co by tu jeszcze powiedzieć... Gram na gitarze. Nigdy nie dawaj mi do rąk szkła, bo pewnie je stłucze.
- Ktoś jeszcze u ciebie w rodzinie jest magiem ? - spytała, chwytając mnie za rękę. Odruchowo zacząłem gładzić jej dłoń.
- Nie. Ale powiedzmy sobie szczerze, jakoś nie żałuję - skrzywiłem się. Zegar w oddali wybił dziesiątą - Muszę już iść - westchnąłem - Do jutra - pocałowałem ją jeszcze w czoło i wyszedłem. Przeszedłem na koniec ciemnego korytarza, potykając się o stary, czerwony dywan. Wszedłem do swojego pokoju, umyłem się i poszedłem spać. Nic mi się nie śniło. Rano obudziło mnie walenie w drzwi.
- Wstawaj Gabriel ! - usłyszałem głos Evaelyn - Musimy już iść !
- Moment - odkrzyknąłem, zrywając się z łóżka. Walenie w drzwi nie ustawało. Podszedłem do nich, otwierając je zgrabnym ruchem.
- Powiedziałem moment - powiedziałem do elfki, która nadal stała z uniesioną ręką. Zamknąłem drzwi, umyłem się, ubrałem i wyszedłem na korytarz. Stała już tam Katherine z Evaelyn.
- Już jestem. Nie trzeba więcej walić mi w drzwi - zgromiłem elfkę wzrokiem.
- No co ? - wzruszyła ramionami - Dobra, chodźmy.
- Co jej jest ? - spytałem się Katherine.
- Nie wiem ? Może się denerwuje, bo zaspałeś półgodziny ? - spojrzała na mnie. Wzruszyłem ramionami.
- Budzik mi nie zadzwonił. Dobra chodźmy - chwyciłem ją za rękę, idąc za elfką.

Rozdział 28

- Proszę! - zawołałam z westchnieniem podchodząc do chłopaka
- Ruszamy r... - Evaelyn przerwała, gdy zauważyła Gabriela - A on co tu robi?
- Coś - odparłam potulnie
- Ruszamy rano, mam nadzieję, że jeszcze będziecie mieć siłę - powiedziała złośliwie i wyszła
- Czy ona... - zaczęłam
- Osądziła nas - stwierdził rozbawiony
- Opowiesz mi o sobie? - spytałam siadają na łóżku - Na razie wiem tylko jak się nazywasz, że jesteś magikiem i masz siostrę Sabine
Usiadł koło mnie.

Rozdział 27

Wszedłem do pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Jesteś na mnie zła ? - spytałem cicho.
- Czemu miałabym być zła ? - zdziwiła się, odrywając wzrok od książki.
- No bo Sabine... Trochę - zaczynałem się plątać - Jest dość specyficzna - podszedłem do łóżka dziewczyny.
- Jak już to jestem zła na nią - odpowiedziała - Siadaj - wskazała podbródkiem miejsce obok siebie.
- Co czytasz ?
- "Wichrowe Wzgórza" - odpowiedziała, zamykając książkę. Zamyśliłem się na chwilę.
- Chyba nie czytałem - odpowiedziałem po chwili.
- Szkoda - westchnęła Katherine - Teraz do Włoch - uśmiechnęła się pod nosem - Moglibyśmy już tam być, gdyby ktoś...
- Oj daj już spokój - zaśmiałem się - Nie chciałem dobra ? To było nie planowane - zacząłem bawić się jej włosami.
- Tak, tak - chwyciła mnie za rękę i położyła ją sobie na policzku. Zacząłem gładzić jej delikatną skórę kciukiem. Zbliżyłem się do niej odrobinę.
- Masz ładne oczy - zacząłem jak głupi. Uśmiechnęła się delikatnie. Pochyliłem się w jej stronę i pocałowałem ją. Miała niezwykle miękkie usta. Położyła mi jedną rękę na plecach, przyciągając do siebie. Wolną dłoń wplotłem w jej cudowne, ciemne włosy. Masze pocałunki stawały się coraz głębsze i coraz bardziej namiętne. Nagle, ktoś zapukał do drzwi. Oderwałem się od dziewczyny, zrywając się na nogi.

Rozdział 26

- Gabrielu - westchnęłam na widok chłopaka
Elfka podeszła do niego i go uzdrowiła.
- Proponuję iść do jakiegoś hotelu, bo nam zasłabniesz - powiedziała Evealyn

***

Czytałam w swoim pokoju "Wichrowe wzgórze", gdy usłyszałam pukanie.
- Wejść! - zawołałam
W drzwiach pojawiła się głowa Gabriela. Machnęłam ręką żeby podszedł bliżej.

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 25

Usłyszałem krzyk Sabine. Pobiegłem szybko w jej stronę. Stała w jakimś zaułku i patrzyła ze zgrozą na Katherine.
- Zabierz ją - syknęła wampirzyca. Chwyciłem oszołomioną siostrę za ramię.
- Chodź - mruknąłem tylko. Bez słowa poszła za mną.
- Co to było ? - spytała w końcu, opierając się o ścianę budynku.
- Spokojnie - dotknąłem jej ramienia.
- Co chcesz z nią teraz zrobić ? - spytała Evaelyn.
- Nie możemy zabrać jej ze sobą - pokręciłem głową - Przepraszam, że to tak długo trwało.
- Dałam radę - machnęła ręką - Katherine nie wydaje się zachwycona...
- Wiem - podrapałem się po karku - Ochrzani mnie.
- fajną sobie dziewczynę znalazłeś - mruknęła Sabi.
- To nie jest moja dziewczyna - odpowiedziałem. Czekaliśmy w ciszy na wampirzycę. W końcu wynurzyła się z tego samego zaułka.
- Mogła nas wydać - warknęła podchodząc do mnie - A wtedy nic nie uratuje Mistrza - dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Wiem - odpowiedziałem - Ale co miałem zrobić ? Zostawić ją ?
- Ja tu jestem - wtrąciła się Sabi.
- Cicho - uciszyliśmy ją we dwójkę.
- Czyli co zamierzasz zrobić ? - spytała wampirzyca, opierając rękę na biodrze.
- Odstawić ją do domu. To zajmie chwilę. Obiecuję.
- Jak tam chcesz - mruknęła - Tylko nie rób czegoś głupiego.
- Okej - chwyciłem siostrę za rękę, zaczynając wypowiadać formułę odpowiedniego zaklęcia. Znowu podróż cieniem. Po chwili byłem w swoim domu.
- Ładnie tutaj - rozejrzała się dookoła Sabi.
- Nie wychodź i nie otwieraj nikomu - powiedziałem tylko, opierając się o ścianę. Znowu kręciło mi się w głowie - Mam nadzieję, że wrócę szybko - w myślach już zaczynałem wypowiadać odpowiednią formułę. Byleby starczyło mi sił.
- Znowu mnie zostawiasz ? - usłyszałem tylko i zacząłem znowu przenosić się do Rumunii. Wylądowałem przecznicę od klubu. I tak nieźle. Poczłapałem do dziewczyna, które chyba nie były w najlepszych humorach.

Rozdzial 24

Mierzyłyśmy się wzrokiem. Ja i Evealyn kontra jego siostra.
- Coś nie tak ? - spytał chłopak
- Nie - odparłam słodko - Zastanawiałam się jakiej jest rasy
- Jak to: Jakiej rasy? - spytała
- Jestem Katherine, a ty?
- Sabine
- A ja jestem Evealyn - wtrąciła elfka
- O co chodzi z rasami?
- Ty naprawdę nic nie wiesz? - westchnęłam
- Kiedy ty ja zaakceptujesz? - dopytywał się Gabriel
- Kiedyś na pewno - odparłam - A jeśli chodzi o rasy. Twój brat jest magiem - zwróciłam się niechętnie do młodej - Ale ty nie wykazujesz żadnych tego oznak
- A czym ty jesteście?
- Gabrielu idę zapolować - powiedziałam ignorując pytanie
- Jasne. Musisz codziennie?
- Musisz się do tego przyzwyczaić - zaćwierkałam wesoło idąc w stronę baru
Słyszałam idącą za mną Sabine. Podeszłam do barmana.
- Cześć - powiedział taksując mnie wzrokiem
- Hej. Mógłbyś mi pomóc? - spytałam obierając się o ladę
- W czym?
- Przejdziemy się na chwilę na dwór?
Kiwnął głową i po chwili wychodziliśmy. Mrugnęłam do Gabriela.
- Więc? - spojrzałam na barmana i chwyciłam go za szyję przyciągając ją do warg. Zaczęłam się pożywiać, po czym usłyszałam krzyk Sabine, która przyszła tu za mną. Zaraz potem kroki magika i elfki, bo przybiegli zobaczyć co się dzieje.

Rozdział 23

- Ostrzegam, że mam dwie lewe nogi - uśmiechnąłem się półgębkiem. Wmieszaliśmy w tłum tańczących nastolatków. Zaczęliśmy ruszać się w rytm muzyki. Nagle zabrzęczała mi komórka. Wyciągnąłem ją z kieszeni. Sabine. Odszedłem gdzieś na ubocze.
- Tak ? - spytałem, próbując ją usłyszeć.
- Cześć Gabi - przywitała się siostra - Nie przeszkadzam ?
- Nawet nie - pomachałem szukającej mnie Katherine. Podeszła powoli.
- Coś się stało ? - spytała tuż koło mojego ucha.
- Gabi słuchaj - zaczęła moja siostra - Gdzie mieszkasz ? Bo tata... - głos się jej załamał. W tle usłyszałem walenie w drzwi - On zwariował - załkała moja siostra - Mogę się do ciebie przeprowadzić ?
- Nie ma mnie w domu. Nie mam jak wrócić - poczułem, że trzęsą mi się ręce. Jeśli ten idiota zwany moim ojcem ją skrzywdzi... Będzie żałować.
- Proszę. Powiedz chociaż gdzie. Ja sama znajdę - mówiła szeptem. Pewnie się gdzieś schowała.
- Zaraz będę - odszepnąłem. Wampirzyca położyła mi rękę na ramieniu.
- Co jest ?
- Ojciec zwariował i chyba chce zabić Sabi - odpowiedziałem, szukając wzrokiem Evaelyn - Muszę jej pomóc.
- Nie dasz rady - potrząsnęła moim ramieniem.
- Sam nie. Ale jeśli ktoś mi pomoże ? Może się udać - wmieszałem się ponownie w tłum. W końcu zauważyłem elfkę. Chwyciłem ją za ramię.
- Co ? - próbowała przekrzyczeć muzykę.
- Możesz mi pomóc ? - spytałem.
- A o co chodzi ? - opowiedziałem jej całą historię w mocnym skrócie. Skinęła tylko głową. Wskazała na wyjście z klubu. Na dworze zaczynało już robić się ciemno.
- Otworzę portal. Masz wejść, pomyśleć o swoim domu, wziąć siostrę i wejść ponownie w portal - wyjaśniła mi szybko - Ja rzucę zaklęcie, jednak nie wiem ile czasu wytrzymam. Musisz zrobić to szybko.
- Okej - skinąłem głową. Po chwili przede mną otworzyło się coś na kształt dziury. Wszedłem w nią, wyobrażając sobie po kolei mój stary dom w Irlandii. W końcu wylądowałem w salonie. Wszystko było tak, jak zapamiętałem. Nagle w jednym z pokoi rozległ się wysoki krzyk. Pobiegłem w jego stronę. Stanąłem jak wryty przed wyważonymi drzwiami. Ale to nie to mnie zamurowało. Moja siostra kuliła się w kącie, próbując odgonić się od stojącej nad nią postaci. Cały pokój był zdemolowany. Zasłony zerwane, pościel ściągnięta z łóżka, książki i inne przedmioty leżały rozrzucone po całej podłodze.
- Zostaw ją ! - krzyknąłem od progu, rozpalając ogniki na mojej dłoni.
- Kogo my tu mamy ? - spytał ochrypniętym głosem mój ojciec. Nie mogłem zobaczyć do końca jego twarzy - Syn marnotrawny wrócił...
- Zamknij się - warknąłem - Sabi. Chodź.
- A bierz ją sobie - zawołał ojciec. Siostra szybko zerwała się z ziemi i podbiegła do mnie. Chwyciłem ją za rękę, ciągnąc w stronę portalu.
- Trzymaj się mocno - szepnąłem, wchodząc do środka. Po chwili byliśmy z powrotem w Rumunii. Obie dziewczyny wpatrywały się w moją siostrę.
- Coś nie tak ? - spytałem, otrzepując spodnie.

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 22

- Chodźmy do jakiegoś klubu - powiedziała elfka
Wzruszyłam ramionami i ruszyliśmy za nią.

***

- Zatańczymy? - spytał Gabriel
Siedzieliśmy w rogu sali. Evealyn tańczyła gdzieś na parkiecie.
- Jasne
Wstaliśmy od stołu, weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 21

- Tak - odpowiedziałem, wchodząc na konia. Jeszcze nie byłem taka niedorajdą, bym nie umiał jeździć konno. Jednak faktycznie, dawno tego nie robiłem i teraz żałowałem.
- To co ? Jedziemy ? - spytała elfka, odwracając się do nas. Skinąłem głową, dając koniu łydkę. Posłusznie ruszył stępem.
- Chcemy tam dotrzeć przed jutrem - zawołała Katherine, wyprzedzając mnie w galopie. Spiąłem konia, przechodząc najpierw w kłus a potem w galop. Primrose mocno wybijała i z każda chwilą bałem się, że nie utrzymam się w siodle. Wyjechaliśmy w końcu z lasu. Otaczało nas pustkowie, co było dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że nie byliśmy aż tak daleko od miasta. Dziewczyny wyprzedziły mnie dość mocno. Nadal miałem je w zasięgu wzroku, jednak wyraźnie przyśpieszały.
- Dasz radę ? - spytałem, pochylając się nad szyją wierzchowca. Klacz parsknęła radośnie, ruszając jak torpeda cwałem. Uniosłem się lekko w strzemionach, kurcząc jednocześnie ramiona. Poruszałem się razem z koniem, tworząc harmonijną całość. Już po chwili dogoniłem dziewczyny i musiałem hamować Primrose, by nie pognała dalej. Klaczka była pełna, rozpierającej ją energii.
- Mogę ? - spytałem, patrząc na elfkę. Skinęła głową z uśmiechem. Wystarczyło, że poluzowałem wodze. Klacz pognała przed siebie, co jakiś czas wykonując małe podskoki radości. W końcu ujrzałem miasto. Nie było jakieś super duże ani nic. Zwykłe miasteczko na obrzeżach większego miasta. Zwolniłem do galopu a potem do kłusa. Primrose wesoło zarżała, potrząsając łbem. Poklepałem ją po szyi, uśmiechając się do siebie.
- Od razu lepiej wyglądasz - stwierdziła Katherine, przejeżdżając koło mnie.
- Dzięki - odpowiedziałem, poprawiając sterczące na wszystkie strony włosy.
- Całkiem nieźle jeździsz - zauważyła Elfka - Gdzie się uczyłeś ?
- Na farmie u babci - odpowiedziałem, zsiadając. Dojechaliśmy już na miejsce. Teraz będziemy zwiedzać... Za jakie grzechy ?

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 20

- Czujesz się lepiej? - spytałam
- Tak
- To dobrze  - westchnęłam z ulgą - Idziemy poszukać Evaelyn i jedziemy trochę pozwiedziać Rumunię.
- Na czym - jęknął
- Na koniach - odparła elfka podchodząc z trzema uzdami w ręce
To były 2 klacze i jeden ogier. Jedna była myszata, druga miała maść bułaną, a ogier był kary. Klasnęłam wesoło w ręce.
- Pamiętam jak karoce były w nie zaprzęgane - powiedziałam wsiadając na myszatą klacz
- Nazywa się Kiss - uśmiechnęła się
- Zgaduje, że mi przypada kary? - spytał Mag
- Nie, nie poradziłbyś sobie z Sprintem. Jedziesz na Primrose
- Gabrielu? Jedziemy? - spytałam niepewnie

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 19

Zagłębiliśmy się w las. Cały czas czułem skutki magii. Ciężki oddech, kłucie w piersi...
- Katherine - powiedziałem w końcu - Ja nie dam rady iść dalej - oblizałem suche wargi - To zaklęcie mnie wykończyło. Muszę choć na chwilę odpocząć - usiadłem na jakiś kamieniu. Wampirzyca spojrzała za oddalającą się jaskółką.
- Zaczekaj tutaj - położyła mi rękę na ramieniu - Przyprowadzę pomoc - wyszeptała, biegnąc za ptakiem. Oparłem głowę na dłoniach, zamykając oczy. Nadal byłem zmęczony, jednak oddech stał się spokojniejszy. W jego miejsce przyszły dreszcze. Przetarłem twarz dłonią, raz po raz zamykając i otwierając oczy. Wydawało mi się, że minęły wieki, kiedy zza drzew wyłoniła się postać Katherine. Byłem już na skraju przytomności. Najwyraźniej musiała to zauważyć, bo czym prędzej podbiegła do mnie. Osunąłem się w jej ramiona.
- Jezu. Gabriel - jęknęła, próbując mnie z powrotem posadzić.
- Czekaj - podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Miała dziwne szpiczaste uszy i białe, długie do pasa włosy. Biła od niej łagodność i dobroć. Jednak wyraz jej twarzy wyrażał pewnego rodzaju strach. Położyła mi swoją zimną dłoń na czole - Jest wyczerpany - Głos elfki dochodził jakby z oddali. Mówiła coś jeszcze, jednak jej słowa już do mnie nie docierały. Zemdlałem po raz kolejny.

Ktoś dźgał mnie w nos.
- Kim jest ten pan mamo ? - spytał dziecięcy głosik tuż koło mojego ucha. Otworzyłem oczy. Dziewczynka pisnęła i gdzieś odbiegła. Z trudem podniosłem się na łokciach. Byłem w jakimś pokoju. Wszystko było tutaj z drewna. Leżałem na jakimś łóżku. Jak ja się tutaj do jasnej cholery znalazłem ? Z trudem podniosłem się na nogi. Opierając się o meble, wyszedłem na dwór. Znajdowałem się w jakiejś wiosce elfów. Wspomnienia powróciły wielką falą. Oparłem się o ścianę budynku i zamknąłem oczy.
- Oczyść umysł - mówiłem sobie w myślach. Oddychałem głęboko, powoli porządkując sobie wszystkie wydarzenia. Ktoś dotknął mojego ramienia. Otworzyłem oczy i zobaczyłem poważną twarz Katherine.

Rozdział 18

- Chodź. Zaraz poczujesz się lepiej - pomogłam mu wstać
- A gdzie mniej-więcej jesteśmy?
- Chyba w Rumunii - stwierdziłam patrząc na niebo - Ale daleko od celu.
- A skąd wiesz, że w Rumunii?
- Po niebie latają smoki - wskazałam jedna z istot
- Dobra - westchnął - Co teraz?
- Szukamy elfki - wzruszyłam ramionami - Najłatwiej będzie w lesie
Ruszyliśmy w stronę najbliższych drzew. Kucnęłam wyciągając rękę w górę. Usiadła na niej jaskółka.
- Wiesz gdzie może być elfka, której szukamy? - spytałam
Ptaszek zaćwierkał w odpowiedzi i pofrunął na północ.
- Chodź - poszłam za jaskółką

Rozdział 17

Skinąłem głową. Czekała nas długa podróż.
- Czym w ogóle będziemy jechać ? - spytałem , próbując nadążyć za wampirzycą - Wątpię, byśmy mieli jechać przez pół kontynentu stopem.
- Oczywiście, że nie - biegliśmy dalej przez deszcz - Dużo łatwiej będzie nam podróżować cieniem.
- Czym ?
- Opowiem ci, jak będziemy u Mistrza - powiedziała tylko. W końcu zobaczyłem znajomy budynek z czerwonej cegły. Katherine wyszeptała słowa klucze i bramka otworzyła się z impetem. Wbiegliśmy do domu. Teraz ja też byłem cały mokry.
- To jak z tym transportem ? - dopytywałem.
- Potrzebna jest twoja magiczna moc - zaczęła - Tu masz zaklęcie... - chwyciła jakąś zakurzoną księgę z stolika.
- Nie - przerwałem jej.
- Co nie ? - spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Nie mogę użyć tego zaklęcia. Nie, póki go nie potrenuję. Może nas wtedy wywalić... No wszędzie. Mogę tego nie opanować...
- Pamiętasz wczorajszy wieczór ? - spytała, podchodząc do mnie. Chwyciła mnie za rękę i przejechała kciukiem po cienkiej bliźnie. Przeszedł mnie dreszcz - Zaufałeś mi. Teraz ja zaufam tobie - wyszeptała, podnosząc na mnie wzrok. Wolną dłonią objąłem jej policzek. Otarłem pojedyncza kroplę deszczu, która jeszcze nie spłynęła.
- Spróbuję - wyszeptałem, odsuwając się od niej. Drżącymi rękami sięgnąłem po księgę. Pożółkłe już strony wydawały się tak delikatne, jakby miały rozpaść się pod moimi palcami. Przeczytałem parę razy zaklęcie wypisane wyblakłym już tuszem.Było trudne do wykonania i wymówienia. Jak wszystkie te starocie.
- Okej. Tutaj jest napisane, że musisz mnie chwycić za rękę, jeśli chcesz się przenieść razem ze mną - dziewczyna chwyciła mnie mocno za dłoń. Zacząłem wypowiadać formułę. Czułem jak magia mnie wypełnia. Jednak ta nie była przyjemna. Była ciemniejsza od tej w parku. Przechodziły mnie na zmianę fale gorąca i zimna. Kiedy wypowiadałem ostatnie słowa, czułem, jak opuszczają mnie siły. Wzrok zasnuła mi czarna mgła. Chyba zemdlałem. Nie wiem. W każdym bądź razie, kiedy otworzyłem oczy, leżałem na ziemi. Kawałek dalej również leżała Katherine. Chciałem wstać, jednak ziemia zawirowała mi przed oczami.
- Nic mi nie jest - powiedziała wampirzyca wstając. Podeszła do mnie - Ale o tobie nie mogę tego powiedzieć - odwróciła mnie na plecy. Czułem się kompletnie wyczerpany.
- Gdzie jesteśmy ? - spytała - Bo na Rumunię to mi to nie wygląda.
- Musiało nas wyrzucić wcześniej. Nie miałem dość sił... - skrzywiłem się, czując uporczywe kłucie w piersi.

Rozdział 16

- Zbieraj się, musimy uciekać - powiedziałam
Kiwnął głową i wpuścił mnie do środka
- Poczekaj chwilę - pobiegł na górę
Po chwili wrócił z torbą przewieszoną przez ramię.
- Chodź - złapałam go za rękę i pobiegliśmy w deszcz - Musimy dosłownie na minute zajrzeć do mnie, bo poszłam polować i zapomniałam plecaka.
- Dobrze
Weszliśmy do domu i podeszłam do szafki na korytarzu. Wzięłam torbę.
- Chcesz jeszcze coś zjeść? - spytałam - Mamy przed sobą długą drogę
Rzuciłam mu jabłko. Złapał je w locie.
- Możemy już iść?
Już miałam odpowiedzieć gdy do pokoju weszła mała kulka w postaci kotka.
- Shira! - krzyknęłam na widok syjama
- Masz kota? - spytał Gabriel
- Tak - powiedziałam tuląc kotkę - Ale poradzi sobie sama
Wskazałam palcem mapę, którą zostawiłam przed wyjściem na polowanie.
- Tam masz zaznaczone gdzie będziemy jeździć
- Francja, Hiszpania, Rumunia, Włochy... - wymieniał
- I Brazylia - dokończyłam z uśmiechem - W każdym państwie jest jedna osoba, która może nam pomóc zakończyć wojnę, jedna z siedmiu
- Siedmiu? - zmarszczył brwi - 5 krajów, czyli 5 osób i ja to 6, a siódma?
- Zgadnij - zaśmiałam się - We Francji jest Nimfa wodna, w Hiszpanii - Wilkołak, w Rumunii Elfka, we Włoszech Smok, a w Brazylii Wróżka
- Smok?
- Może się zmieniać w człowieka i na odwrót - uspokoiłam go - Weź mapę
Kotka zeskoczyła z moich rąk i pomaszerowała... gdzieś.
- Proponuję kolejność: Rumunia, Włochy, Francja, Brazylia i Hiszpania
- A dlaczego tak? - zaciekawił się
- W Hiszpanii jest wilkołak - skrzywiłam się - Jeśli mnie ugryzie umrę, poza tym nasze razy za bardzo za sobą nie przepadają. Idziemy?

Rozdział 15

Westchnąłem ciężko, podnosząc się z krzesła.
- Chętnie bym został, ale muszę zadzwonić do siostry i zrobić parę rzeczy w domu - odpowiedziałem, kierując się do drzwi.
- Szkoda - zasmuciła się wampirzyca. Przez chwilę przyglądałem się jej. Nadal była trochę blada, ale to chyba naturalnie.
- Wrócę wieczorem. Obiecuję ! - zawołałem i wyszedłem na dwór. Świeciło piękne słońce, jednak od wschodu zbliżały się burzowe chmury. Wcisnąłem ręce do kieszeni spodni, powoli kierując się do domu. Po drodze minąłem sklep muzyczny. Właściciel nadal odprowadzał mnie zdziwionym wzrokiem. Na zapleczu był taki syf, że musiałem pomóc sobie magią. Użyłem jednak za silnego zaklęcia i posprzątałem wszystko w mniej niż pięć minut. Spędziłem więc kolejne trzydzieści, patrząc się w sufit. Facet był tak zdziwiony, że szybko skończyłem, że nadal nie mógł w to uwierzyć. Kiedy dotarłem na swoją ulicę, zaczęło kropić. W ostatniej chwili wskoczyłem na werandę.Niebo jak na czyjś znak pociemniało a deszcz wściekle uderzał o rozgrzany asfalt. Zerwał się nieprzyjemny, chłodny wiatr. Czym prędzej wszedłem do środka. Próbowałem zapalić światło, jednak wywaliło korki i nie było prądu. Zapaliłem mały płomyk na mojej dłoni, rozświetlając nieco panujące ciemności. Wszedłem po schodach do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku, obserwując to, co działo się za oknem. Drzewa uginały się prawie do ziemi, deszcz wściekle uderzał o szybę a niebo pociemniało tak, że równie dobrze mogłaby być noc. Wyciągnąłem z szafki telefon i wybrałem numer do Sabi. Odebrała po trzecim sygnale.
- Halo ?
- Cześć Sab - przywitałem się.
- Hej Gabi - odpowiedziała sennym głosem.
- Wszystko dobrze ? - zaniepokoiłem się.
- Tak, tak. Tylko właśnie się obudziłam. Miałam ciężką noc - odpowiedziała bardziej przytomnie - Co tam u ciebie ?
- Całkiem dobrze - oparłem się o ścianę - Urządziłem się, znalazłem pracę... - opowiadałem. Wolałem nie wspominać o Mistrzu ani o Katherine.
- Znaleźć to ty powinieneś dziewczynę - zaśmiał się do słuchawki. Dobrze było słyszeć jej głos. Chciałem coś odpowiedzieć, jednak przerwało mi walenie w drzwi.
- Czekaj. Zadzwonię później. Ktoś do mnie puka - powiedziałem szybko, rozłączając się. Powoli zszedłem na dół. Rzuciłem na siebie zaklęcie ochronne i zapaliłem ogniki na palcach. Drugą ręką gwałtownie otworzyłem drzwi.
- Co tutaj robisz ? - spytałem, patrząc na ociekającą wodą Katherine. Była ubrana w lekką kurtkę, jeansy i jakiś t-shirt. Ciężkie od nadmiaru wody włosy, opadały ciężko na ramiona. Wokół niej tworzyła się kałuża.

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 14

Otworzyłam powoli oczy i rozciągnęłam się. Spojrzałam na stół, leżała na nim kartka z wiadomością od Gabriela. Westchnęłam i weszłam do kuchni i zaczęłam robić śniadanie. Po chwili do domu wszedł chłopak.
- Chcesz jajecznicę? - spytałam
- Jasne. Czujesz się lepiej?
- Tak. Smacznego - powiedziałam kładąc jedzenie na stole w jadalni.
- Dzięki - powiedział opadając na krzesło
Wzięłam swoja porcję i usiałam koło niego. Zjedliśmy w ciszy.
- Zaraz wracam, muszę się przebrać - stwierdziłam w końcu
- Możesz zostać tak jak jesteś! - zawołał za mną
Weszłam po schodach i przebrałam się w dwuczęściowy, fioletowy strój kąpielowy i owinęłam się czarnym ręcznikiem.
- Idziesz ze mną popływać?
- Gdzie? - zdziwił się
- Z tył domu jest basen

Rozdział 13 ( I bynajmniej nie pechowy;))

Spojrzałem na dziewczynę i poczułem,  że mimowolnie się uśmiecham.
- Ładnie wyglądasz - stwierdziłem,  podchodząc do niej.
- Dziękuję - odpowiedziała skinieniem głowy - Tylko niczego nie rozwal - powiedziała i wyszła z pokoju,  kołysząc biodrami.
- Pomogę ci - objąłem ją w pasie, pomagając pokonywać następne stopnie. Kiedy podchodziła powoli do sofy,  dorzuciłem parę sztabek drewna do ognia. Od razu zrobiło się cieplej i przyjemniej.
- Dobranoc - podszedłem do wampirzycy - Kolorowych snów - pochyliłem się nad nią. Włosy rozsypały się po białej poduszce,  tworząc wokół jej głowy brązową aureolę.
- Dobranoc - Wyszeptała. Pochyliłem się jeszcze bardziej,  po czym ją pocałowałem. Jej usta były niezwykle miękkie. Jęknęła, pogłębiając nasz pocałunek. Wplotłem rękę w jej gęste włosy,  całując ją namiętnie. Położyła mi rękę na plecach i przyciągnęła do siebie.
- Dobranoc - wyszeptała, odsuwając się ode mnie.
- Dobranoc - powiedziałem z uśmiechem,  kierując się na schody. Położyłem się w samych bokserkach i po chwili zapadłem w sen. Obudziło mnie uporczywe dzwonienie telefonu.
- Halo? - Spytałem,  nadal nie otwierając oczu. Dopiero po chwili zorientowałem się,  że to budzik i że mam jakieś pół godziny do rozpoczęcia pracy. Przeklinając,  zerwałem się z łóżka,  ubrałem w wczorajsze rzeczy i zbiegłem na dół. Katherine nadal spała. Napisałem jej notatkę,  że idę do sklepu muzycznego, po czym wybiegłem na ulicę. Pędziłem na złamanie karku. W ostatniej chwili uskoczyłem przed jadącym samochodem i wbiegłem do sklepu.
- Punktualny co do minuty - przywitał mnie właściciel. Wyglądał mniej więcej tak samo jak wczoraj. Sprany t-shirt, skórzana kurtka i spodnie spięte paskiem w trupie czaszki. Włosy spiął w kucyk.
- Masz robotę na zapleczu. Posprzątaj tam trochę - machnął ręką w stronę jakiś drzwi. Faktycznie,  mieścił się tam zagracony po granice możliwości kantorek. Wszędzie walały się opakowania po piwie,  pizzy i czymś jeszcze,  ukrytym pod pleśnią. Zwalczyłem odruch wymiotmy i wziąłem się za porządki.

Rozdział 12

Otworzyłam szerzej oczy i posłusznie zaczęłam ssać. Chłopak jęknął i objął mnie ramieniem... Po kilku minutach rana się zasklepiła, a ja odzyskałam trochę energii. Puściłam go i lekko odsunęłam ranę od ust. Otworzył oczy.
- Gabrielu - szepnęłam z czułością - To było niebezpieczne
- Powiedziałaś, że potrafisz to powstrzymać, ufam ci - uśmiechnął się niemrawo
- Ja dzisiaj na noc zostanę tutaj, ty możesz skorzystać z mojej sypialni.
- Dobrze, a które to drzwi?
- Po schodach na prawo i będą na wprost - wytłumaczyłam - W sumie cie zaprowadzę muszę się przebrać
Wstałam i z pomocą Gabriela doszliśmy do pokoju.
- Tam będziesz spał - wskazałam na łóżko i obierając się tym razem na meblach powlokłam się do garderoby. Wybrałam to co zwykle czyli krótką, czerwoną koszule nocną.
(Dla ludzi bez wyobraźni ;))
Wyszłam z garderoby, a chłopak na mnie spojrzał.

Rozdział 11

Odetchnąłem z ulgą. Nic jej nie jest.
- Okej. Powoli - zacząłem - obróć się na plecy - dziewczyna zrobiła to z cichym jękiem. Zerknąłem na tkwiący w jej plecach drewniany kołek. Jedną rękę położyłem jej na plecach a drugą objąłem broń. O ile można to tak nazwać. Szybkim ruchem wyciągnąłem go z jej ciała. Krzyk dziewczyny przeciął wieczorne powietrze. Odrzuciłem kołek w krzaki. Wyszeptałem zaklęcie ochronne, otaczając nas niewidzialną tarczą.
- Już dobrze - położyłem sobie jej głowę na kolanach, głaszcząc ciemne jak heban, ciężkie loki.
- Pomożesz mi wstać ? - spytała cicho. Wydawała mi się taka krucha i drobna. Objąłem ją ręką w pasie, pomagając podnieść się na nogi. Wolną ręką otoczyła moje ramię.
- Prowadź - powiedziałem cicho - Nie pamiętam, gdzie mieszkasz - Wampirzyca przez cały czas instruowała mnie, jak dotrzeć do swojego domu. Nadal była bardzo słaba. Ledwo doszliśmy do odpowiedniej ulicy, kiedy osunęła się na ziemię. Wziąłem ją na ręce, prowadzony jedynie jej cichym głosem. Cholera, cholera, cholera... W końcu doszliśmy do jej domu. Magią otworzyłem drzwi i wniosłem ją do środka. Była bledsza niż zwykle a oczy zdawały się tracić blask. Położyłem Katherine na sofie w bawialni i zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu noża. Jedynym źródłem światła był ogień buchający wesoło w kominku. W końcu znalazłem ostrze. Leżało na szafce, obok jakiegoś kufra. Szybkim ruchem naciąłem swoje przedramię. Podszedłem do dziewczyny.
- Pij - nakazałem, przykładając ranę do jej ust.

Rozdział 10

Wsłuchiwałam się w otaczająca nas ciszę.
- Nic tu nie ma - powiedziałam uspokajająco - Chodźmy do mnie do domu, będzie bezpieczniej.
Chłopak kiwnął lekko głową i pomógł mi wstać. Po paru minutach było już ciemno, a ja usłyszałam szelest liści.
- Czekaj - zatrzymałam go
- Co?
- Słyszysz?
W tym momencie z krzaków wyskoczył goblin z drewnianym kołkiem w ręce. Krzyknęłam wysuwając kły. Chwyciłam karła za szyję i podniosłam wyżej dusząc go. Moje oczy płonęły czerwonym blaskiem. Chwilę później goblin padł martwy na ziemię i usłyszałam krzyk chłopaka.
- Katherine! - słyszałam w głosie panikę
Już miałam się odwrócić, gdy poczułam, że ktoś wbija mi w plecy kołek. Krzyknęłam z bólu obracając się. Szybko złamałam goblinowi kark i upadłam na ziemię.
- Gabrielu... - jęknęłam cicho
Mag podbiegł do mnie ze łzami w oczach.
- Katherine... - szepnął
- Nie trafił - znów jęknęłam - Wyciągnij to ze mnie

Rozdział 9

Zaniemówiłem. Nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Ale... - zacząłem. Nadal nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Wydaje ci się to dziwne prawda ? - spytała, patrząc na mnie.
- I po co mi było ruszać się z Irlandii ? - spytałem sam siebie, splatając dłonie za głową - Trzeba było siedzieć na tyłki i gadać o kobaltach.
- Ktoś w końcu musi zakończyć tą wojnę - wampirzyca nakładała nacisk na każde słowo, podkreślając je, dźgając mnie w pierś - I wypadło na ciebie.
- Ale ja nie dam rady ! - krzyknąłem, zwracając uwagę osób siedzących obok nas. Uniosłem dłoń w przepraszającym geście.
- Zachowuj się ciszej - syknęła mi do ucha dziewczyna.
- Jak mam się do cholery zachowywać cicho, jeśli dowiedziałem się, że ode mnie... - coś przyciągnęło mój wzrok. Szybki ruch wychwycony kątem oka. Odwróciłem się w tamtą stronę, jednak nikogo tam nie było.
- Coś nie tak ? - spytała Katherine, patrząc tam gdzie ja.
- Jesteśmy obserwowani - wyszeptałem. Zacząłem mruczeć zaklęcie Widzenia. Powietrze falowało w miejscu, gdzie stała jakaś postać. Niewidzialność. Nieźle. Zacząłem ją neutralizować, jednak coś stanęło mi na drodze. Inny mag. Otworzyłem oczy i spojrzałem na dziewczynę siedzącą obok mnie. Wpatrywała się we mnie z zaciekawieniem.
- Musimy iść - chwyciłem ją za nadgarstek. Jej skóra była zimna. To tak jakbym chwycił kostkę lodu. Zacząłem biec w stronę... No w każdym bądź razie gdzieś. Przy okazji potrącałem ludzi. Odwracali się, by nas opieprzyć, jednak biegliśmy dalej. W końcu przedostaliśmy się do mniej zaludnionych uliczek. Było tu chłodniej niż na placu. Wszędzie walały się śmieci. Gdzieś nawet przebiegł rudy szczur.
- Co widziałeś ? - spytała wampirzyca, chwytając mnie za ramiona. Oddech mi przyśpieszył. Czułem, jak robi mi się nieznośnie gorąco. Czułem się jak w transie. Dziewczyna potrząsnęła mną - Co widziałeś ?!
- Padnij ! - zawołałem tylko, rzucając się na nią. Po chwili tak, gdzie staliśmy, wybuchł ogień. Wampirzyca wpatrywała się w niego. Wyszeptałem zaklęcie ochronne. Coś się szykuje. I to nie jest nic dobrego.

Rozdział 8

- Mogę poszukać później - westchnęłam
- Kogo?
- Już nikogo.
- Taak? - uniósł brew
- Musisz się przyzwyczaić, że jestem wampirem i co najmniej raz dziennie poluję.
- Ach...
- Co robiłeś w sklepie muzycznym? - spytałam jakby od niechcenia
Mruknął coś.
- Chodź.
- Gdzie znowu? - jęknął
- Musze ci chyba coś wyjaśnić
Ruszyliśmy w stronę fontanny i usiedliśmy na ławce.
- Wiec - zaczęłam - Zauważyłeś, że trzeba znać odpowiednie słowa, by wejść do domu Mistrza?
Spojrzał na mnie jak na wariatkę, ale ja pozostałam poważna.
- Tak...
- Niewielu je zna. Chcesz wyjść? Broszę bardzo, ale z wejściem będzie większy problem. Musimy chronić mistrza.
- Przed czym? - zdziwił się
- W świecie Cieni jest wojna.
- A co to się ma do mnie?
- Jesteś jednym z jedynych, którzy potrafią ją zakończyć, a żeby przeżyć musisz trzymać się mnie.

Rozdział 7

Wolałem nie pytać, co chciałbym próbować. Szliśmy jeszcze przez chwilę w ciszy.
- Zamierzasz jeszcze gdzieś mnie zabrać, czy mogę już wracać do siebie ? - spytałem w końcu. Wampirzyca zastanowiła się na chwilę.
- Możesz iść. Jutro też po ciebie przyjdę - mrugnęła zalotnie i odeszła. Przez chwilę patrzyłam za nią, po czym ruszyłem w stronę domu. Odetchnąłem z ulga na widok białego domu w stylu wiktoriańskim. Kiedy go wynajmowałem , nie byłem pewny co do tego całego przepychu. Jednak już po chwili zakochałem się w zdobionych misternie oknach, daszkiem nad drzwiami oraz werandą i rzeźbionych wykończeniach. Wszedłem po skrzypiących lekko schodach na werandę. Odetchnąłem z ulgą, czując świeży zapach drewna. Jednak, kiedy wszedłem do środka, zmarszczyłem brwi. Ktoś tu był. Rzuciłem na siebie zaklęcie obronne i ruszyłem na obchód domu. W kuchni nic. Salon też pusty. Piętro czyste łącznie ze strychem. Piwnica była nadal zabita deskami, więc i tak nikt by tam nie wszedł. Ktokolwiek tu był, wyniósł się. I bardzo dobrze. Przebrałem się w krótkie spodenki do spania oraz biały podkoszulek. Położyłem się do łóżka. Przez chwile jeszcze myślałem, o tym co się dzisiaj stało. Po chwili jednak zapadłem w głęboki, niczym nie zmącony sen. Rano obudziły mnie promienie słońca, padające prosto na moje oczy. Przeciągnąłem się i zszedłem na dół. Wszystko było na swoim miejscu. Zjadłem szybko śniadanie, przebrałem się i ruszyłem do miasta. Nie miałem nic ciekawego na razie do roboty. A musiałem znaleźć sobie pracę. Prze chwilę szwędałem się po ulicach, które powoli zapełniały się ludźmi.Coś przyciągnęło moją uwagę. Był to sklep muzyczny. Sprężystym krokiem ruszyłem w jego stronę.
- To chyba cud - wyszeptałem, widząc tabliczkę, że szukają pracownika. Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Zabrzmiał dzwoneczek, ogłaszający wszem i wobec moje przybycie. Właściciel, wysiwiały już metalowiec w czarnej skórze, spojrzał na mnie.
- Tak ? - spytał odpowiednim sobie basem. Czarne włosy przetykane siwizną opadały na ramiona. 
- Ja w sprawie pracy - odpowiedziałem krótko. Zmierzył mnie wzrokiem. Czemu wszyscy to robią ?! 
- Umiesz grać na czymś ? - spytał, wstając. Był postawnym mężczyzną, napakowanym z wielkim tatuażem na ramieniu. Skinąłem tylko głową, rozglądając się dookoła. 
- Masz jakiś staż ? Pracowałeś gdzieś wcześniej ? - wypytywał dalej.
- Nie... - odpowiedziałem powoli - Choć w wakacje pracowałem w bibliotece.
- Dobra. I tak nie znajdę nikogo lepszego na to miejsce - usiadł ponownie na krześle, które z trudem utrzymywało jego ciężar - Zaczynasz jutro. O 9 chcę cię tu widzieć, albo - przejechał palcem po gardle. Ze stoickim spokojem skinąłem głową, wychodząc ze sklepu. Od razu w oczy rzuciłam mi się postać Katherine. Ciekawe co tutaj robi ? Podszedłem do niej. Stała sama, opierając się o ścianę jakiegoś budynku i kogoś szukała. 
- Szukasz kogoś ? - spytałem

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 6

- Byłeś grzeczny? - spytałam
- Tak.
- Dobrze - odparłam z zadowoleniem - Możesz poczekać tu, albo w parku przy fontannie.
- Poczekać na co? - zdziwił się
- Aż skończę się pożywiać - wyjaśniłam - Nie mam ochoty go później pilnować, a chyba nie chcesz, żebym go zostawiła z taką raną.
Przyglądałam się mu uważnie czując krew spływającą mi po brodzie.
- Poczekam - mruknął niewyraźnie
Uśmiechnęłam się kącikiem ust i ponownie wpiłam się w szyję ofiary, która jakby wyrwała się z transu uniosła głowę i patrząc na Gabriela pustym wzrokiem powiedział:
- Pomocy.
Chłopak poruszył się niespokojnie. Szybko skończyłam pić i zostawiłam go na chodniku.
- Chodź - powiedziałam wycierając usta chusteczką - Niezbyt przyjemny widok dla osoby z zewnątrz, prawda?
- Tak. Mogę ci zadać pytanie?
- Oczywiście.
- Jakim cudem się nie pobrudziłaś?
- Lata praktyki. Nauczyłam się również paru sztuczek dzięki, którym np. nie palę się w słońcu i opanowywać pragnienie, jakbyś chciał kiedy spróbować - mrugnęłam

Rozdział 5

Wampirzyca zostawiła mnie samą z Mistrzem. Przez chwilę jeszcze mnie obserwował. Stałem niepewnie,  zaplatając ręce za plecami.
- Więc? - Zaczął powoli - Jak tutaj trafiłeś?
- Tydzień temu uciekłem z domu - wzruszyłem ramionami - Nie mam żadnych bliskich za granicą,  więc wprowadziłem się tutaj.
- Yhy - skinął głową - Czy ktoś jeszcze z twojej rodziny ma Moc - wyraźnie wyczuwałem,  że powiedział Moc z wielkiej litery.
- Nie. Tylko ja.
- Pokażesz mi jak czarujesz? - Spytał,  przyglądając mi się uważnie. Wyciągnąłem przed siebie prawą dłoń. Była pokryta różnymi bliznami po licznych znakach i piętnach.
- Infernus - wyszeptałem i na palcach zapaliły się wesołe ogniki. Zacisnąłem dłoń w pięść,  gasząc je.
- Nie boli cię to? - Spytał,  wpatrując się nadal w moją wyciągniętą dłoń. Jego wzrok przypominał kostki lodu. Chłodny i wyrafinowany. Naglący do odpowiedzi.
- Lata praktyki - wzruszyłem ramionami.
- Dobrze Panie Firework. - Odwrócił się do mnie plecami. Skrzywiłem się mimowolnie. Nie lubiłem,  kiedy ktoś zwracał się do mnie po imieniu - Jest Pan pierwszym,  tak młodym i wyćwiczonym magiem w tym mieście od paru wieków. Mam nadzieję,  że wybierze Pan właściwą drogę - odwrócił się ponownie do mnie,  świdrując mnie wzrokiem.
- Tak - wykrztusiłem przez zaciśnięte gardło.
- To wszytsko - machnął ręką w stronę drzwi,  które same się otworzyły - Radzę Panu poszukać Panny Pierce - skinąłem tylko głową i czym prędzej wyniosłem się z tego pokoju. Drzwi same się za mną zamknęły.
- To naprawdę robi się straszne - mruknąłem, kierując się w stronę drzwi. Kiedy znalazłem się w piwnicy,  dookoła znowu panowała ciemność a wrota zniknęły. Zapaliłem ponownie mały płomień na dłoni,  oświetlając sobie schody. W końcu udało mi się wyjść na zewnątrz. Odetchnąłem z ulgą,  wdychając nocne powietrze. Otrzepałem rękę o spodnie,  gasząc ogniki na mojej ręce. Ruszyłem przez pogrążone we śnie miasto w poszukiwaniu Katherine. Ładne imię tak swoją drogą. Rzuciłem zaklęcie szukające,  które jednak niczego nie wykryło. Najwyraźniej nie działało na wampiry. Szkoda. Ruszyłem powoli w stronę parku,  zastanawiając się,  gdzie mogę ją znaleźć, kiedy z jednej z bocznych uliczek rozległ się głośny jęk. Zajrzałem tam niepewnie. Wampirzyca pochylała się nad leżącym na ziemi facetem. Krew spływała mężczyźnie po szyi,  plamiąc koszulkę 
- Katherine - wyszeptałem. Dziewczyna spojrzała na mnie. Jej usta były ciemnoczerwone od krwi. Patrzyła na mnie,  jakby również chciała mnie zabić. Po chwili jednak spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
-I jak poszło? - Spytała.
- Jakoś. Pytał się o parę rzeczy i tyle.

Rozdział 4

Otworzyłam wrota i weszłam zerkając zachęcająco na chłopaka. Nerwowym krokiem ruszył za mną. Stanęłam w długim białym korytarzu.
- Drzwi na przeciwko - zaczęłam - Masz być miły i uprzejmy. Zwracaj się do niego Mistrzu. Ukłoń się i bądź grzeczny.
Zdziwiony skiną głową i stanęliśmy. Odetchnęłam głęboko i kołysząc biodrami weszłam do wielkiej sali.
- Witaj Mistrzu Valentine - powiedziałam kłaniając się
- Witam panno Pierce - powiedział uśmiechając się
- Przyprowadziłam maga
- Jak się nazywasz? - zwrócił się do chłopaka
- Gabriel Firework - odpowiedział
- Możesz nas zostawić?
- Oczywiście - odpowiedziałam i szybko wyszłam
- Przy okazji zapoluj! Marnie wyglądasz - usłyszałam jeszcze

 ***

Szłam przez miasto zastanawiając się kogo wybrać. Weszłam do parku i zobaczyłam odpowiedniego mężczyznę. Uśmiechając się podeszłam do niego.
- Dzień dobry - powiedziałam słodko
- Cześć - powiedział spoglądając mi w oczy
- Pójdziesz ze mną - zaczarowałam go
Facet kiwną głową i poszliśmy do jednego z ciemniejszych zaułków.
- Co teraz? - spytał uśmiechając się zalotnie
- Teraz się pochylisz - odczekałam, aż to zrobi - I będziesz spokojny. Nie chce zabrudzić krwią nowej bluzki.
Złapałam go za kark i przyciągnęłam jego szyję do swoich ust.

Rozdział 3

Ostrożnie zapiąłem naszyjnik na łabędziej szyi wampirzycy.
- Gotowe - odsunąłem się o krok. Dziewczyna spojrzała na mnie uważnie, zaczynając na bladozielonym t-shircie, przez przetarte jeansy, na rozpadających się tenisówkach kończąc.
- No co ? - wzruszyłem ramionami - Nie zamierzałem dzisiaj nigdzie iść.
- Nie ważne - wampirzyca zerknęła na zegarek - Gdzie mieszkasz ?
- Nie powiem ci.
- Muszę wiedzieć, czy zdążysz się przebrać - dziewczyna przewróciła oczami.
- Na Alley Street - powiedziałem niechętnie - Poznam chociaż twoje imię ?
- Jak się pośpieszysz, to zdążymy - wyszła z domu, nie odpowiadając na moje pytanie. Westchnąłem ciężko, truchtając za nią. Wyszliśmy na pustą, pogrążoną w mroku ulicę. Musiałem biec, by nadążyć za dziewczyną. W końcu zauważyłem swój dom.
- Czekaj tutaj - powiedziałem, biegnąc do drzwi. Kimkolwiek był ten "mistrz" jakoś nie śpieszyło mi się, by go obrazić. Wbiegłem po kręconych schodach do mojego pokoju, znajdującego się na piętrze białego budynku. Zapaliłem lampkę nocną i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej białą koszulę oraz czarne spodnie. Szybko się w nie przebrałem. Zbiegłem na dół.
- Miałaś czekać na zewnątrz - powiedziałem, widząc siedzącą przy kuchennym stole wampirzycę.
- Myślałam, że zajmie ci to więcej czasu. Ładnie masz tutaj - odpowiedziała, przesuwając powoli wzrokiem po kuchni.
- Idziemy ? Gdziekolwiek chcesz mnie zabrać... - spytałem, kierując się do drzwi.
- Tak. - wstała z gracją, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Otworzyłem drzwi, przepuszczając ją pierwszą. Zamknąłem je i pobiegłem za dziewczyną.
- To tutaj - stanęła przed jakimś rozpadającym się domem, zbudowanym z czerwonej cegły. Większość okiem była zabita deskami a dach zapadł się w kilku miejscach. Jednak ogród dookoła wydawał się zadbany. Otaczające dom, żelazne ogrodzenie nie było pokryte żadną rdzą ani niczym innym. Świeżo skoszona trawa leżała na kupce, niedaleko furtki. Czarne róże przy żwirowanej ścieżce prowadzącej do domu, również zdawały się być niedawno co przycięte. Białe kwiaty rosnące tu i ówdzie dodawały urokowi całemu miejscu.
- Co to właściwie jest ? - spytałem, stając przed furtką. Próbowałem ją otworzyć - Zamknięte. Jesteś pewna, że nie pomyliłaś domów ?
- Po prostu trzeba umieć wejść - uśmiechnęła się szyderczo, podchodząc. Położyła rękę na klamce w kształcie róży i wyszeptała parę słów. Bramka otworzyła się z cichym skrzypnięciem - Idziesz ? - odwróciła się w moją stronę. Skinąłem głową, niepewnie wchodząc na teren posesji. Tutaj też wyczuwałem magię, była jednak ona ciemniejsza od tej w parku. Idealna do czarnej magii. Dziewczyna zapukała do dębowych drzwi. Również się same otworzyły.
- To trochę przerażające - stwierdziłem, przechodząc przez próg.
- Zejście jest w piwnicy - zawołała wampirzyca przez ramię, już schodząc po schodach na dół. Zszedłem za nią do ciemnego pomieszczenia. Podłożyłem sobie rękę pod oczy, jednak nadal jej nie widziałem. Po chwili usłyszałem ciche kliknięcie i na ścianie pojawił się delikatny kontur drzwi.

Rozdzial 2

- Jesteś pierwszym tak młodym magiem, którego widzę, a widziałam już nie jedno - powiedziałam z miną niewiniątka
- A ty... - nie potrafił zidentyfikować mojej rasy
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i wysunęłam kły.
- Zgadnij - mrugnęłam - I postaraj się nadążyć.
Obróciłam się i bezszelestnie ruszyłam w ciemność. Słyszałam skrzypienie liści i łamanie gałązek, gdy magik chodząc niektóre nadeptywał. Po jakichś 15 minutach chłopak powiedział:
- Dokąd mnie prowadzisz?
- Tam gdzie powinieneś być.
- A dokładniej?
- Do Świata Cieni, Podziemia jak zwał, tak zwał - wzruszyłam ramionami
Nie pytał już o nic do końca drogi.

***

- Najpierw wejdziemy do mnie - powiedziałam kierując się w odpowiedzią stronę
- Po co?
- No proszę, odezwałeś się - prychnęłam - Żeby cie znaleźć musiałam się w to ubrać, a idziemy do Mistrza i muszę jakoś wyglądać.
Weszliśmy do domu i zostawiłam go w bawialni i sama poszłam przebrać się w czerwoną, długą suknię i czarne szpilki. Podniosłam medalion, który zawsze miałam na szyi i przyjrzałam mu się uważnie. Zeszłam na dół i powiedziałam zwracając uwagę magowi.
- Pomożesz mi - podniosłam naszyjnik wyżej
Wstał i odebrał ode mnie naszyjnik. Podniosłam włosy odsłaniając szyję.

Rodział 1

Chodziłem powoli ulicami miasta. Mieszkałem tutaj od... dwóch dni ? W każdym bądź razie skończyłem się rozpakowywać i postanowiłem się przejść.Słońce zaczynało już zachodzić, barwiąc niebo na pomarańczowo. Odetchnąłem głęboko chłodnym, wieczornym powietrzem. Ucieczka z Irlandii była najlepszym, co mogłem zrobić. Żadnych więcej skrzatów. Rodzina oczywiście nie wierzyła mi, kiedy opowiadałem, że to wróżki wyjadły ciastka. Może kiedy miałem 4 lata. Ale 15 ? To na pewno nie przejdzie. W każdym bądź razie jestem tutaj. W obcym mieście, całkiem sam. Chyba, że gdzieś znajdę moją kuzynkę Wynter. Z tego, co słyszałem, też była magiem. Westchnąłem i przeszedłem przez żelazną bramę parku. Otaczały mnie same wiekowe drzewa. Każde z nich miało swoją własną historię. Podszedłem do jednego z nich, kładąc rękę na pniu. Pod palcami poczułem magię płynącą z ziemi. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem dalej. Na środku parku mieściło się jezioro, które już w połowie zarosło rzęsą wodną. Usiadłem na jakimś zwalonym pniu, patrząc na powoli zapadający mrok. Miałem coś do zrobienia. Jednak musiałem poczekać, aż będzie noc. Szczególnie, że dzisiaj zbliżała się pełnia. Kiedy słońce zaszło a ziemią zapanował mrok, podszedłem do jeziora. Księżyc odbijał się w spokojnej, niczym nie zmąconej tafli. Odetchnąłem głęboko i zaczęłam wypowiadać zaklęcie. Czułem, jak magia mnie wypełnia. Od czubka głowy aż po palce u nóg. Uśmiechnąłem się, czując to. Czysta, niczym nie zanieczyszczona magia. Kiedy wypowiedziałem ostatnie słowa, przede mną ukazał się obraz. Na początku mały, zaczął ogarniać coraz większą część jeziora. W końcu zobaczyłem mój dom. Poczułem ciepło na sercu, kiedy zobaczyłem moją siostrę, siedzącą w fotelu i czytającą książkę.
- Sabi - zawołałem cicho. Rozejrzała się dookoła, szukając źródła dźwięku - Jestem tutaj - W końcu spojrzała na mnie.
- Gabi - uśmiechnęła się na mój widok. Wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętałem. Rude, podobne do mich włosy, opadały łagodną falą na ramiona a brązowe oczy patrzyły z radością. Była strasznie blada. Bledsza niż zwykle.
- Coś sie stało ? - spytałem, marszcząc brwi.
- Tata się wkurzył, że uciekłeś - wyszeptała - Nie ma ich tutaj. Poszli ciebie szukać.
- Nie znajdą mnie. Nie bój się - odpowiedziałem. Siostra jako jedyna wierzyła w to, co mówię. W jednorożce, wróżki i skrzaty.
- Dobrze - skinęła głową. Przez chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Nagle za mną rozległ się trzask łamanej gałązki.
- Muszę kończyć - powiedziałem szybko do Sabi - Zadzwonię - rzuciłem kamieniem w wodę, przerywając czar. Odwróciłem się na pięcie, jednak nikogo nie zauważyłem. Wyczarowałem na dłoni mały płomyk.
- Niezła sztuczka - ktoś wyłonił się z otaczającego mnie mroku. Była to dziewczyna. Ubrana w skórzaną kurtkę i ciemne jeansy. Ciemnobrązowe włosy opadały ciężkimi falami na jej ramiona. Była nieuzbrojona
- Dzięki - odpowiedziałem, nie wiedząc do końca, co mówić.