niedziela, 5 października 2014

Rozdział 7

Odwróciłem się,  nie wiedząc o co chodzi Katherine. Zobaczyłem dziewczynę z białymi skrzydłami. Uśmiechała się lekko do wampirzycy,  spoglądając również na Damon'a i Stefano,  którzy byli w takim samym szoku.
- Anastasia? - Wykrztusił w końcu jeden z braci.Dopiero po chwili rozpoznałem dziewczynę, którą widziałem jakieś dziesięć minut temu na fotografii.
- Kto?- Zdziwiła się Sabine,  przecierając oczy. Za dziewczyną z lasu wyszedł biało-szary koń, nie odstępując jej na krok.
- Cześć Khaty... - Zaczęła Ann'a, przyglądając się wampirzycy, która błyskawicznie zerwała się na nogi.
- To ty? - Spytała cicho, podchodząc do niej powoli. Cały obóz przyglądał się temu w napiętej ciszy.
- Nie. Caryca Katarzyna. - Zaśmiała się cicho dziewczyna, przytulając siostrę. Katherine odwzajemniła to trochę niepewnie.
- Gdzie byłaś przez cały ten czas? - Spytał Stefano.
- Zaraz wam wszystko opowiem, ale najpierw muszę porozmawiać z Kathy. - Dziewczyna uśmiechnęła się do siostry. Po chwili obie zniknęły za drzewami. Koń ruszył za nimi.  Wszyscy zaczęli zalewać pytaniami dwóch braci, nadal wpatrujących się w miejsce, gdzie przed chwilą zniknęły dziewczyny. Przyłożyłem palce do ust i zagwizdałem głośno.
- Ała... Mogłeś ostrzec. - Poskarżyła się Sabine, stojąca najbliżej.
- Dzięki. - Stefano skinął mi głową. Odpowiedziałem tym samym, opierając się o drzewo. - Anastasia to nasza siostra, która zniknęła sto lat temu. - Głos lekko mu się załamał. - A teraz...
- Rozumiemy. - Przerwała mu Lena. Rosalie potwierdziła to skinieniem głowy. W tym momencie z lasu wróciły dziewczyny.

sobota, 4 października 2014

Rozdział 6

- To jest moja matka - wskazałam postać po prawej - A to mój ojciec - tu pokazałam postać po lewej
- A to kto? - spytał Gabriel patrząc na osobę po środku
- To Anastasja  - powiedziałam ze smutkiem i nadzieją w głosie
Chłopak przyjrzał mi się uważnie. Zobaczyłam pytanie w jego oczach.
- Pewnej nocy po prostu zniknęła - wyjaśniłam i spojrzałam na księżyc - Wieczorem rozeszłyśmy się do pokoi, a rano jak przyszłam jej nie było. Nie widziałam jej od stu lat. Chodź mam wrażenie, że czasem jest niedaleko i obserwuje. Czeka na coś. Tylko nie wiem na co.
Poczułam jak jedna, samotna łza spływa po moim policzku.
- Chodźmy już - szepnął cicho Gabriel
Zeskoczyłam z drzewa i poczekałam, aż on zejdzie. Objął mnie w pasie ramieniem i rozejrzał się, jakby szukał drogi. Uśmiechnęłam się do niego lekko i ruszyłam na wschód. Po paru minutach dotarliśmy do obozu. Tam automatycznie rozejrzałam się sprawdzając gdzie kto jest. Z rozczuleniem zobaczyłam, że Damon i Stefan położyli się pod drzewem metr od siebie. Gabriel odszedł w stronę swojej siostry, a ja z gracją opadłam na ziemię między nimi. Damon uśmiechnął się z zadowoleniem i przekrzywił głowę wyraźnie oczekując, że zaśpiewam im kołysankę jak wtedy gdy byli mali.
- Nie jesteście na to za starzy? - spytałam ze złośliwy uśmiechem
- A da się być na to za starym? - odszepnął
Przewróciłam oczami zauważając, że nasza rozmowa przyciągnęła wszystkie spojrzenia. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam śpiewać.
Po skończeniu zobaczyłam zdziwienie w oczach zarówno moich braci jak i Gabriela. Ponownie uśmiechnęłam się tym razem do chłopaka.
- To kołysanka, którą śpiewaliśmy w naszej rodzinie - wyjaśniłam - A oni są ode mnie młodsi
Mignęło mi za nimi między drzewami coś białego. Jakby skrzydło i podświadomie wbiłam wzrok w tamto miejsce. Po chwili z cienia wynurzyła się dziewczyna.

sobota, 13 września 2014

Rozdział 5

Zrobiłem najgłupszą rzecz na świecie. Pobiegłem za Katherine. Słyszałem za sobą wołanie Sabine, ale jak zwykle nie zwracałem na nie uwagi. Po jakiś dwudziestu minutach biegu przez krzaczyska zdałem sobie sprawę, jak głupie to było. Zgubiłem się, nie wiedziałem gdzie jestem a na dodatek nie znalazłem wampirzycy. Przystanąłem i oparłem ręce o uda, pochylając się do przodu i próbując nie wypluć sobie płuc. Nagle usłyszałem ciche łkanie. Dochodziło jakby z góry. Spojrzałem na otaczające mnie drzewa. Na jednej gałęzi dostrzegłem jakiś kształt. Zacząłem się na nie wspinać, pomagając sobie trochę czarami. Katherine siedziała do mnie tyłem, oparta o pień. Trzymała coś w dłoniach, przyglądając się temu. Ostrożnie do niej podpełzłem.
- Katherine. - Wyszeptałem cicho, kładąc jej rękę na ramieniu. Zamknęła mały, srebrny przedmiot w dłoni.
- To ty. - Odetchnęła z ulgą, ocierając łzy z policzków.
- Przesuniesz się trochę? - Spytałem. - Zaraz spadnę.
- Jasne. - Zrobiła mi miejsce. Usiadłem koło niej.
- Co to? - Spytałem, kiedy bawiła się delikatnym łańcuszkiem w dłoni. Bez słowa otworzyła go, pokazując małą fotografię. Chyba. Nie widziałem za dobrze w ciemnościach. Zapaliłem mały płomień na palcu. To nie było zdjęcie. To był portret. Były nie nim trzy osoby, których nie poznawałem.
- Kto to? - Spytałem, dotykając delikatnego papieru.

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 4

- Gdzie nie chcesz wrócić? - spytał Gabriel
- To bez znaczenia
- Musi wreszcie pogodzić się z tym, że oni zginęli - zawołał Damon ponownie pojawiając się przed nami
- Kto? - spytał Gabriel, a ja zamarłam
- Nie rozmawiajmy o nich - zaskowyczałam
- Ale o kim?
- Gabrieli pro...
- O rodzicach - przerwał mi mój brat - Wracamy do domu
- Czyli gdzie? - spytał ciekawie chłopak
- Nigdzie nie wracam! - wydarłam się
- A kto ci niby każe gdzieś wracać? - usłyszałam głos Sabine
Z płonącymi wściekłością oczami spojrzałam na grupę. Driada cofnęła się odruchowo. Stefan wyszedł zza niej i położył mi rękę na ramieniu.
- Uspokuj się - szepnął
- Uspokuj się? - powtórzyłam z niedowierzaniem w głosie - Uspokuj się?! To nie ty, ani Damon spędziliście z nimi ponad 400 lat! To nie wy wyczuliście krew! To nie wy znaleźliście ich ciała! Zrobiłam to ja! To nie ty broniłeś wszystkich dzieci Państwa Petrovych! Nie ty usiłowałeś ich uratować!
Wykrzyczałam wszystko i po chwili zniknęłam wśród drzew.
- Katherina! - wrzasnął za mną Gabriel

Rozdział 3

- Co jest? - Spytałem, obejmując ja mocno. Katherine trzęsła się cała, nie mogąc ustać na nogach. Ostrożnie pomogłem jej usiąść. Poczułem, że ktoś za mną stoi.
- Ja... To po prostu zły sen. -  Powiedziała drżącym głosem dziewczyna, opierając się o pień drzewa. - Wspomnienie... - Szepnęła tak cicho, że ledwo to usłyszałem.
- Może powinnaś wrócić... - Zaczęła postać za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem Deamona.
- Nie wrócę tam. - Warknęła wampirzyca, posyłając mu mordercze spojrzenie.
- Zawsze byłaś uparta. - Stwierdził wampir, odwracając się na pięcie. Katherine tylko mruknęła coś w odpowiedzi, wtulając się we mnie jeszcze bardziej. Dopiero teraz zauważyłem, że nie ma w obozie prawie nikogo oprócz naszej trójki.
- Poszli się przejść. - Odpowiedział wampir, nawet się nie odwracając.
- Skąd on to... - Zacząłem, ale wampirzyca mi przerwała.
- Potrafi czytać w myślach, jeśli myślisz o czymś wystarczająco mocno. - Wyjaśniła, wstając z ziemi. - Przejdziemy się?
- Jasne. - Również się podniosłem, po czym objąłem ją ramieniem.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 2

Krążyłam niedaleko miejsca gdzie zostawiłam grupę. Po chwili usłyszałam szelest podszycia. Zaczęłam węszyć upewniając co lub kto idzie.
- Kocie wiesz... - zaczął Stefan
Uśmiechnęłam się pod nosem z tego "kocie", po czym w sekundę przygwoździłam do drzewa.
- Nigdzie nie jadę - syknęłam cicho - Nie wracam tam
Pędem wróciłam do reszty i usadowiłam się na rozłożystej gałęzi drzewa, pod którym spał Gabriel. Z rozbawieniem stwierdziłam, że nikt tego nie zauważył. Położyłam się na plecach, bliżej konara i rozluźniłam mięśnie. Otuliłam się skrzydłami i po chwili zasnęłam.

***

*Jakieś 150 lat temu*

Wracałam do domu. Bracia jechali po moich bokach.
- Co im powiemy? - spytałam wtedy
- Prawdę - stwierdził Stefan
- Jak zareagują? - zaskamlał Damon
- Stop! - wrzasnęłam
Konie zatrzymały się, chłopcy spojrzeli na mnie zdumionym wzrokiem
- Krew. Czuję krew, w wy? - wykrztusiłam
Zaczęli węszyć.
- Tak - powiedzieli równo
- Z domu, zapach dochodzi z naszego domu - dodał Damon
Z miejsca zagalopowałam i po 5 minutach przejechałam przez bramę. Zeskoczyłam, gdy Obsydian jeszcze jechał i z przerażeniem wpadłam do gospody. Kierując się węchem wbiegłam do bawialni. Tam był najmocniejszy zapach krwi. Krzyknęłam i upadłam na kolana. Zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki biegnących braci. Po chwili znalazłam się w ramionach Stefana...

***

Obudziłam się z krzykiem i zachwiałam się na gałęzi.
- Kath? - wrzasnął Gabriel, widocznie obudził się wcześniej
Zeskoczyłam i przerażona po wspomnieniu prawie upadłam. Oparłam się o chłopaka, który podszedł do mnie wcześniej i objął.

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 1

Spojrzałem zaskoczony na Katherine, kiedy warknęła na wróżkę. Deamon za to zaśmiał się a Evaelyn jedynie uśmiechnęła.
- Więc to ta wróżka? - Spytała w końcu Sabine, przyglądając się dziewczynie.
- Mam imię. - Odpowiedziała dziewczyna, mierząc moją siostrę wzrokiem.
- Dobra, dobra. Pogadacie sobie potem. - Zaczął Max. - Gdzie teraz lecimy?
- Do Hiszpanii. - Odpowiedziałem, przypominając sobie nasz plan. - Tam o ile się nie mylę jest...
- Wilkołak. - Szepnęła Katherine, spuszczając spojrzenie na ziemię.
- Powinniśmy się jeszcze tutaj zatrzymać do jutra. - Zaczął drugi z braci wampirzycy. - Wszyscy potrzebujemy dłuższego odpoczynku.
- Przejdę się. - Poinformowała Kat, ruszając w las. Chciałem ruszyć za nią, jednak przytrzymała mnie Sabi.
- Może lepiej będzie, jak zostanie na chwilę sama. - Szepnęła mi do ucha, ruchem głowy wskazując na jedno z drzew. - A ty powinieneś się przespać. Wyglądasz, jak trup.
- No dzięki. - Odpowiedziałem, tłumiąc ziewnięcie.
- No już. - Popchnęła mnie lekko. Z ulgą położyłem się na ziemi. Podłożyłem sobie plecak pod głowę i po chwili zapadłem w sen.
 

Rozdział 40

- Co tak długo? - wrzasnął Damon, gdy tylko mnie zobaczył
W odpowiedzi posłałam mu mordercze spojrzenie i podeszłam do stojących dalej Gabriela, Maxa i Sabine.
- Gdzie teraz? - spytałam
Smok ruszył z biegiem rzeki. Po chwili usłyszałam pisk Leny, automatycznie spojrzałam w kierunku głosu i ujrzałam najadę, która wpatrywała się w wampiry idące za mną. Po chwili zza dziewczyny wyszła Ewaelyn, w towarzystwie właśnie wróżki. Spojrzałam na nią przenikliwie. Wysoka i szczupła brunetka w kremowo-fioletowej sukni i fioletowymi skrzydłami. Nieznajoma przeleciała przez nas wzrokiem, które na dłużej zostało na Gabrielu i ponownie na dłużej, na Stefanie, oba spojrzenia mnie zdenerwowały, co z kolei wywołało u mnie ostrzegawcze warknięcie. Damon, chyba jedyny świadomy dlaczego to zrobiłam parsknął śmiechem. Elfka uśmiechnęła się również rozbawiona i chyba trochę zdziwiona.

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 39

- Nie wspominałaś, że masz braci - powiedziałem,nadal stojąc jak słup soli.
- Tak wyszło. - Wzruszyła ramionami. - Deamon. Złaź ze mnie. - Zaśmiała się,  spychając z siebie wampira.  Katherine wstała i  otrzepała ubranie. Spojrzała na mnie,  uśmiechając się lekko. 
- Dobra. Idziemy. - Zarządziła, kierując się w stronę Max'a - Smoka. Stał spokojnie, patrząc na nas.  Na jego grzbiecie siedziała już Sabine, trzymając mocno jeden z kolców. Za nią siedział już drugi wampir, zerkając na nas wyczekująco. Po chylił się w stronę mojej siostry, szepcząc coś do niej. Ona uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi i też coś odpowiedziała. 
- To do zobaczenia. - Powiedziała Katherine, wzbijając się w powietrze. Sabine pomogła mi wsiąść na grzbiet smoka, po czym odlecieliśmy. Podróż minęła szybko. Po jakiś 30 minutach, wylądowaliśmy na miejscu. Katherine przyleciała nam na spotkanie kilka minut później.

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 38

Roześmiałam się i dostosowałam do języku Maxa.
- Che cosa è successo? - spytałam (Co się stało?)
Gabriel i Max spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Mi sono imbattuto un albero - burknął zmieszany (Wpadłem na drzewo)
- Dovè il reso? - (A gdzie reszta?)
- Erano fuori di una fata - (Zostali z wróżką)
- Fiary? - spytała zszokowana - (Wrożką?)
- Per fortuna abbiamo trovato. E dove sei sparito? - (Prze przypadek znaleźliśmy. A wy gdzie znikneliście?)
- Siamo andati al lago - (Poszliśmy nas jezioro)
- E che cosa stavi facendo? - spytał z kpiącym uśmieszkiem (I co tam robiliście?)
Zamilkłam zmieszana, na co smok wybuchnął śmiechem.
- O co chodzi? - zaczął mag - Nic nie zrozumiałem
- Ustaliliśmy, że znaleźli wróżkę. Lecimy?
- Niby jak? - wtrącił Damon
Max zamiast odpowiedzieć zmienił się w smoka, a ja rozłożyłam skrzydła. Wampiry zagwizdały cicho. Starszy nagle uśmiechnął się irytująco i pobiegł, oczywiście jak wampir, w moją stronę. Wpadł na mnie, przy czym strasznie huknęło i potoczyliśmy się z górki, chichocząc. Wpadliśmy w kupkę liści, a ja leżałam pod nim
- Teraz na zabawy ci się zebrało? - spytałam ze śmiechem
- Dawno się nie widzieliśmy - uśmiechnął się odsłaniając zęby
- Jezu! - zawył Gabriel stając nad nami
- Nie - odparłam nadal się śmiejąc - To tylko moi bracia

   

Cały włoski zawdzięczamy Google Tłumaczowi ;)

Rozdział 37

Zesztywniałem.
- Lou? - spytałem szeptem, przyśpieszając kroku. Katherine węszyła przez chwilę w powietrzu.
- Nie. Chyba. Ten zapach jest inny... Chyba już wiem kto to - uśmiechnęła się pod nosem.
- Kto?
- Zobaczysz. To nie Lou. - odpowiedziała. Nagle rozległ się krzyk Sabine.
- Jesteś pewna? - spytałem, biegnąc w stronę obozowiska. Kiedy wybiegliśmy na polanę, jeden z wampirów skakał na jednej nodze, trzymając się za drugą, co wyglądało komicznie. Wzrokiem jednak szukałem Sabine. Stała przy jednym z drzew, trzymając coś w ręce i próbując się odgonić od drugiego.
- Hej! Zostaw ją! - zawołałem jak idiota.Coś mocno pociągnęło mnie w tył i przygniotło do drzewa. Przed sobą ujrzałem twarz wampira.
- Bo mi go jeszcze pokaleczysz Damon - podeszła do niego Katherine, kładąc mu rękę na ramieniu. Chłopak z niechęcią mnie puścił.  Rozmasowałem bolące ręce. Nawet się nie pytałem, skąd się znają, tylko podbiegłem do Sabine, która była w lekkim szoku. Jeśli nie zamierzają nas zabić, to znaczy, że są dobrzy.
- Wszystko okej? - spytałem, kucając przy siostrze.
- Przestraszyli mnie - odpowiedziała.
- Gdzie reszta?
- Poszła was szukać. Przepadliście jak kamień w wodę. - Dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Ał... Masz twardy palec. - powiedziałem, wstając.
- I twarde buty - mruknął ktoś za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem drugiego wampira. Już miał coś dopowiedzieć, kiedy z gracją słonia na polanę wpadł Max. Miał pełno liści i innych gałęzi we włosach. Klnął jak szewc po włosku. Dopiero po chwili zorientował się, że wszyscy na niego patrzą. Wampir koło mnie zagwizdał z zachwytem.
- No tego, to ja nie słyszałem. - odparł z uśmiechem.

Rozdział 36

- Też cię kocham - odpowiedziałam po pocałunku i wtuliłam się w chłopaka, lecz po chwili westchnęłam - Chyba powinniśmy już wracać
- Musimy? - jęknął
Uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Będą się martwić
- O nas? - uniósł brew
- Sabine na pewno będzie się o ciebie martwić
- Jasne, szczególnie gdy jest z Maksem, to na pewno będzie się o mnie martwić
Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko. Wstaliśmy i usłyszeliśmy szelest z pobliskich krzaków.
- Może to oni? - spytał mag
- Nie sądzisz, że zamiast się śmiać Evaelyn, by się na nas wydarła? - odparłam - Lepiej już chodźmy
Weszliśmy szybkim krokiem do lasu, szerokim łukiem omijając tamte krzaki. Wsłuchałam się w otaczający nas las. Szybkie, wampirze kroki, dwóch osób, które ku mojemu zdziwieniu minęły nas i pobiegły prosto. Prosto, w kierunku obozu. Przyśpieszyłam.
- Co się stało? - spytał zaskoczony moim zachowaniem Gabriel
- Wampiry - szepnęłam

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 35

Odchrząknąłem znacząco. Katherine podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się szelmowsko.   Pocałowałem ją namiętnie, ponownie przyciągając ją do siebie.
- Chyba powinniśmy iść - zamruczałem, chwytając ją za rękę.
- Ale... - spojrzała w stronę drzew. Wyszeptałem odpowiednie zaklęcie.
- Nie widać nas.Obiecuję. - ruszyłem do brzegu. Szybko ubrałem się, stojąc na zimnym piasku. Zdjąłem z siebie zaklęcie i  patrzyłem jak Katherine powoli wychodzi z wody. Poczekałem aż się ubierze i usiadłem na ziemi. Wampirzyca przysiadła koło mnie, opierając mi głowę na ramieniu.
- Pięknie tutaj - wyszeptała, spoglądając na mnie.
- Tak - wyszeptałem, pochylając się w jej stronę. Jej włosy lśniły w świetle pełni. - Kocham cię - pocałowałem ją namiętnie.

Rozdzial 34


- A co mam zaśpiewać? - spytałam i spojrzałam mu w oczy
- Co chcesz - szepnął
Pod koniec piosenki pocałowałam Gabriela. Spokojnie i lekko, jak muśnięcie skrzydeł motyla. Przyciągnął mnie bliżej zmniejszając odległość między nami do zera. Zamruczałam wesoło i pocałowałam go namiętniej. Przerwały nam ciche śmiechy zza drzew na brzegu. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w kierunku źródła dźwięku. Nawet ja nic nie zobaczyłam, chodź czułam się obserwowana. Zaczęło mi przeszkadzać, że woda zakrywa mnie tylko do talii, a Gabriela jeszcze trochę niżej... Chociaż nie, poziom wody przy nim, jednak mi się podobał.

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 33

- Piękna piosenka - przypatrzyłem się dziewczynie, stojącej w wodzie.Wyglądała pięknie w blasku zachodzącego słońca.
- Dzięki. - odpowiedziała z uśmiechem. Zdjąłem ubrania i również wszedłem do wody. Powoli podszedłem do Ktherine, myjącej skrzydła.
- Skąd one się właściwie wzięły? - wyszeptałem, dotykając delikatnie piór.
- Kiedyś się ich wyrzekłam. - wampirzyca odwróciła się w moją stronę - Przyzwałam je ponownie, by ratować...
- Widziałem - przerwałem jej. Zapadła cisza - Jak sądzisz? Uda nam się?
- Nie mamy wyjścia - szepnęła, wpatrując się w jezioro. Ja za to patrzyłem jej głęboko w oczy.
- Zaśpiewasz coś jeszcze? - spytałem cicho, lekko dotykając jej policzka.

sobota, 24 maja 2014

Rozdzial 32

Weszłam na polanę wściekle sycząc. Usiadłam niedaleko Leny i zaczęłam powoli rozcierać skrzydła. Evaelyn, Max, Sabine i najada ułożyli się koło Gabriela i również zasnęli. Wstałam i poruszyłam skrzydłami.
- Jest okej - wmawiałam sobie
Wzięłam rozbieg i podskoczyłam w górę, łomocząc skrzydłami. Zawisnęłam jakiś metr nad ziemią. Spojrzałam na pióra i skrzywiła się nie znacznie. Rozejrzałam się i wylądowałam na ziemi, po czym ruszyłam w stronę jeziora.

***

Zdjęłam ubrania i powoli weszłam do zimnej wody. Zaczęłam myć pióra śpiewając cicho.
Zamknęłam oczy i poddałam się muzyce. Mój głos niósł się po powierzchni jeziora. Pod koniec piosenki otworzyłam oczy i zobaczyłam... Gabriela. Stał na skraju lasu i patrzył się na mnie.

czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 31

Spojrzałem najpierw na Lenę.
- Okej? - zawołałem, próbując przekrzyczeć wiatr. Pokazała uniesiony kciuk w górę. Najwyraźniej była w zbyt dużym szoku by cokolwiek powiedzieć. Następnie przeniosłem wzrok na Katherine. Leciała, ale wydawało się, że każdy ruch czarnymi skrzydłami wywoływał ból.
- Nic jej nie będzie - zapewniła mnie Evaelyn. Mimo to co jakiś czas rzucałem okiem na lecącą postać. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, zauważyliśmy jakiś ląd.
- To już Brazylia? - spytałem, wskazując na niego. Sabine przyglądnęła mu się z zainteresowaniem.
- Chyba tak - odpowiedziała, przekrzywiając lekko głowę.
- W końcu - odetchnąłem z ulgą. Katherine cały czas wiernie leciała niedaleko nas. W końcu zaczęliśmy się powoli zniżać. Po jakiejś godzinie wylądowaliśmy w środku Amazonii. Jakiś kawałek dalej wylądowała wampirzyca.
- Gdzie tak dokładnie będziemy szukać wróżki? - spytałem, zataczając się lekko. Żołądek fiknął mi niezłego koziołka.
- Powinna być gdzieś niedaleko Amazonki. - rozglądnęła się Evaelyn - Lepiej pójdę po Katherine - powiedziała elfka i zniknęła za drzewami. Po chwili przyszedł Max w ludzkiej postaci. Usiadłem pod jakimś drzewem, zapadając w płytki sen.

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 30

- Dlaczego ja muszę siedzieć w środku? - spytałam gdy wznieśliśmy się w powietrze
- Bo wpadłaś do stawu pełnego najad, które chciały cię utopić? - odpowiedziała elfka z uniesioną brwią
Prychnęłam i ostrożnie stanęłam.
- Katherine! Siadaj! - krzyknęła
- Nie - odparłam z zadowoleniem
Złapała mnie za nogę i pociągnęła w dół. Krzyknęłam cicho, gdy zsunęłam się z grzbietu smoka. Wbiłam palce w łuski.
- Evaelyn! - wrzasnęłam zła podciągając się - Możesz mnie nie zrzucać?
- Możesz nie stać? - spytała przymilnie
- Mogę robić co chce - fuknęłam
Znów stanęłam, ale przeskoczyłam nad zdziwioną na mój widok Sabine i przerażonym Gabrielem. Odwróciłam się i pokazałam elfce język. Podeszłam do ucha Maxa. Zaczęliśmy cicho rozmawiać. Dobrze, że smoki posługują się telepatią. Usłyszałam krzyk więc spojrzałam za siebie w chwili, gdy Lena spadła ze smoka. Momentalnie pojawiłam się w miejscu, z którego spadła i usiłowałam złapać ją za rękę. Nie udało się.
- Cholera!
Rzuciłam okiem w stronę słońca, chyliło się ku zachodowi. Może być, chodź wlałabym noc... Z akompaniamentem krzyków chyba wszystkich pasażerów, zeskoczyłam krzycząc.

Gdy noc nastanie, wezwie moc wybrana,
Przemieniona z podróżnika, z najstarszych
Wtem księżyc i gwiazdy wspomogą, a noc naprawi,
Czegóż, wyrzekła się wybrana. 

Złapałam nimfę w ramiona i rozłożyłam skrzydła. Czterometrowe, tak czarne, że błyszczały na błękitno. Poleciałam w górę i posadziłam ją na grzbiecie smoka. Dysząc, lekko poruszyłam skrzydłami. Jęknęłam z bólu, a z oka wyleciała mi łza. Nadal szybowałam nad Maxem. Wysunęłam się trochę na bok. Zaszlochałam. Bolały mnie wszystkie mięśnie skrzydeł. Wszystkie mięśnie i kości. 
- Nie powinnam się ich wyrzekać - szepnęłam

                                                                                                         
 Hi, hi, hi. Na brak weny nie mogę narzekać. Takiego zaklęcia nigdzie nie znajdziecie.

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 29

Patrzyłem na powoli zmieniającą się Lenę. Po chwili jednak podszedłem do Katherine, by choć trochę spróbować ją rozgrzać.
- Trzymaj.  - podałem jej bluzę,  którą założyłem przed wyjściem. Wzięła ją ode mnie i nałożyła na ramiona - Nie boisz się, że się przeziębisz czy coś?
- Jestem wampirem - spojrzała na mnie jak na głupiego.
- Nic? Zero? Nawet najmniejsze przeziębiąko?
- Nie.   - uśmiechnęła się - Jak w ogóle się tu dostaliście?
- Max nas zabrał - wtrąciła się Sabine. Wampirzyca przeniosła wzrok na smoka.
- I nie mogłeś wcześniej nam tego powiedzieć?! - Krzyknęła na niego.
- Nie pytaliście. - odparował - I nie było by czego zrobić z końmi.
- One same wracają - zauważyła Evaelyn - A myślisz,  że po co puściłam je luzem? Mają wrócić do Rumunii a my lecimy do Brazylii.
- Ale...  Moje rzeczy... - Zaczęła wampirzyca.
- Mamy je.  - uspokoiła ją moja siostra - Lecimy?
- Ja jestem gotowy - powiedział Max.
- Nigdy nie leciałam na smoku - powiedziała sama do siebie Lena.
- Nie jest tak fajnie jak myślisz - spojrzałem na nimfę wodną.
- Od zawsze miałeś chorobę lokomocyją - wtrąciła się Sabine. 
- Stop! - Zawołał Max - Nie chcę wiedzieć,  co dzieje się na moim grzbiecie. Nigdy. To jak?  Lecimy?
- Yhym - skinęła głową Katherine. Chłopak znikł w krzakach.
- Jak lecimy? - Spytałem.
- Sabine,  ty, Katherine, ja i Lena - zaproponowała Evaelyn. Sabi zaczęła coś mówić,  jednak przerwało jej pojawienie się Maxa pod postacią smoka. Ostrożnie wsiedliśmy na jego grzbiet,  by nie poranić sobie dłoni ani nóg o ostre łuski. Przez ciało smoka przeszła fala energii i wystartowaliśmy. Mocno objąłem siostrę,  by czasami nie spaść. Rozpoczęliśmy długi lot w stronę Brazylii.

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 28

- Idę na zwiady! - krzyknęłam kierując się w stronę drzwi
- Gdzie znowu?
- Do Francji. Wracam za parę godzin! Chce zobaczyć ile jeszcze zostało drogi! - po chwili jeszcze dodałam ciszej - Może sama znajdę tą Nimfę
- Co? - zawołał za mną Gabriel, ale już biegłam w stronę lasu

***

Wesoło skakałam po drzewach.
- Nimfa powinna być w jakimś stawie, albo jeziorze - wymamrotałam
Skoczyłam na drzewo najbliżej stawu i z góry spojrzałam w wodę. Z westchnieniem oplotłam nogi wokół gałęzi i opuściłam się głową w dół.
- Jest tam kto?
Na dnie błysnęło jakieś światełko.
- Lena?
Na drugim końcu stawu rozbrzmiał śpiew, którejś z najad. Usiadłam prosto i odbiłam się od kory przeskakując wdzięcznie na inne drzewo. Dźwięk przemieścił się w inną stronę.
- Lena nie chce mi się z tobą ganiać - jęknęłam wracając na poprzednie miejsce
Najada zaśmiała się i jej twarz pojawiła się parę milimetrów pod powieszchnią wody.
- Chodź bliżej, ale nie za blisko.
Opuściłam się głową w dół.
- Pamiętasz co ci kiedyś mówiłam o przepowiedni? - spytałam
- Tak, jestem już potrzebna?
- Tak
- A jest ktoś poza nami?
- Tak, mag, elfka, nimfa leśna - najada się skrzywiła - i smok.
- Jest nas już szóstka - wyszeptała
- Jeszce tylko wróżka i wilkołak - tu ja się skrzywiłam
- No proszę! Wisisz głową w dół jak nietoperz! - zawołał znienacka Max wchodząc na małą polankę z grupą.
Krzyknęłam i tak niechcący, lekko zmniejszyłam siłę splotu nóg. Wszystkie najady natychmiast skorzystały. Z wody wystrzeliło kilka par rąk. Złapały mnie za ramiona i wciągnęły ze śmiechem do wody. Znów krzyknęłam. W wodzie się zakotłowało.
- Jeszcze nigdy nie złapałam wampira! - zawołała radośnie jedna
Usłyszałam krzyk, któregoś z chłopców. Spojrzałam w górę. Nie złapały nikogo. Zaraz potem usłyszałam plusk i zobaczyłam jak Lena wyskakuje z wody na skałę. Usiłowała wypatrzeć mnie w kupie rąk, nóg i ogonów. Spojrzałam na Sabine, która wytrzeszczała oczy na syrenę.
- Katherina?! - krzyknęła najada
Udało mi się na chwile wypłynąć na powierzchnię i zaczerpnąć oddechu. Oczywiście, zaraz zostałam wciągnięta pod wodę. Nimfa wskoczyła do wody pomagając mi. Złapała mnie za rękę i wyskoczyła na brzeg.
- Nigdy więcej - wydyszałam - Nigdy więcej nie zbliżę się do tego stawu
Woda spływała mi po włosach i ubraniu. Kątem oka zobaczyłam błysk towarzyszący przemianie najady.