sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 38

Roześmiałam się i dostosowałam do języku Maxa.
- Che cosa è successo? - spytałam (Co się stało?)
Gabriel i Max spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Mi sono imbattuto un albero - burknął zmieszany (Wpadłem na drzewo)
- Dovè il reso? - (A gdzie reszta?)
- Erano fuori di una fata - (Zostali z wróżką)
- Fiary? - spytała zszokowana - (Wrożką?)
- Per fortuna abbiamo trovato. E dove sei sparito? - (Prze przypadek znaleźliśmy. A wy gdzie znikneliście?)
- Siamo andati al lago - (Poszliśmy nas jezioro)
- E che cosa stavi facendo? - spytał z kpiącym uśmieszkiem (I co tam robiliście?)
Zamilkłam zmieszana, na co smok wybuchnął śmiechem.
- O co chodzi? - zaczął mag - Nic nie zrozumiałem
- Ustaliliśmy, że znaleźli wróżkę. Lecimy?
- Niby jak? - wtrącił Damon
Max zamiast odpowiedzieć zmienił się w smoka, a ja rozłożyłam skrzydła. Wampiry zagwizdały cicho. Starszy nagle uśmiechnął się irytująco i pobiegł, oczywiście jak wampir, w moją stronę. Wpadł na mnie, przy czym strasznie huknęło i potoczyliśmy się z górki, chichocząc. Wpadliśmy w kupkę liści, a ja leżałam pod nim
- Teraz na zabawy ci się zebrało? - spytałam ze śmiechem
- Dawno się nie widzieliśmy - uśmiechnął się odsłaniając zęby
- Jezu! - zawył Gabriel stając nad nami
- Nie - odparłam nadal się śmiejąc - To tylko moi bracia

   

Cały włoski zawdzięczamy Google Tłumaczowi ;)

Rozdział 37

Zesztywniałem.
- Lou? - spytałem szeptem, przyśpieszając kroku. Katherine węszyła przez chwilę w powietrzu.
- Nie. Chyba. Ten zapach jest inny... Chyba już wiem kto to - uśmiechnęła się pod nosem.
- Kto?
- Zobaczysz. To nie Lou. - odpowiedziała. Nagle rozległ się krzyk Sabine.
- Jesteś pewna? - spytałem, biegnąc w stronę obozowiska. Kiedy wybiegliśmy na polanę, jeden z wampirów skakał na jednej nodze, trzymając się za drugą, co wyglądało komicznie. Wzrokiem jednak szukałem Sabine. Stała przy jednym z drzew, trzymając coś w ręce i próbując się odgonić od drugiego.
- Hej! Zostaw ją! - zawołałem jak idiota.Coś mocno pociągnęło mnie w tył i przygniotło do drzewa. Przed sobą ujrzałem twarz wampira.
- Bo mi go jeszcze pokaleczysz Damon - podeszła do niego Katherine, kładąc mu rękę na ramieniu. Chłopak z niechęcią mnie puścił.  Rozmasowałem bolące ręce. Nawet się nie pytałem, skąd się znają, tylko podbiegłem do Sabine, która była w lekkim szoku. Jeśli nie zamierzają nas zabić, to znaczy, że są dobrzy.
- Wszystko okej? - spytałem, kucając przy siostrze.
- Przestraszyli mnie - odpowiedziała.
- Gdzie reszta?
- Poszła was szukać. Przepadliście jak kamień w wodę. - Dźgnęła mnie palcem w pierś.
- Ał... Masz twardy palec. - powiedziałem, wstając.
- I twarde buty - mruknął ktoś za mną. Odwróciłem się i zobaczyłem drugiego wampira. Już miał coś dopowiedzieć, kiedy z gracją słonia na polanę wpadł Max. Miał pełno liści i innych gałęzi we włosach. Klnął jak szewc po włosku. Dopiero po chwili zorientował się, że wszyscy na niego patrzą. Wampir koło mnie zagwizdał z zachwytem.
- No tego, to ja nie słyszałem. - odparł z uśmiechem.

Rozdział 36

- Też cię kocham - odpowiedziałam po pocałunku i wtuliłam się w chłopaka, lecz po chwili westchnęłam - Chyba powinniśmy już wracać
- Musimy? - jęknął
Uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Będą się martwić
- O nas? - uniósł brew
- Sabine na pewno będzie się o ciebie martwić
- Jasne, szczególnie gdy jest z Maksem, to na pewno będzie się o mnie martwić
Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko. Wstaliśmy i usłyszeliśmy szelest z pobliskich krzaków.
- Może to oni? - spytał mag
- Nie sądzisz, że zamiast się śmiać Evaelyn, by się na nas wydarła? - odparłam - Lepiej już chodźmy
Weszliśmy szybkim krokiem do lasu, szerokim łukiem omijając tamte krzaki. Wsłuchałam się w otaczający nas las. Szybkie, wampirze kroki, dwóch osób, które ku mojemu zdziwieniu minęły nas i pobiegły prosto. Prosto, w kierunku obozu. Przyśpieszyłam.
- Co się stało? - spytał zaskoczony moim zachowaniem Gabriel
- Wampiry - szepnęłam

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 35

Odchrząknąłem znacząco. Katherine podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się szelmowsko.   Pocałowałem ją namiętnie, ponownie przyciągając ją do siebie.
- Chyba powinniśmy iść - zamruczałem, chwytając ją za rękę.
- Ale... - spojrzała w stronę drzew. Wyszeptałem odpowiednie zaklęcie.
- Nie widać nas.Obiecuję. - ruszyłem do brzegu. Szybko ubrałem się, stojąc na zimnym piasku. Zdjąłem z siebie zaklęcie i  patrzyłem jak Katherine powoli wychodzi z wody. Poczekałem aż się ubierze i usiadłem na ziemi. Wampirzyca przysiadła koło mnie, opierając mi głowę na ramieniu.
- Pięknie tutaj - wyszeptała, spoglądając na mnie.
- Tak - wyszeptałem, pochylając się w jej stronę. Jej włosy lśniły w świetle pełni. - Kocham cię - pocałowałem ją namiętnie.

Rozdzial 34


- A co mam zaśpiewać? - spytałam i spojrzałam mu w oczy
- Co chcesz - szepnął
Pod koniec piosenki pocałowałam Gabriela. Spokojnie i lekko, jak muśnięcie skrzydeł motyla. Przyciągnął mnie bliżej zmniejszając odległość między nami do zera. Zamruczałam wesoło i pocałowałam go namiętniej. Przerwały nam ciche śmiechy zza drzew na brzegu. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w kierunku źródła dźwięku. Nawet ja nic nie zobaczyłam, chodź czułam się obserwowana. Zaczęło mi przeszkadzać, że woda zakrywa mnie tylko do talii, a Gabriela jeszcze trochę niżej... Chociaż nie, poziom wody przy nim, jednak mi się podobał.

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 33

- Piękna piosenka - przypatrzyłem się dziewczynie, stojącej w wodzie.Wyglądała pięknie w blasku zachodzącego słońca.
- Dzięki. - odpowiedziała z uśmiechem. Zdjąłem ubrania i również wszedłem do wody. Powoli podszedłem do Ktherine, myjącej skrzydła.
- Skąd one się właściwie wzięły? - wyszeptałem, dotykając delikatnie piór.
- Kiedyś się ich wyrzekłam. - wampirzyca odwróciła się w moją stronę - Przyzwałam je ponownie, by ratować...
- Widziałem - przerwałem jej. Zapadła cisza - Jak sądzisz? Uda nam się?
- Nie mamy wyjścia - szepnęła, wpatrując się w jezioro. Ja za to patrzyłem jej głęboko w oczy.
- Zaśpiewasz coś jeszcze? - spytałem cicho, lekko dotykając jej policzka.

sobota, 24 maja 2014

Rozdzial 32

Weszłam na polanę wściekle sycząc. Usiadłam niedaleko Leny i zaczęłam powoli rozcierać skrzydła. Evaelyn, Max, Sabine i najada ułożyli się koło Gabriela i również zasnęli. Wstałam i poruszyłam skrzydłami.
- Jest okej - wmawiałam sobie
Wzięłam rozbieg i podskoczyłam w górę, łomocząc skrzydłami. Zawisnęłam jakiś metr nad ziemią. Spojrzałam na pióra i skrzywiła się nie znacznie. Rozejrzałam się i wylądowałam na ziemi, po czym ruszyłam w stronę jeziora.

***

Zdjęłam ubrania i powoli weszłam do zimnej wody. Zaczęłam myć pióra śpiewając cicho.
Zamknęłam oczy i poddałam się muzyce. Mój głos niósł się po powierzchni jeziora. Pod koniec piosenki otworzyłam oczy i zobaczyłam... Gabriela. Stał na skraju lasu i patrzył się na mnie.

czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 31

Spojrzałem najpierw na Lenę.
- Okej? - zawołałem, próbując przekrzyczeć wiatr. Pokazała uniesiony kciuk w górę. Najwyraźniej była w zbyt dużym szoku by cokolwiek powiedzieć. Następnie przeniosłem wzrok na Katherine. Leciała, ale wydawało się, że każdy ruch czarnymi skrzydłami wywoływał ból.
- Nic jej nie będzie - zapewniła mnie Evaelyn. Mimo to co jakiś czas rzucałem okiem na lecącą postać. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, zauważyliśmy jakiś ląd.
- To już Brazylia? - spytałem, wskazując na niego. Sabine przyglądnęła mu się z zainteresowaniem.
- Chyba tak - odpowiedziała, przekrzywiając lekko głowę.
- W końcu - odetchnąłem z ulgą. Katherine cały czas wiernie leciała niedaleko nas. W końcu zaczęliśmy się powoli zniżać. Po jakiejś godzinie wylądowaliśmy w środku Amazonii. Jakiś kawałek dalej wylądowała wampirzyca.
- Gdzie tak dokładnie będziemy szukać wróżki? - spytałem, zataczając się lekko. Żołądek fiknął mi niezłego koziołka.
- Powinna być gdzieś niedaleko Amazonki. - rozglądnęła się Evaelyn - Lepiej pójdę po Katherine - powiedziała elfka i zniknęła za drzewami. Po chwili przyszedł Max w ludzkiej postaci. Usiadłem pod jakimś drzewem, zapadając w płytki sen.

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 30

- Dlaczego ja muszę siedzieć w środku? - spytałam gdy wznieśliśmy się w powietrze
- Bo wpadłaś do stawu pełnego najad, które chciały cię utopić? - odpowiedziała elfka z uniesioną brwią
Prychnęłam i ostrożnie stanęłam.
- Katherine! Siadaj! - krzyknęła
- Nie - odparłam z zadowoleniem
Złapała mnie za nogę i pociągnęła w dół. Krzyknęłam cicho, gdy zsunęłam się z grzbietu smoka. Wbiłam palce w łuski.
- Evaelyn! - wrzasnęłam zła podciągając się - Możesz mnie nie zrzucać?
- Możesz nie stać? - spytała przymilnie
- Mogę robić co chce - fuknęłam
Znów stanęłam, ale przeskoczyłam nad zdziwioną na mój widok Sabine i przerażonym Gabrielem. Odwróciłam się i pokazałam elfce język. Podeszłam do ucha Maxa. Zaczęliśmy cicho rozmawiać. Dobrze, że smoki posługują się telepatią. Usłyszałam krzyk więc spojrzałam za siebie w chwili, gdy Lena spadła ze smoka. Momentalnie pojawiłam się w miejscu, z którego spadła i usiłowałam złapać ją za rękę. Nie udało się.
- Cholera!
Rzuciłam okiem w stronę słońca, chyliło się ku zachodowi. Może być, chodź wlałabym noc... Z akompaniamentem krzyków chyba wszystkich pasażerów, zeskoczyłam krzycząc.

Gdy noc nastanie, wezwie moc wybrana,
Przemieniona z podróżnika, z najstarszych
Wtem księżyc i gwiazdy wspomogą, a noc naprawi,
Czegóż, wyrzekła się wybrana. 

Złapałam nimfę w ramiona i rozłożyłam skrzydła. Czterometrowe, tak czarne, że błyszczały na błękitno. Poleciałam w górę i posadziłam ją na grzbiecie smoka. Dysząc, lekko poruszyłam skrzydłami. Jęknęłam z bólu, a z oka wyleciała mi łza. Nadal szybowałam nad Maxem. Wysunęłam się trochę na bok. Zaszlochałam. Bolały mnie wszystkie mięśnie skrzydeł. Wszystkie mięśnie i kości. 
- Nie powinnam się ich wyrzekać - szepnęłam

                                                                                                         
 Hi, hi, hi. Na brak weny nie mogę narzekać. Takiego zaklęcia nigdzie nie znajdziecie.

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 29

Patrzyłem na powoli zmieniającą się Lenę. Po chwili jednak podszedłem do Katherine, by choć trochę spróbować ją rozgrzać.
- Trzymaj.  - podałem jej bluzę,  którą założyłem przed wyjściem. Wzięła ją ode mnie i nałożyła na ramiona - Nie boisz się, że się przeziębisz czy coś?
- Jestem wampirem - spojrzała na mnie jak na głupiego.
- Nic? Zero? Nawet najmniejsze przeziębiąko?
- Nie.   - uśmiechnęła się - Jak w ogóle się tu dostaliście?
- Max nas zabrał - wtrąciła się Sabine. Wampirzyca przeniosła wzrok na smoka.
- I nie mogłeś wcześniej nam tego powiedzieć?! - Krzyknęła na niego.
- Nie pytaliście. - odparował - I nie było by czego zrobić z końmi.
- One same wracają - zauważyła Evaelyn - A myślisz,  że po co puściłam je luzem? Mają wrócić do Rumunii a my lecimy do Brazylii.
- Ale...  Moje rzeczy... - Zaczęła wampirzyca.
- Mamy je.  - uspokoiła ją moja siostra - Lecimy?
- Ja jestem gotowy - powiedział Max.
- Nigdy nie leciałam na smoku - powiedziała sama do siebie Lena.
- Nie jest tak fajnie jak myślisz - spojrzałem na nimfę wodną.
- Od zawsze miałeś chorobę lokomocyją - wtrąciła się Sabine. 
- Stop! - Zawołał Max - Nie chcę wiedzieć,  co dzieje się na moim grzbiecie. Nigdy. To jak?  Lecimy?
- Yhym - skinęła głową Katherine. Chłopak znikł w krzakach.
- Jak lecimy? - Spytałem.
- Sabine,  ty, Katherine, ja i Lena - zaproponowała Evaelyn. Sabi zaczęła coś mówić,  jednak przerwało jej pojawienie się Maxa pod postacią smoka. Ostrożnie wsiedliśmy na jego grzbiet,  by nie poranić sobie dłoni ani nóg o ostre łuski. Przez ciało smoka przeszła fala energii i wystartowaliśmy. Mocno objąłem siostrę,  by czasami nie spaść. Rozpoczęliśmy długi lot w stronę Brazylii.

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 28

- Idę na zwiady! - krzyknęłam kierując się w stronę drzwi
- Gdzie znowu?
- Do Francji. Wracam za parę godzin! Chce zobaczyć ile jeszcze zostało drogi! - po chwili jeszcze dodałam ciszej - Może sama znajdę tą Nimfę
- Co? - zawołał za mną Gabriel, ale już biegłam w stronę lasu

***

Wesoło skakałam po drzewach.
- Nimfa powinna być w jakimś stawie, albo jeziorze - wymamrotałam
Skoczyłam na drzewo najbliżej stawu i z góry spojrzałam w wodę. Z westchnieniem oplotłam nogi wokół gałęzi i opuściłam się głową w dół.
- Jest tam kto?
Na dnie błysnęło jakieś światełko.
- Lena?
Na drugim końcu stawu rozbrzmiał śpiew, którejś z najad. Usiadłam prosto i odbiłam się od kory przeskakując wdzięcznie na inne drzewo. Dźwięk przemieścił się w inną stronę.
- Lena nie chce mi się z tobą ganiać - jęknęłam wracając na poprzednie miejsce
Najada zaśmiała się i jej twarz pojawiła się parę milimetrów pod powieszchnią wody.
- Chodź bliżej, ale nie za blisko.
Opuściłam się głową w dół.
- Pamiętasz co ci kiedyś mówiłam o przepowiedni? - spytałam
- Tak, jestem już potrzebna?
- Tak
- A jest ktoś poza nami?
- Tak, mag, elfka, nimfa leśna - najada się skrzywiła - i smok.
- Jest nas już szóstka - wyszeptała
- Jeszce tylko wróżka i wilkołak - tu ja się skrzywiłam
- No proszę! Wisisz głową w dół jak nietoperz! - zawołał znienacka Max wchodząc na małą polankę z grupą.
Krzyknęłam i tak niechcący, lekko zmniejszyłam siłę splotu nóg. Wszystkie najady natychmiast skorzystały. Z wody wystrzeliło kilka par rąk. Złapały mnie za ramiona i wciągnęły ze śmiechem do wody. Znów krzyknęłam. W wodzie się zakotłowało.
- Jeszcze nigdy nie złapałam wampira! - zawołała radośnie jedna
Usłyszałam krzyk, któregoś z chłopców. Spojrzałam w górę. Nie złapały nikogo. Zaraz potem usłyszałam plusk i zobaczyłam jak Lena wyskakuje z wody na skałę. Usiłowała wypatrzeć mnie w kupie rąk, nóg i ogonów. Spojrzałam na Sabine, która wytrzeszczała oczy na syrenę.
- Katherina?! - krzyknęła najada
Udało mi się na chwile wypłynąć na powierzchnię i zaczerpnąć oddechu. Oczywiście, zaraz zostałam wciągnięta pod wodę. Nimfa wskoczyła do wody pomagając mi. Złapała mnie za rękę i wyskoczyła na brzeg.
- Nigdy więcej - wydyszałam - Nigdy więcej nie zbliżę się do tego stawu
Woda spływała mi po włosach i ubraniu. Kątem oka zobaczyłam błysk towarzyszący przemianie najady.

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 27

- Chyba nie. - pokręciłem głową - Lepiej się zbierajmy. Nie chcę znowu na nich wpaść - podszedłem do Primrose. Podciągnąłem popręg i założyłem ogłowie. Włożyłem nogę w strzemię a po chwili siedziałem w siodle.
- Rozchodź ją trochę - poleciła Evaelyn. Skinąłem głową, zataczając spokojne kółka. Kiedy wszyscy byli gotowi, ruszyliśmy spokojnym kłusem. Nie chcieliśmy na razie przemęczać koni. Katherine ledwo truchtała koło mnie.
- Powiesz mi coś ? - spytała cicho.
- A o co chodzi?
- Ta dziewczyna w białym płaszczu - zaczęła powoli - ona ciebie jakby znała. I ty ją także.
- Tylko mi się wydawało... To było dość daleko - zacząłem się plątać - Ale wydawało mi się, że to była Wynter...
- Ta wasza kuzynka? - upewniła się wampirzyca.
- Tak - odpowiedziałem - Ale mogło mi się wydawać. To było dość daleko.
- Miejmy nadzieję, że już nigdy nie będę musiała oglądać twarzy tego paskudnego czarownika.
- Ja także - wzdrygałem się na to wspomnienie - Najwyraźniej im na nas zależy.
- Jeśli zabraknie choć jednej osoby, plan nie wypali.
- Kiepsko - mruknąłem tylko, przyśpieszając do galopu a następnie do cwału. Znowu stanowiłem harmonię z koniem. Uniosłem się lekko w strzemionach, kuląc ramiona. Serce bije mocniej, oddech przyśpiesza... Jechaliśmy jeszcze przez jakieś trzy - cztery godziny.
- Zatrzymamy się? - podjechałem do Evaelyn, wskazując na domek na polanie. Wyglądał na całkiem zadbany, ale jednocześnie opustoszały. Ktoś, kto tam mieszkał, musiał odejść całkiem niedawno.
- Dobry pomysł. Konie się już zmęczyły - zwolniliśmy i powoli ruszyliśmy w stronę chatki - Dasz radę sprawdzić czy...
- Jest czysto - odpowiedziałem, zanim dokończyła - żadnych uroków ani nic. Właściciel ruszył stąd na wschód jakieś dwa lata temu i jak dotąd nie wrócił - elfka spojrzała na mnie zdziwiona - No co? Mam dobre zaklęcia.
- Nic, nic - powiedziała z lekkim uśmiechem.  Zostawiliśmy konie na polanie.
- Rozsiodłam je - zaproponowałem. Max wylądował kawałek dalej i Sabine zaproponowała, że go przyprowadzi. Zostałem więc sam, pogrążony w ciszy. Popatrzyłem na spocone konie. Znalazłem studnie niedaleko w lesie i nabrałem wody do starego wiadra a następnie napoiłem zwierzęta. Potem zacząłem wycierać je suchą trawą.
- Zawsze kochałeś zwierzęta - powiedział ktoś za mną. Odwróciłem się. Wynter stała oparta o drzewo, przyglądając mi się uważnie. Włosy rozplotła i teraz spokojnie powiewały na wietrze. Nadal była ubrana w ten biały płaszcz. Na nogach miała porządne, skórzane buty a przy pasku nóż myśliwski.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz mnie zabić - powiedziałem, uśmiechając się lekko.
- Nie teraz - odpowiedziała uśmiechem - Jeszcze nie teraz...
- No dzięki - wróciłem do wycierania Primrose. Usłyszałem kroki zbliżającej się Wynter.
- Uważaj, jak dobierasz sobie przyjaciół - powiedziała tylko, stojąc praktycznie za mną. Odwróciłem głowę na tyle, by spojrzeć na nią kątem oka.
- Mógłbym powiedzieć to samo - chciała coś odpowiedzieć, jednak z lasu wyłonił się ten czarodziej. Wynter mocniej zacisnęła szczęki i stanęła pewniej. Z drwiącym uśmieszkiem mężczyzna podszedł do nas.
- To niby ten mag? - spytał, taksując mnie wzrokiem - Jakoś nie wygląda...
- Gabriel! - rozpoznałem głos Sabi, dobiegający z mojej prawej. Odwróciłem się do siostry.
- Do zobaczenia - wyszeptała Wynter i zniknęła... Tak po prostu.
- Nic ci nie jest? Jezu! Gabriel! - Sabine trajkotała jak najęta.
- Nic mi nie jest. Wynter... Ona...
- Mówiłam ci, że jest zła! - wykrzyknęła triumfalnie.
- Przyszła porozmawiać - warknąłem, wracając do Primrose - I jak widzisz, jestem cały.
- Ale mogłeś nie być - wtrącił się Max.
- To moja kuzynka i znam ją lepiej niż ty - wytknąłem Sabine - Ty zawsze uważałaś ją za gorszą od siebie. Nigdy nie chciałaś jej do siebie dopuścić. Uważałaś ją za dziwaka - odwróciłem się do niej plecami - Zawsze ją wyśmiewałaś, przedrzeźniałaś i obgadywałaś. - Każde słowo było dla niej jak bicz. Niemal widziałem jak się w sobie kuli - Nienawidziłaś jej i...
- Dość - przerwał mi Max, otaczając moją siostrę ramieniem. Jednak ona hardo wpatrywała się we mnie.
- Też nie byłeś lepszy. Zawsze sądziłeś, że...
- Oboje macie przestać - znikąd pojawiła się Evaelyn - Albo osobiście was zaknebluje. Marsz do domu. Max. Ty nie. Muszę coś z tobą obgadać. - oboje z Sabi ruszyliśmy obrażeni do domu.
- Co jest? - Katherine spojrzała na nas zdziwiona. Siostra bez słowa weszła po schodach na piętro. Opowiedziałem wampirzycy o spotkaniu z Wynter, cały czas powtarzając, że nic mi nie zrobiła i że nie jestem głupi.
- Jeśli coś by się stało, to bym ich zabiła - warknęła dziewczyna - Opowiesz mi wszystko dokładnie potem. Muszę zapolować.
- Dobrze - skinąłem głową i usiadłem przy kominku, kombinując jak go rozpalić.

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 26

Przytuliłam mocno Gabriela.
- To nic, zaraz przestanie - wyszeptałam, po czym dodałam głośniej - Musimy się zbierać
- Teraz? - spytała Sabine
- Teraz. Mam powiedzieć co się stało, czy zachować to dla siebie?
- Mów - powiedzieli jednocześnie
- Czarownicy znają różne zaklęcia - przerwałam na chwilę - Wampiry szybko się regenerują, czyli złamania oraz rany na ciele goją się bardzo szybko. Czarownice i czarownicy znają czary, które powodują eksplodowanie naczyń krwionośnych u wampira, a że szybko zdrowiejemy można tak beż końca - powiedziałam bezbarwnym głosem
Patrzyli na mnie zszokowani.
- Wampiry mają i słabości i różne zdolności - ciągnęłam - Słabości: oderwanie lub odcięcie głowy, ogień lub światło słoneczne, wyrwanie serca, ugryzienie wilkołaka, kolek jeśli trafi w serce prowadzą do śmierci. Werbena, drewno, urządzenie jakiegoś szarlatana - tu prychnięcie Evaelyn - czary są uciążliwe i powodują ból, ale nie zabijają. Złamanie karku nie jest śmiertelne, czyni nieprzytomnym na kilka godzin. Trzeba nas zaprosić, żebyśmy mogli wejść do czyjegoś domu. Albo jeśli brak nam krwi w organizmie powoduje to jego wysuszenie, zmumifikowanie i skostnienie. Wampir jest w stanie bezruchu, ale żyje. Za to mamy różne zdolności: nieśmiertelność, szybką regenerację, szybkość, siłę, mamy dobrze rozwinięte zmysły, kontrolujemy emocje i sny, niektórzy potrafią też kontrolować zwierzęta, oraz zdolność perswazji. No to wszystko.
Dalej na mnie patrzyli.
- Mogę się o coś spytać? - zapytał Max
- Jasne
- Dlaczego mówił do ciebie "panienko"?
Roześmiałam się.
- Opowiadam ci o wampirach, a ty chcesz wiedzieć dlaczego mówił do mnie "panienko"?
- Tak...
- Byłam arystokratką w XV wieku. Jeszcze jakieś pytania?

Rozdział 25

- Katherine! - zawołałem, biegnąc w stronę szlochającej wampirzycy.Postać w płaszczu podniosła na mnie spojrzenie swoich zimnych, niebieskich oczu. Uśmiechnęła się drwiąco i zaczęła powoli poruszać ustami. Katherine zwinęła się w kłębek, chyba płacząc.Nagle z lasu wyłoniła się kolejna postać, tym razem jednak ubrana na biało. Długie, rude włosy miała związane w wysoką kitkę. Jednak twarz dziewczyny pozostała w cieniu. Poruszała się z niezwykłą gracją, ledwo dotykając nogami ziemi.  Położyła rękę na ramieniu czarownika, szepcząc mu coś do ucha. Przerwał mówienie, patrząc na nią z niedowierzaniem.Dziewczyna stanowczo pokręciła głową, wskazując na mnie palcem. Stałem jak skamieniały, nie wiedząc czego do końca się spodziewać.W tym momencie spostrzegłem jej twarz.  Miała duże, szmaragdowe oczy, lekko zadarty nos oraz piegi. Była dobrze zbudowana i dość wysoka. Nawet teraz, pomimo znacznej odległości, mogłem ją rozpoznać. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, obie postacie zniknęły ponownie w lesie. Podbiegłem do Katherine. Nadal leżała skulona.
- Kat... - zacząłem łagodnie, kładąc jej rękę na ramieniu - Już poszli - przykucnąłem koło niej. Po jej policzkach płynęły łzy. Ostrożnie pomogłem jej usiąść. Nadal krzywiła się z bólu - Już po wszystkim - wyszeptałem, przytulając ją.

Rozdział 24

Rzuciłam zioło na wampira i ruszyłam ku postaci w płaszczu.
- Jest nas więcej niż myślicie - syknął Lou i krzyknął gdy Max przyłożył mu do ciała roślinę
- Kolejny czarownik? Kto was wysyła?
- Znajomy panienki
- On? - wskazałam na kuzyna
- Nie - odpowiedział zniesmaczony - Znajomy panienki, z rodzinnych stron
- Aron? - szepnęłam
- Och oczywiście panienko
- Przestań już, nie ten wiek - warknęłam łapiąc mężczyznę za szyję
Nagle poczułam straszny ból głowy. Wrzasnęłam przeraźliwie chwytając się za głowę i upadając na kolana.
- Przestań! DOŚĆ! - zaszlochałam wijąc się po ziemi

środa, 14 maja 2014

Rozdział 23

Skrzywiłem się,  kiedy krzyk wampira przeciął powietrze. Sabine ukryła twarz w koszulce Max'a.
- Druga szansa - powiedziała cicho Katherine - Powiedz,  albo...
- Wal się - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Sam chciałeś - ponownie przyłożyła roślinę do jego ciała. Lou zaczął wydzierać się na pół lasu i szarpać mocniej niż ostatnio. W miejscu,  gdzie kwiat dotknął jego skóry , pozostawiał paskudne rany.
- Max. Przytrzymaj go - poleciła chłopakowi wampirzyca. Spojrzał niepewnie na Sabine.
- Siostra - zacząłem cicho,  rozkładając ramiona - chodź - od razu podbiegła do mnie,  mało co nie przewracając. Objąłem ją mocno,  głaszcząc powoli po plecach.
- Niech to się skończy - szepnęła.
- Spokojnie...
- Lou. I tak wyciągnę z ciebie to,  co chcę.  - zaczęła powoli Katherine, machając rośliną nad jego twarzą - A ty niepotrzebnie cierpisz. Po prostu powiedz... - Pochyliła się nad nim.
- Zapomnij - splunął jej w twarz. Z wyrazem irytacji wytarła ślinę i bez skrupułów przyłożyła roślinę do twarzy wampira. Nagle,  wokół nich zapłonął pierścień ognia. Katherine z krzykiem zerwała się z ziemi. Na szczęście Evaelyn zdołała go szybko ugasić.
- Co jest?- wyszeptałem,  rozglądając się dookoła. Na linii drzew stała ubrana na czarno postać w płaszczu.
- Zostaw go,  albo spłonoesz - zacznęła mówić cicho.
- Katherine - powiedziałem,  nie odrywając wzroku od postaci.
- Czego? - warknęła.
- Przestań.   Chyba,  że chcesz się sfajczyć - Lou zaśmiał się triumfalnie.
- Jest nas więcej,  niż myślisz.  - wycharczał - Dużo więcej.
- Zamknij się - warknął Max.

Rozdział 22

- Co mu jest? - spytałam patrząc za chłopakiem
- Myśli - elfka wzruszyła ramionami
- O czym?
- Skąd mam wiedzieć?
Westchnęłam i zamknęłam oczy. Wsłuchałam się w naturę. W odgłosy przyrody, śpiew ptaków, szelest liści... Usłyszałam kroki biegnącego wampira. Wbiegającego niepostrzeżenie na polane. Szum, gdy Max go zauważył i się podniósł. Cały ten czas siedziałam spokojnie, nie poruszając się,  mając zamknięte oczy. W chwili, gdy skoczył w moją stronę wyskoczyłam w górę otwierając oczy i złapałam go za gardło przyszpilając do ziemi.
- Za długo się żyje? Co Lou? - spytałam
- Jakim cudem mnie usłyszałaś? - syknął
- Słchałam. Czego jeszcze od nas chcesz?
- Myślisz, że ci powiem? - uśmiechnął się zarozumiale
- Evaelyn? - zwróciłam się do elfki - Masz może werbenę?
- Nie zrobisz tego - syknął
- Założymy się?
Usiadłam mu okrakiem na piersi.
- Daj mi to tak, by roślina nie dotknęła skóry
- Po co ci to? - spytał Gabriel wchodząc na polane
- Przylazł. Dzięki - powiedziałam odbierając ostrożnie zioło - Jeszcze raz. Czego od nasz chcesz?
- Wal się
Z lekkim uśmiechem przyłożyłam werbenę do jego skóry. Wrzasnął rozdzierająco, miotając się.

Rozdział 21

- Dlatego wolę nie wchodzić ci w drogę - uśmiechnąłem się i oparłem plecami o drzewo.
- Nie rozkładaj się. - powiedziała elfka, wstając - Musisz ćwiczyć.
- Ćwiczyć? - spytałem z niedowierzaniem  w głosie. Sabine zaśmiała się cicho.
- Pokarzę ci parę ćwiczeń na koncentracje - odetchnąłem z ulgą - Ale parę ćwiczeń by ci nie zaszkodziło leniu jeden.
- No dzięki - mruknąłem, kierując się za elfką w odległy kąt polany. Usiedliśmy na ziemi po turecku.
- Ważne jest to, byś osiągnął wewnętrzny spokój. - pouczyła mnie. Kiwnąłem lekko głową - Stać się harmonią z otoczeniem. Częścią natury. Nie licz, że wyjdzie ci to za pierwszym razem.
- Okej - skinąłem głową i zamknąłem oczy. Zacząłem oddychać głęboko, wsłuchując się w odgłosy lasu. Nic. Zero. Spod przymrużonej powieki zerknąłem na Evaelyn. Wydawała się odprężona i wypoczęta. Westchnąłem, ponownie pogrążając się w własnych ciemnościach. Próbowałem cokolwiek zrobić. Naprawdę. Ale się nie dało.
- Starczy na dzisiaj  - westchnęła elfka - I jak poszło?
- Beznadziejnie. Jak mam się wsłuchać w otaczająca mnie naturę?
- Nie wyjdzie ci to za pierwszym razem. - pouczyła mnie ponownie - Spróbuj wysłyszeć ćwierkające cicho ptaki, trzask gałązki... Wszystko, co cię otacza.
- Aha... - odpowiedziałem tylko, wracając do przyjaciół.
- To jest ciężkie tylko na początku. Jak ci się raz uda, każdy kolejny raz będzie szybszy i łatwiejszy - skinąłem tylko głową - I jeszcze jedno. Musisz uważać na miejsce. Nie chciałbyś medytować z duchami. Jakiś cichy jesteś...
- Myślę - odpowiedziałem po prostu.
-  To aż niemożliwe - zaśmiała się cicho i przysiadła koło Katherine - Siadasz?
- Przejdę się - mruknąłem, kierując się w stronę lasu.

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 20

- Niestety nie, wiem tylko o Lou
- Ale dlaczego on przeszedł na drugą stronę? - spytał Max przytulając Sabine
- Nie wiem, przypuszczam, że chciał mi zrobić nazłość - wzruszyłam ramionami
- I chce cię zabić?! - wykrzyknęła elfka
- Tak
- To chore - stwierdziła
Roześmiałam się szyderczo.
- Wiem. Kto zadziera z Katherine Petrovą prędzej czy później przegra - przeciągnęłam się zadowolona - To tylko kwestia czasu

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 19

- Co?! - Zawołała Sabine,  mało co nie spadając z konia.
- Nieźle - zagwizdałem cicho.
- Ale nic mnie to nie obchodzi - mruknęła Katherine.
- Też mamy taką czarną owcę - zastanowiła  się moja siostra.
- Ile razy mam ci powtarzać, że Wynter nie chciała cię wepchnąć do tej studni? - Wzniosłem oczy do nieba.
- Ale to zrobiła.
- Kiedy ty jej odpuścisz?- warnąłem.
- Raczej nigdy. Wepchnęła mnie do studni!
- A ty mnie chciałaś wysłać paczką - przypomniałem jej.
- Dość! - Zawołała Evaelyn - Gorzej niż z dziećmi...
Przez resztę drogi,  aż do postoju,  siedzieliśmy cicho.
- Zatrzymamy się tutaj - zarządziła ellfka. Zsunąłem się ostrożnie na ziemię. Poluzowałem Primrose popręg by miała lżej i zdjąłem ogłwie.  Max wybiegł po chwili z lasu.
- Katherine. Chyba czas by im wszystko wyjaśnić. Do końca - Evaelyn powiedziała z naciskiem na dwa ostatnie słowa.
- Ech...- westchnęła wampirzyca - Jak widać muszę. Naszym zadaniem będzie chronienie mistrza,  jedbak nie wszystkim podobają się jego "rządy" i przeszli na stronę goblinów. W tym Lou.
- I mówisz to dopiero teraz?! - Zawołała Sabi.
- Sabine. Robiła to,  by nas chronić - zaczęła spokojnym tonem Evaelyn - Im mniej wiecie tym lepiej dla was.
- Wiadomo,  kto dokładnie?- spytałem,  patrząc na Katherine.