poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 19

Przepraszam wszystkich za to, że tak długo trzeba było czekać. Mea culpa. 

- Twoi bracia nie mieli nic innego - wyjaśniłem,  podciągając krótkie spodenki.
- Nie przeszkadza mi to - wymruczała. Odłożyłem resztę ubrań na krzesło i położyłem się koło dziewczyny. 
- Ma pewno nie uda im się spalić domu? - Spytałem, odwracając się w jej stronę. 
- Wątpię, by dali radę się do niego na tyle zbliżyć. Czary podróżników są naprawdę potężne. Szczególnie te, które rzuciłam - wyjaśniła wampirzyca, uśmiechając się lekko. Odetchnąłem głęboko, zamykając oczy. - Zmęczony?
- Nie. Myślę - mruknąłem, przysuwając się bliżej Kat, chowając nos w jej włosach. 
- Nad czym? 
- Nad Wynter i tym wszystkim - odpowiedziałem, otwierając oczy. Powolnym ruchem zacząłem głaskać ją po ramieniu. 
- Nie myśl o tym teraz - zamruczała, przysuwając się jeszcze bliżej. Czułem delikatny chłód jej ciała. Złączyłem na chwilę nasze usta. Niewinne pocałunki stawały się coraz bardziej gorętsze i namiętniejsze. Nagle dziewczyna poruszyła się, przecinając mi przypadkowo wargę. Poczułem żelazny smak krwi. Źrenice wampirzycy rozszerzyły się lekko.
- Pij - zachęciłem ją, ponownie łącząc nasze usta. Poczułem jak językiem drażni rankę, z której zaczęła szybciej wypływać krew. Jęknąłem cicho, obejmując ją jedną ręką w pasie i przyciągając do siebie. Zsunąłem dłoń na jej gładką skórę, mrucząc przy tym cicho.

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 18

- Nikt nie mówi, że twoja - westchnęłam całując go w policzek - Możecie powiedzieć reszcie, żeby rozeszła się do swoich pokoi? Każdy wie, który jest kogo
Para kiwnęła głową i po chwili byliśmy sami.
- A ja nie wiem gdzie... - zaczął
- U mnie, a gdzie niby? - spytałam z rozbawieniem ciągnąc go do wspomnianego wyżej miejsca
Weszliśmy do sypialni i prawie odrazu poczułam na szyji pocałunki chłopaka. Mruknęłam cicho odchylając głowe.
- Gabriel...
- Hm? - mruknął przechodząc do lini żuchwy
- Nie teraz - szepnęłam
Warknął cicho odsuwając się, na co zachichotałam.
- Idź zmęcz moich braci o jakąś piżamę
Wyszedł, a ja podeszłam do szafy i wyciągnęłam białą, krótką koszulkę. Po szybkim prysznicu narzuciłam na siebie cieńki materiał i wyszłam siadając na łóżku. Usiłowałam wymyśleć w co się jutro ubiorę, bo w szafie prawie wszystko to suknie z bodajże XV wieku. Po chwili do pokoju wszedł Gaba. Spojrzałam na niego z łobuzerskim błyskiem w oku.

Rozdział 17

Przypatrywałem się przez chwilę w Katherine, rzucającą czary na dziedzińcu. Poczułem jak przechodzi mnie dreszcz, kiedy skończyła.
- Tutaj wszystko okej. - Mruknęła sama do siebie i ruszyła dalej.
- Nie możesz mnie zbywać. - Powiedziałem, idąc za nią.
- Nie zbywam cię. - Wyjaśniła, odwracając się na chwilę. - Nie chcę, by stała ci się krzywda.
- To, że zapewne najczęściej mogłem zginąć,l jeszcze o niczym nie świadczy. - Zaprotestowałem.
- Właśnie, że znaczy. - Ruszyła dalej przed siebie.
- Naprawdę mogę ci pomóc. Pójdzie nam szybciej we dwójkę.
- Jeśli musisz... - Westchnęła, łapiąc mnie za rękę. Katherina wymawiała zaklęcia a ja użyczałem jej trochę mojej mocy. Skończyliśmy po jakiś dwudziestu minutach. Kiedy ruszyliśmy w stronę domu, właśnie wybiegała z niego Evaelyn z Max'em.
- Nie widzieliście je? - Zawołała elfka.
- Kogo? - Zdziwiłem się.
- Wynter uciekła. - Wydyszał smok, łapiąc się na tył głowy. - I rozbiła mi coś na głowie...
- Co? Czemu? - Zdziwiła się wampirzyca.
- Sami chcielibyśmy wiedzieć. - Westchnęła Evaelyn. Wszyscy popatrzyli na mnie.
- Skąd ja mam to wiedzieć? - Spytałem.
- Zaufaliśmy jej, a ona uciekła. - Zauważyła wampirzyca. - I kogo to wina?
- Jeszcze powiedzcie, że moja. - Warknąłem.

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 16

Spojrzeliśmy sobie z rodzeństwem w oczy. Kiwnęłam lekko głową. Pięć sekund później ich nie było.
- Co się... - zaczęła Evaelyn
- Chodźcie - przerwałam jej
Pociągnęłam za rękę Wynter. Objęłam zmęczoną dziewczynę w talii i poprowadziłam na górę.
- Skąd wiesz co robić? - usłyszałam w tyle - Poza tym dom jest stary i drewniany, spali się
- Mam ponad 500 lat, wiem co robić i nie, nie spali się. Ten dom został zbudowany przez podróżników,
Wprowadziłam ich do jednego z pokoi. Opadłam na jeden z koców zostawiając reszcie do wyboru parę krzeseł i foteli.
- Zgaduje, że macie do mnie parę pytań?
- Co robi reszta? - jak zawsze konkretna Evealyn
- Damon sprawdza czary chroniące dom, Stef czary chroniące stajnie, a Anastazja zagania tam, wszystkie konie. Właściwie ciekawe ile ich jest... Przeżyjecie tu trochę, nie niszcząc niczego? - tu posłałam smokowi złe spojrzenie, a ten zamarł z ręką wyciągniętą w stronę szafki - Musiałabym spojrzeć na czary podwórka...
- Przypilnuję ich - stwierdziła elfka - Idź
Posłałam jej wdzięczny uśmiech podrywając się na nogi
- Idę z tobą - usłyszałam maga
- Zostajesz tu
- Pomogę ci
- Nie
Wyszłam z pokoju, a on za mną
- Nie masz nic do gadania, mogę pomóc przy czarach
- Powiedziałam nie, sio mi stąd
- Ale...
- Potrafię się posługiwać magią jestem podróżniczką
- Zmienioną w wampira - podkreślił
- A ty nie masz pojęcia o naszych czarach - odparowałam
- To mnie naucz
Stanęłam na środku dziedzińca. Nie odpowiadając zaczęłam cicho nucić. Przymknęłam oczy, a moje ręce wystrzeliły na góry.

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 15

- Wiesz o czym oni mówią?- Spytała się szeptem Sabine,  podczas kiedy wamporze rodzeństwo nie mogło powstrzymać śmiechu.
- Nie mówię po rosyjsku. - Odszepnąłem.
- To był bułgarski. - Pouczyła nas Evaelyn.
- To tym bardziej. - Usiadłem koło kominka, rozluźniając się po podróży. Przez następne kilka minut siedzieliśmy wszyscy, rozmawiając. Po chwiki ktoś zapukał do drzwi.
- Spodziewacie się kogoś?- Spytał starszy z braci,  patrząc na nas pokolei. Pokręciliśmy jak jeden mąż głowami.
- Pójdę otworzyć. - Katherine zerwała się na nogi i poszła otworzyć. Po chwili usłyszeliśmy czyjś krzyk,  a kilka sekund później zobaczyliśmy wampirzycę, trzymającą za kark Wynter.
- Puść mnie. - Warknęła moja kuzynka.
- Patrzcie, kogo przywiało.
-  Puść ją Katherine. - Poprosiłem,  odwracając się w ich stronę.
- Jeśli przybiegłaś od Lou,  to nie wyjdziesz żywa. - Warknęła wampirzyca,  puszczając dziewczynę,  która upadła na ziemię.
- Chcą spalić dom. - Wysapała,  podnosząc się i patrząc na mnie. - Lou wezwał innych i chcą go spalić. - Usiadła na podłodze,  oddychając ciężko.

Rozdział 14

- Co za problem? - spytałam zdziwiona - Dom jest duży
Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę budynku. Reszta śmiejąc się cicho ruszyła za nami.
- A konie? - zaprotestował
- Jest stajnia, a poza tym przyjdą. Ana puść Snow, żeby pobiegała

***

Siedziałam w fotelu z rozbawieniem patrząc jak Damon z uporem maniaka próbuje rozpalić w kominku, co chwila odtrącając pomoc Gabriela. Wampir wściekły poszedł po coś co, według niego, miało mu pomóc. Zachichotałam i korzystając z magii jaką daje mi bycie podróżnikiem stworzyłam w palcach małą iskierkę i rzuciłam na drewno.
- Dałabyś mu się wykazać - wytknęła mi siostra
- Oj, daj spokój - uśmiechnęłam się promiennie - Też kiedyś tak mu robiłaś...
Grupa przysłuchująca się nam z zaciekawieniem, roześmiała się. W tej samej chwili usłyszałam upadające drewno. Obejrzałam się i zobaczyłam brata z zdezorientowaną miną wpatrującego się w ogień.
- Ups... - szepnęłam radośnie
Spojrzał na mnie niezadowolony, po czym opadł obok Leny. Sięgnęłam po szklankę z wodą
- Не курва Катерина* - burknął na mnie
Rozkaszlałam się zaskoczona, a Anastasji i młodszy z braci parsknęli śmiechem. Reszta spojrzała na nas bez zrozumienia.
- идиот** - wychrypiałam, doprowadzając tym tą dwójkę do głupawki, Stefano nawet spadł z krzesła.

                                                                                                    


* po bułgarsku "No k***a Katerina"
** również po bułgarsku "Idiota"

sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 13

- Nic ci nie jest?- Spytałem,  krzywiąc się lekko,  podnosząc powoli. Cały tył głowy pulsował z bólu.
- Lou coś ci zrobił?- Zaniepokoiła się wampirzyca,  oglądając moją szyję.
- Nie. Tylko głowa mi pęka. - Mruknąłem,  siadając prosto. Nagle przybiegła cała nasza grupa.
- Jesteście cali?- Zawołał Damon,  podbiegając do nas.
- Nie do końca. - Szepnęła Kathy,  próbując się podnieść na nogi. Moje spojrzenie padło na jej złamane skrzydło.
- Nie wstawaj. - Poprosiłem ją,  siadając za dziewczyną. Lekko dotknąłem zakrwawionych piór. Wampirzy bracia podeszli do nas.
- Wyjaśnicie nam,  czemu przeleciałaś nad domem?- Zwrócił się do Katherine. Dziewczyna zaczęła opowiadać, kiedy ja składałem jej skrzydło.
- Nadal nie dał ci spokoju?- Zdziwił się Stefano,  pochylając nade mną. - Jeszcze tutaj.
- Przecież widzę. - Mruknąłem,  łącząc kolejne kości. - Lepiej,  byś dzisiaj nigdzie się nie ruszała. Zresztą wszyscy musimy gdzieś wypocząć. - Powiedziałem,  wstając powoli i pomagając podnieść się Katherine.

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 12

Przycisnęłam skrzydła mocno do pleców. Zrobiłam krok do przodu, jednocześnie zasłaniając sobą Gabriela.
- Lou - syknęłam wściekła
Wampir nagle pojawił się przede mną. Złapał mnie za kark i podniósł o parę centymetrów. Wygięłam się lekko odpychając chłopaka stojącego za mną. Komu jak komu, ale jemu krzywdy nie zrobię. Upadł i prawie natychmiast podniósł się, a w jego dłoniach pojawiły się małe płomyki.
- Zostaw - warknęłam na maga w myślach
Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, ale cofnął się i odwrócił do, jak się niedawno dowiedziałam, Wynter. Złapałam jego dłoni na mojej szyi. Nim zdążyłam zareagować poczułam że lecę, wirując w powietrzu. Parę sekund późnej uderzyłam o drzewo. Syknęłam słysząc trzask, gdy jedno ze skrzydeł się złamało. Upadłam dokładnie na złamane skrzydło, co wywołało ciche jęknięcie z mojej strony. Podniosłam się powoli, rozglądając się ostrożnie. Niedaleko z wytrzeszczonymi na mnie oczami stała reszta grupy. Czyli przeleciałam nad domem. Pięknie. Zerknęłam na plecy. Prawe skrzydło, pierwotnie krucze, było szkarłatne od krwi, wiszące bezwładnie. Przymknęłam lekko oczy.
- Katerina - ręce Maksa złapały mnie mocno - Co się...
Spojrzałam mu w oczy, po czym odsunęłam się i pomknęłam do Gabriela. Kilka sekund potem, byłam na miejscu, ale nie było tam nikogo, poza nieprzytomnym chłopakiem. Uklękłam obok niego i położyłam go sobie na kolanach. Co chwilę skomlałam z bólu złamanego skrzydła. Przyłożyłam dłoń do jego policzka, głaszcząc go kciukiem.
- Gabriel - szepnęłam cicho, zawahałam się - Gabi
Zamrugał niepewnie. Spojrzał w moje, normalne już, oczy.

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 11

Stałem kawałek od grupki, rozmawiając po cichu z Evaelyn.
Nagle,  niewiem dlaczego,  Sabine zaczęła drzeć się jak opętana. Trzy konie,  stojące przy wampirzym rodzeństwie,  odbiegły spłoszone krzykiem. Max od razu podbiegł do mojej siotry,  otaczając ją ramieniem, uspokajając ją.
- Co jest?- Spytałem,  podchodząc do nich.
- Jjjj... - Wydukała tylko Sabine,  wskazując palcem na Katherine.
- Zauważyła pająka. Był wielki. Ale już uciekł. - Odpowiedział jeden z braci.
- Okej... - Przyglądałem się uważnie Katherine,  która patrzyła w zupełnie inną stronę.
- Poszukam koni. - Westchnęła wampirzyca,  spuszczając głowę i odchodząc w kierunku,  gdzie zniknęły rumaki.
- Pójdę z nią. - Zaproponowałem,  doganiając ją truchtem.
- Pójdę sama. - Katty przyspieszyła kroku,  nadal nie podnosząc głowy.
- Nie. - Powiedziałem łagodnie,  lekko ujmując jej nagdarstek. Dziewczyna zwolniła kroku. Zrównałem się z nią i splotłem z nią palce. Kiedy zniknęliśmy za rogiem,  drugą dłonią ująłem nagle jej podbródek i zmusiłem do spojrzenia na mnie. Zamarłem na moment,  widząc jej całkiem czarne oczy.
- Co się stało?- Szepnąłem,  gładząc ją kciukiem po policzku.
- Ja... - Chciała coś wyjaśnić,  kiedy za moimi plecami rozległ się szyderczy, chłodny śmiech. Wampierzyca spojrzała ponad moim ramieniem i zasyczała,  odsłaniając kły. Odwróciłem się i zobaczyłem Lou,  przyglądającego się nam z ciekawością. Obok niego stała Wynter. Nie zmieniła się ani trochę,  od ostatniego spotkania. A minęło bardzo dużo czasu.
- Niedobrze mi od tej całej słodyczy. - Uśmiechnął się szyderczo wampir.  Na jego twarzy nie było żadnych śladów po spotkaniu z werbeną na polanie. - Aż trochę szkoda mi was zabijać. Ale tylko trochę. - Uśmiechnął się szyderczo,  jednak nie ruszył się z miejsca. Przypatrywałem się przez chwilę kuzynce,  ona jednak starannie unikała mojego spojrzenia.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 10

Otworzyłam oczy. Podniosłam się powoli, by nie obudzić Gabriela. Rozejrzałam się. Moje usta wygięły się w uśmiechu, gdy zobaczyłam, że wszyscy ułożyli się w grupkach. Evaelyn i Lena z Rosalie. Sabine z Maxem. Damon, Stefano i Anastasja. Ana, jak zauważyłam, nie miała skrzydeł, tylko Snow, jej klacz, która spała blisko niej. Wyskoczyłam w powietrze i wylądowałam na jednej z gałęzi. Potem jeszcze raz tylko wyżej. W końcu stałam na czubku najwyższego drzewa. Rozłożyłam lekko skrzydła i zamknęłam oczy. Czułam jak wiatr muska pióra. Nie wiem ile tak stałam. Zupełnie ignorowałam zamieszanie, które zaczęło się po jakimś czasie, gdy zaczęli się zbierać do lotu. Zresztą krzyk driady też. Najwyraźniej zauważyła to co ja przed... jakimś czasem. Chodzi o skrzydła Ann i Snow.
- Katerina! - usłyszałam krzyk Maxa
Otworzyłam niezadowolona oczy i zerknęłam w dół. Pokazałam mu wolną drogę. Przewrócił oczami, a po chwili obok mnie przeleciał smok. Zamachnęłam się mocno skrzydłami i zrównałam lot z siostrą.

***

Wylądowałam jakieś 500 metrów przed bramą. Było już ciemno. Usłyszałam szelest i obok mnie stała reszta grupy. Zamknęłam oczy i skupiłam się. Po chwili otworzyłam całkowicie czarne oczy.
Ruszyłam w stronę bramy rozglądając się. Pilnowałam, by nikt ich nie zobaczył. Uderzanie kopyt o ziemię. Stanęłam jak wryta. Zza ogrodzenia wyskoczyły trzy konie, dwa z nich miały skrzydła.
- Nasza piekielna trójka - usłyszałam szept Damona z mojej lewej strony
Parsknęłam cicho na jego słowa. To była jedna klacz i dwa ogiery. Jeden z nich, czarny jak smoła, podszedł do mnie. Kasztan, do Damona, a myszata do drugiemu z braci.
- Czemu piekielna? - spytała Sabine
- Ze względu na imiona. Ten kary to Azazjel, tak miał na imię anioł śmierci. Ten to Abbadon - wskazałam na konia przy starszym z braci - To imię anioła chaosu. A klacz to Hell, nie muszę chyba tłumaczyć - spojrzałam na nią nieopatrznie. Cho*era! Moje oczy!