Przypatrywałem się przez chwilę w Katherine, rzucającą czary na dziedzińcu. Poczułem jak przechodzi mnie dreszcz, kiedy skończyła.
- Tutaj wszystko okej. - Mruknęła sama do siebie i ruszyła dalej.
- Nie możesz mnie zbywać. - Powiedziałem, idąc za nią.
- Nie zbywam cię. - Wyjaśniła, odwracając się na chwilę. - Nie chcę, by stała ci się krzywda.
- To, że zapewne najczęściej mogłem zginąć,l jeszcze o niczym nie świadczy. - Zaprotestowałem.
- Właśnie, że znaczy. - Ruszyła dalej przed siebie.
- Naprawdę mogę ci pomóc. Pójdzie nam szybciej we dwójkę.
- Jeśli musisz... - Westchnęła, łapiąc mnie za rękę. Katherina wymawiała zaklęcia a ja użyczałem jej trochę mojej mocy. Skończyliśmy po jakiś dwudziestu minutach. Kiedy ruszyliśmy w stronę domu, właśnie wybiegała z niego Evaelyn z Max'em.
- Nie widzieliście je? - Zawołała elfka.
- Kogo? - Zdziwiłem się.
- Wynter uciekła. - Wydyszał smok, łapiąc się na tył głowy. - I rozbiła mi coś na głowie...
- Co? Czemu? - Zdziwiła się wampirzyca.
- Sami chcielibyśmy wiedzieć. - Westchnęła Evaelyn. Wszyscy popatrzyli na mnie.
- Skąd ja mam to wiedzieć? - Spytałem.
- Zaufaliśmy jej, a ona uciekła. - Zauważyła wampirzyca. - I kogo to wina?
- Jeszcze powiedzcie, że moja. - Warknąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz