- Nic ci nie jest?- Spytałem, krzywiąc się lekko, podnosząc powoli. Cały tył głowy pulsował z bólu.
- Lou coś ci zrobił?- Zaniepokoiła się wampirzyca, oglądając moją szyję.
- Nie. Tylko głowa mi pęka. - Mruknąłem, siadając prosto. Nagle przybiegła cała nasza grupa.
- Jesteście cali?- Zawołał Damon, podbiegając do nas.
- Nie do końca. - Szepnęła Kathy, próbując się podnieść na nogi. Moje spojrzenie padło na jej złamane skrzydło.
- Nie wstawaj. - Poprosiłem ją, siadając za dziewczyną. Lekko dotknąłem zakrwawionych piór. Wampirzy bracia podeszli do nas.
- Wyjaśnicie nam, czemu przeleciałaś nad domem?- Zwrócił się do Katherine. Dziewczyna zaczęła opowiadać, kiedy ja składałem jej skrzydło.
- Nadal nie dał ci spokoju?- Zdziwił się Stefano, pochylając nade mną. - Jeszcze tutaj.
- Przecież widzę. - Mruknąłem, łącząc kolejne kości. - Lepiej, byś dzisiaj nigdzie się nie ruszała. Zresztą wszyscy musimy gdzieś wypocząć. - Powiedziałem, wstając powoli i pomagając podnieść się Katherine.
sobota, 31 stycznia 2015
Rozdział 13
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz