Przycisnęłam skrzydła mocno do pleców. Zrobiłam krok do przodu, jednocześnie zasłaniając sobą Gabriela.
- Lou - syknęłam wściekła
Wampir nagle pojawił się przede mną. Złapał mnie za kark i podniósł o parę centymetrów. Wygięłam się lekko odpychając chłopaka stojącego za mną. Komu jak komu, ale jemu krzywdy nie zrobię. Upadł i prawie natychmiast podniósł się, a w jego dłoniach pojawiły się małe płomyki.
- Zostaw - warknęłam na maga w myślach
Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, ale cofnął się i odwrócił do, jak się niedawno dowiedziałam, Wynter. Złapałam jego dłoni na mojej szyi. Nim zdążyłam zareagować poczułam że lecę, wirując w powietrzu. Parę sekund późnej uderzyłam o drzewo. Syknęłam słysząc trzask, gdy jedno ze skrzydeł się złamało. Upadłam dokładnie na złamane skrzydło, co wywołało ciche jęknięcie z mojej strony. Podniosłam się powoli, rozglądając się ostrożnie. Niedaleko z wytrzeszczonymi na mnie oczami stała reszta grupy. Czyli przeleciałam nad domem. Pięknie. Zerknęłam na plecy. Prawe skrzydło, pierwotnie krucze, było szkarłatne od krwi, wiszące bezwładnie. Przymknęłam lekko oczy.
- Katerina - ręce Maksa złapały mnie mocno - Co się...
Spojrzałam mu w oczy, po czym odsunęłam się i pomknęłam do Gabriela. Kilka sekund potem, byłam na miejscu, ale nie było tam nikogo, poza nieprzytomnym chłopakiem. Uklękłam obok niego i położyłam go sobie na kolanach. Co chwilę skomlałam z bólu złamanego skrzydła. Przyłożyłam dłoń do jego policzka, głaszcząc go kciukiem.
- Gabriel - szepnęłam cicho, zawahałam się - Gabi
Zamrugał niepewnie. Spojrzał w moje, normalne już, oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz