Stałem kawałek od grupki, rozmawiając po cichu z Evaelyn.
Nagle, niewiem dlaczego, Sabine zaczęła drzeć się jak opętana. Trzy konie, stojące przy wampirzym rodzeństwie, odbiegły spłoszone krzykiem. Max od razu podbiegł do mojej siotry, otaczając ją ramieniem, uspokajając ją.
- Co jest?- Spytałem, podchodząc do nich.
- Jjjj... - Wydukała tylko Sabine, wskazując palcem na Katherine.
- Zauważyła pająka. Był wielki. Ale już uciekł. - Odpowiedział jeden z braci.
- Okej... - Przyglądałem się uważnie Katherine, która patrzyła w zupełnie inną stronę.
- Poszukam koni. - Westchnęła wampirzyca, spuszczając głowę i odchodząc w kierunku, gdzie zniknęły rumaki.
- Pójdę z nią. - Zaproponowałem, doganiając ją truchtem.
- Pójdę sama. - Katty przyspieszyła kroku, nadal nie podnosząc głowy.
- Nie. - Powiedziałem łagodnie, lekko ujmując jej nagdarstek. Dziewczyna zwolniła kroku. Zrównałem się z nią i splotłem z nią palce. Kiedy zniknęliśmy za rogiem, drugą dłonią ująłem nagle jej podbródek i zmusiłem do spojrzenia na mnie. Zamarłem na moment, widząc jej całkiem czarne oczy.
- Co się stało?- Szepnąłem, gładząc ją kciukiem po policzku.
- Ja... - Chciała coś wyjaśnić, kiedy za moimi plecami rozległ się szyderczy, chłodny śmiech. Wampierzyca spojrzała ponad moim ramieniem i zasyczała, odsłaniając kły. Odwróciłem się i zobaczyłem Lou, przyglądającego się nam z ciekawością. Obok niego stała Wynter. Nie zmieniła się ani trochę, od ostatniego spotkania. A minęło bardzo dużo czasu.
- Niedobrze mi od tej całej słodyczy. - Uśmiechnął się szyderczo wampir. Na jego twarzy nie było żadnych śladów po spotkaniu z werbeną na polanie. - Aż trochę szkoda mi was zabijać. Ale tylko trochę. - Uśmiechnął się szyderczo, jednak nie ruszył się z miejsca. Przypatrywałem się przez chwilę kuzynce, ona jednak starannie unikała mojego spojrzenia.
niedziela, 11 stycznia 2015
Rozdział 11
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz