- Nic ci nie jest?- Spytałem, krzywiąc się lekko, podnosząc powoli. Cały tył głowy pulsował z bólu.
- Lou coś ci zrobił?- Zaniepokoiła się wampirzyca, oglądając moją szyję.
- Nie. Tylko głowa mi pęka. - Mruknąłem, siadając prosto. Nagle przybiegła cała nasza grupa.
- Jesteście cali?- Zawołał Damon, podbiegając do nas.
- Nie do końca. - Szepnęła Kathy, próbując się podnieść na nogi. Moje spojrzenie padło na jej złamane skrzydło.
- Nie wstawaj. - Poprosiłem ją, siadając za dziewczyną. Lekko dotknąłem zakrwawionych piór. Wampirzy bracia podeszli do nas.
- Wyjaśnicie nam, czemu przeleciałaś nad domem?- Zwrócił się do Katherine. Dziewczyna zaczęła opowiadać, kiedy ja składałem jej skrzydło.
- Nadal nie dał ci spokoju?- Zdziwił się Stefano, pochylając nade mną. - Jeszcze tutaj.
- Przecież widzę. - Mruknąłem, łącząc kolejne kości. - Lepiej, byś dzisiaj nigdzie się nie ruszała. Zresztą wszyscy musimy gdzieś wypocząć. - Powiedziałem, wstając powoli i pomagając podnieść się Katherine.
sobota, 31 stycznia 2015
Rozdział 13
piątek, 30 stycznia 2015
Rozdział 12
- Lou - syknęłam wściekła
Wampir nagle pojawił się przede mną. Złapał mnie za kark i podniósł o parę centymetrów. Wygięłam się lekko odpychając chłopaka stojącego za mną. Komu jak komu, ale jemu krzywdy nie zrobię. Upadł i prawie natychmiast podniósł się, a w jego dłoniach pojawiły się małe płomyki.
- Zostaw - warknęłam na maga w myślach
Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, ale cofnął się i odwrócił do, jak się niedawno dowiedziałam, Wynter. Złapałam jego dłoni na mojej szyi. Nim zdążyłam zareagować poczułam że lecę, wirując w powietrzu. Parę sekund późnej uderzyłam o drzewo. Syknęłam słysząc trzask, gdy jedno ze skrzydeł się złamało. Upadłam dokładnie na złamane skrzydło, co wywołało ciche jęknięcie z mojej strony. Podniosłam się powoli, rozglądając się ostrożnie. Niedaleko z wytrzeszczonymi na mnie oczami stała reszta grupy. Czyli przeleciałam nad domem. Pięknie. Zerknęłam na plecy. Prawe skrzydło, pierwotnie krucze, było szkarłatne od krwi, wiszące bezwładnie. Przymknęłam lekko oczy.
- Katerina - ręce Maksa złapały mnie mocno - Co się...
Spojrzałam mu w oczy, po czym odsunęłam się i pomknęłam do Gabriela. Kilka sekund potem, byłam na miejscu, ale nie było tam nikogo, poza nieprzytomnym chłopakiem. Uklękłam obok niego i położyłam go sobie na kolanach. Co chwilę skomlałam z bólu złamanego skrzydła. Przyłożyłam dłoń do jego policzka, głaszcząc go kciukiem.
- Gabriel - szepnęłam cicho, zawahałam się - Gabi
Zamrugał niepewnie. Spojrzał w moje, normalne już, oczy.
niedziela, 11 stycznia 2015
Rozdział 11
Stałem kawałek od grupki, rozmawiając po cichu z Evaelyn.
Nagle, niewiem dlaczego, Sabine zaczęła drzeć się jak opętana. Trzy konie, stojące przy wampirzym rodzeństwie, odbiegły spłoszone krzykiem. Max od razu podbiegł do mojej siotry, otaczając ją ramieniem, uspokajając ją.
- Co jest?- Spytałem, podchodząc do nich.
- Jjjj... - Wydukała tylko Sabine, wskazując palcem na Katherine.
- Zauważyła pająka. Był wielki. Ale już uciekł. - Odpowiedział jeden z braci.
- Okej... - Przyglądałem się uważnie Katherine, która patrzyła w zupełnie inną stronę.
- Poszukam koni. - Westchnęła wampirzyca, spuszczając głowę i odchodząc w kierunku, gdzie zniknęły rumaki.
- Pójdę z nią. - Zaproponowałem, doganiając ją truchtem.
- Pójdę sama. - Katty przyspieszyła kroku, nadal nie podnosząc głowy.
- Nie. - Powiedziałem łagodnie, lekko ujmując jej nagdarstek. Dziewczyna zwolniła kroku. Zrównałem się z nią i splotłem z nią palce. Kiedy zniknęliśmy za rogiem, drugą dłonią ująłem nagle jej podbródek i zmusiłem do spojrzenia na mnie. Zamarłem na moment, widząc jej całkiem czarne oczy.
- Co się stało?- Szepnąłem, gładząc ją kciukiem po policzku.
- Ja... - Chciała coś wyjaśnić, kiedy za moimi plecami rozległ się szyderczy, chłodny śmiech. Wampierzyca spojrzała ponad moim ramieniem i zasyczała, odsłaniając kły. Odwróciłem się i zobaczyłem Lou, przyglądającego się nam z ciekawością. Obok niego stała Wynter. Nie zmieniła się ani trochę, od ostatniego spotkania. A minęło bardzo dużo czasu.
- Niedobrze mi od tej całej słodyczy. - Uśmiechnął się szyderczo wampir. Na jego twarzy nie było żadnych śladów po spotkaniu z werbeną na polanie. - Aż trochę szkoda mi was zabijać. Ale tylko trochę. - Uśmiechnął się szyderczo, jednak nie ruszył się z miejsca. Przypatrywałem się przez chwilę kuzynce, ona jednak starannie unikała mojego spojrzenia.
sobota, 10 stycznia 2015
Rozdział 10
- Katerina! - usłyszałam krzyk Maxa
Otworzyłam niezadowolona oczy i zerknęłam w dół. Pokazałam mu wolną drogę. Przewrócił oczami, a po chwili obok mnie przeleciał smok. Zamachnęłam się mocno skrzydłami i zrównałam lot z siostrą.
Wylądowałam jakieś 500 metrów przed bramą. Było już ciemno. Usłyszałam szelest i obok mnie stała reszta grupy. Zamknęłam oczy i skupiłam się. Po chwili otworzyłam całkowicie czarne oczy.
Ruszyłam w stronę bramy rozglądając się. Pilnowałam, by nikt ich nie zobaczył. Uderzanie kopyt o ziemię. Stanęłam jak wryta. Zza ogrodzenia wyskoczyły trzy konie, dwa z nich miały skrzydła.
- Nasza piekielna trójka - usłyszałam szept Damona z mojej lewej strony
Parsknęłam cicho na jego słowa. To była jedna klacz i dwa ogiery. Jeden z nich, czarny jak smoła, podszedł do mnie. Kasztan, do Damona, a myszata do drugiemu z braci.
- Czemu piekielna? - spytała Sabine
- Ze względu na imiona. Ten kary to Azazjel, tak miał na imię anioł śmierci. Ten to Abbadon - wskazałam na konia przy starszym z braci - To imię anioła chaosu. A klacz to Hell, nie muszę chyba tłumaczyć - spojrzałam na nią nieopatrznie. Cho*era! Moje oczy!
