sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 13

- Nic ci nie jest?- Spytałem,  krzywiąc się lekko,  podnosząc powoli. Cały tył głowy pulsował z bólu.
- Lou coś ci zrobił?- Zaniepokoiła się wampirzyca,  oglądając moją szyję.
- Nie. Tylko głowa mi pęka. - Mruknąłem,  siadając prosto. Nagle przybiegła cała nasza grupa.
- Jesteście cali?- Zawołał Damon,  podbiegając do nas.
- Nie do końca. - Szepnęła Kathy,  próbując się podnieść na nogi. Moje spojrzenie padło na jej złamane skrzydło.
- Nie wstawaj. - Poprosiłem ją,  siadając za dziewczyną. Lekko dotknąłem zakrwawionych piór. Wampirzy bracia podeszli do nas.
- Wyjaśnicie nam,  czemu przeleciałaś nad domem?- Zwrócił się do Katherine. Dziewczyna zaczęła opowiadać, kiedy ja składałem jej skrzydło.
- Nadal nie dał ci spokoju?- Zdziwił się Stefano,  pochylając nade mną. - Jeszcze tutaj.
- Przecież widzę. - Mruknąłem,  łącząc kolejne kości. - Lepiej,  byś dzisiaj nigdzie się nie ruszała. Zresztą wszyscy musimy gdzieś wypocząć. - Powiedziałem,  wstając powoli i pomagając podnieść się Katherine.

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 12

Przycisnęłam skrzydła mocno do pleców. Zrobiłam krok do przodu, jednocześnie zasłaniając sobą Gabriela.
- Lou - syknęłam wściekła
Wampir nagle pojawił się przede mną. Złapał mnie za kark i podniósł o parę centymetrów. Wygięłam się lekko odpychając chłopaka stojącego za mną. Komu jak komu, ale jemu krzywdy nie zrobię. Upadł i prawie natychmiast podniósł się, a w jego dłoniach pojawiły się małe płomyki.
- Zostaw - warknęłam na maga w myślach
Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, ale cofnął się i odwrócił do, jak się niedawno dowiedziałam, Wynter. Złapałam jego dłoni na mojej szyi. Nim zdążyłam zareagować poczułam że lecę, wirując w powietrzu. Parę sekund późnej uderzyłam o drzewo. Syknęłam słysząc trzask, gdy jedno ze skrzydeł się złamało. Upadłam dokładnie na złamane skrzydło, co wywołało ciche jęknięcie z mojej strony. Podniosłam się powoli, rozglądając się ostrożnie. Niedaleko z wytrzeszczonymi na mnie oczami stała reszta grupy. Czyli przeleciałam nad domem. Pięknie. Zerknęłam na plecy. Prawe skrzydło, pierwotnie krucze, było szkarłatne od krwi, wiszące bezwładnie. Przymknęłam lekko oczy.
- Katerina - ręce Maksa złapały mnie mocno - Co się...
Spojrzałam mu w oczy, po czym odsunęłam się i pomknęłam do Gabriela. Kilka sekund potem, byłam na miejscu, ale nie było tam nikogo, poza nieprzytomnym chłopakiem. Uklękłam obok niego i położyłam go sobie na kolanach. Co chwilę skomlałam z bólu złamanego skrzydła. Przyłożyłam dłoń do jego policzka, głaszcząc go kciukiem.
- Gabriel - szepnęłam cicho, zawahałam się - Gabi
Zamrugał niepewnie. Spojrzał w moje, normalne już, oczy.

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 11

Stałem kawałek od grupki, rozmawiając po cichu z Evaelyn.
Nagle,  niewiem dlaczego,  Sabine zaczęła drzeć się jak opętana. Trzy konie,  stojące przy wampirzym rodzeństwie,  odbiegły spłoszone krzykiem. Max od razu podbiegł do mojej siotry,  otaczając ją ramieniem, uspokajając ją.
- Co jest?- Spytałem,  podchodząc do nich.
- Jjjj... - Wydukała tylko Sabine,  wskazując palcem na Katherine.
- Zauważyła pająka. Był wielki. Ale już uciekł. - Odpowiedział jeden z braci.
- Okej... - Przyglądałem się uważnie Katherine,  która patrzyła w zupełnie inną stronę.
- Poszukam koni. - Westchnęła wampirzyca,  spuszczając głowę i odchodząc w kierunku,  gdzie zniknęły rumaki.
- Pójdę z nią. - Zaproponowałem,  doganiając ją truchtem.
- Pójdę sama. - Katty przyspieszyła kroku,  nadal nie podnosząc głowy.
- Nie. - Powiedziałem łagodnie,  lekko ujmując jej nagdarstek. Dziewczyna zwolniła kroku. Zrównałem się z nią i splotłem z nią palce. Kiedy zniknęliśmy za rogiem,  drugą dłonią ująłem nagle jej podbródek i zmusiłem do spojrzenia na mnie. Zamarłem na moment,  widząc jej całkiem czarne oczy.
- Co się stało?- Szepnąłem,  gładząc ją kciukiem po policzku.
- Ja... - Chciała coś wyjaśnić,  kiedy za moimi plecami rozległ się szyderczy, chłodny śmiech. Wampierzyca spojrzała ponad moim ramieniem i zasyczała,  odsłaniając kły. Odwróciłem się i zobaczyłem Lou,  przyglądającego się nam z ciekawością. Obok niego stała Wynter. Nie zmieniła się ani trochę,  od ostatniego spotkania. A minęło bardzo dużo czasu.
- Niedobrze mi od tej całej słodyczy. - Uśmiechnął się szyderczo wampir.  Na jego twarzy nie było żadnych śladów po spotkaniu z werbeną na polanie. - Aż trochę szkoda mi was zabijać. Ale tylko trochę. - Uśmiechnął się szyderczo,  jednak nie ruszył się z miejsca. Przypatrywałem się przez chwilę kuzynce,  ona jednak starannie unikała mojego spojrzenia.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział 10

Otworzyłam oczy. Podniosłam się powoli, by nie obudzić Gabriela. Rozejrzałam się. Moje usta wygięły się w uśmiechu, gdy zobaczyłam, że wszyscy ułożyli się w grupkach. Evaelyn i Lena z Rosalie. Sabine z Maxem. Damon, Stefano i Anastasja. Ana, jak zauważyłam, nie miała skrzydeł, tylko Snow, jej klacz, która spała blisko niej. Wyskoczyłam w powietrze i wylądowałam na jednej z gałęzi. Potem jeszcze raz tylko wyżej. W końcu stałam na czubku najwyższego drzewa. Rozłożyłam lekko skrzydła i zamknęłam oczy. Czułam jak wiatr muska pióra. Nie wiem ile tak stałam. Zupełnie ignorowałam zamieszanie, które zaczęło się po jakimś czasie, gdy zaczęli się zbierać do lotu. Zresztą krzyk driady też. Najwyraźniej zauważyła to co ja przed... jakimś czasem. Chodzi o skrzydła Ann i Snow.
- Katerina! - usłyszałam krzyk Maxa
Otworzyłam niezadowolona oczy i zerknęłam w dół. Pokazałam mu wolną drogę. Przewrócił oczami, a po chwili obok mnie przeleciał smok. Zamachnęłam się mocno skrzydłami i zrównałam lot z siostrą.

***

Wylądowałam jakieś 500 metrów przed bramą. Było już ciemno. Usłyszałam szelest i obok mnie stała reszta grupy. Zamknęłam oczy i skupiłam się. Po chwili otworzyłam całkowicie czarne oczy.
Ruszyłam w stronę bramy rozglądając się. Pilnowałam, by nikt ich nie zobaczył. Uderzanie kopyt o ziemię. Stanęłam jak wryta. Zza ogrodzenia wyskoczyły trzy konie, dwa z nich miały skrzydła.
- Nasza piekielna trójka - usłyszałam szept Damona z mojej lewej strony
Parsknęłam cicho na jego słowa. To była jedna klacz i dwa ogiery. Jeden z nich, czarny jak smoła, podszedł do mnie. Kasztan, do Damona, a myszata do drugiemu z braci.
- Czemu piekielna? - spytała Sabine
- Ze względu na imiona. Ten kary to Azazjel, tak miał na imię anioł śmierci. Ten to Abbadon - wskazałam na konia przy starszym z braci - To imię anioła chaosu. A klacz to Hell, nie muszę chyba tłumaczyć - spojrzałam na nią nieopatrznie. Cho*era! Moje oczy!